
Kiedy znudziła Ci się własna dystopia... Recenzja: Przeznaczenie X. Grzechy Sinistera
Ło ludzie! Jak ten czas leci! Poproszę o dodatkowe trzy dni w tygodniu. Najlepiej weekendowe, co by móc ze spokojem nadrobić wszystkie lektury, gry i towarzyskie spotkania. Pracować jest nad czym. Nie narzekam. Ale kalendarz zdecydowanie nie jest nam przychylny. Dopiero co wróciliśmy z jednych targów, już szykujemy się na kolejne, wrażeń z rozgrywek nie ma kto spisywać, nie wspominając o stosiku czytadeł, które zasługują na uwagę. Spinamy, co trzeba i przybliżamy jedno z nich!Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Przeznaczenie X. Grzechy Sinistera to dość interesujący projekt. Osadzony głęboko w uniwersum X-men, skupiony na kontynuacji losów świata po Sądnym Dniu, opowiada jednocześnie.... swoją własną historię. No właśnie- o co chodzi? O konsekwencję życzeń. Zaintrygowało mnie to.

Gruby album posiada dwóch scenarzystów, którzy wspierając się w pomysłach, pilnowali, by historia za bardzo im nie uciekła. Są to Kieron Gillern, powiązany z Przedwiecznymi, oraz- znany nam z aktualnej linii wydawniczej Marvel Fresh- Al Ewing. Rysunki stworzyli Lucas Werneck (
), Packo Medina (Avengers: Bez Drogi do Domu) i Andrea DiVito (Conan Barbarzyńca). Tomisko ukazało się dzięki wydawnictwu Egmont i klubowi Świat Komiksu.
Zarys fabularny:

"Mistrz intryg Mister Sinister obalił rząd mutantów i przeobraził wszechświat na swoje podobieństwo – zmienił go w mroczną, autorytarną dystopię. Nie na darmo jednak mówi się: „Uważaj, czego sobie życzysz”. Po dziesięciu latach wszyscy, choćby sam Sinister, mają już powyżej uszu ponurych skutków jego spisków. Czy rebelianci pod wodzą Storm zdołają położyć kres jego tyranii? Po czyjej stronie staną genetyczne chimery Sinistera? I kim są Niemoralni X-Men, którzy przysięgli zgładzić świat, który ich kocha i szanuje?"
Wrażenia:

Jeśli nie wiecie- to przypomnę- że nigdy nie zakładam dużo, jeżeli chodzi o komiksy z X-menami. Ten wydał mi się ciekawy, a ostatnio przerabiane przeze mnie Dice Throne'y (Box 1, Box 2), sprawiły, iż zatęskniłem za tym stylem... i wiecie co? Totalnie wyrwało mnie z kapci. Nie spodziewałem się, iż z tak zapartym tchem będę wciągał stronice pełne X-menów.

Co za tym stoi? Przede wszystkim- i jak zawsze!- odjechany pomysł na scenariusz. W albumie znajdziecie wszystko- od kosmitów, przez manipulacje genowe, naukowy bełkot, pełnoprawne intrygi, grube zdrady i potęgi kosmiczne, które wydzierają sobie prawo do władzy. Zaczyna się prosto- Sinister "wgrywa" wszystkim kopię genową samego siebie... A to oczywiście owocuje na korzyść szalonego naukowca- włada wszystkim. Gorzej, iż znika zagrożenie śmiercią i dość gwałtownie wszyscy rzucają się sobie do gardeł, a z pozoru jeden plan staje się różnie interpretowany. Pomieszanie z poplątaniem, niekiedy absurd, ale przede wszystkim zaskakujące tempo, które wciska czytelnika w fotel. Aż niemożliwe, iż scenarzyści się w tym swoim pomyśle nie zgubili...

Polecam Grzechy Sinistera. Zadziwiająco interesujące i rozrywkowe uczucie, tak patrzeć, jak z pozoru "dobrzy" sprowadzają zagładę na uniwersum. Chcecie się poczuć maleńcy? Tym bardziej zajrzyjcie do albumu! Z naukową wręcz uważnością prześledzicie tysiącletnią intrygę, okraszoną "pięknymi", dystopijnymi i dynamicznymi ilustracjami...
T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Instagramie
TUTAJ wesprzecie nas na Facebooku
TUTAJ złapiecie własny egzemplarz







