Słuchaj, mam dla ciebie historię, która ostatnio wydarzyła się na rodzinnej imprezie. Jak wiesz, niedawno były urodziny mojej szwagierki, która nazywa się Bogna. Nigdy się nie dogadywałyśmy wiesz, takie napięcie, iż ledwo można wytrzymać razem w jednym pokoju. No ale wiadomo, rodzina jest rodziną, więc wszyscy od babci Zofii, przez ciotkę Teresę, aż po kuzynów i samego jubilatkę zebrali się w mieszkaniu teściowej w Warszawie.
Każdy podszedł do mojego męża, Marka, żeby pogratulować mu siostry i przy okazji, wiesz jak to w Polsce, chwalić jego szczodrość. Wszyscy jacyś podekscytowani, a my staliśmy trochę zdziwieni, bo niby za co te zachwyty? W ręku koperta z prezentem dla Bogny 500 złotych. Ani zbyt dużo, ani za mało, zupełnie normalnie jak na taką okazję.
Wszystko się wyjaśniło dopiero, gdy teściowa, Halina, zaczęła składać życzenia Bognie. Wyobraź sobie, patrzy na Marka i mówi:
Marku, Bogna ma dziś urodziny, wciąż nie ma chłopaka ani męża, więc jako starszy brat powinieneś zadbać o jej dobro. Masz dwa mieszkania, więc jedno oddasz Bognie, żeby było sprawiedliwie.
Ludzie poklaskali, a mi dosłownie opadła szczęka. To było tak bezczelne, iż aż komiczne. No ale Bogna nie zamierzała na tym poprzestać.
Marku, dajesz mi to w nowym bloku, prawda? Kiedy mogę się już wprowadzić?
Musiałam to wyjaśnić. Słuchaj mamy razem dwa mieszkania. Jedno jest w Legionowie, które odziedziczyłam po babci Zofii. Trochę je odpicowaliśmy, wynajmujemy je i z tych pieniędzy spłacamy kredyt na drugie mieszkanie to, w którym faktycznie mieszkamy razem w Warszawie. Marek nie ma żadnych praw do tego pierwszego mieszkania, bo to moja własność. Planuję je przekazać naszej córce, Lence, a nie komuś z rodziny męża.
Zdecydowanie powiedziałam:
Zapomnij, tamto mieszkanie jest moje, a w tym drugim sami mieszkamy.
Ale teściowa zaczęła swoje:
Oj dziecko, bardzo się mylisz! Jesteś żoną mojego syna, więc wszystko należy do was razem i powinien tym zarządzać Marek.
Nie wytrzymałam:
Może mu pomagać ile chce, ale nie z mojej własności! Marku, masz coś do powiedzenia?
Marek spojrzał na mnie i rzucił:
Kochanie, możemy przecież zarobić więcej, kupić kolejne mieszkanie i to oddać Bognie. W końcu dziś jej święto!
Zatkało mnie:
Mówisz serio? Jak przyjdzie taka potrzeba, możesz podzielić nasze wspólne mieszkanie ale dopiero po rozwodzie.
Teściowa wpadła w szał:
Jak śmiesz tak odzywać się do Marka? Jak chcesz rozwodu, to go dostaniesz! Marku, pakuj się i wracaj do matki, a ty jesteś okropna i zachłanna!
Po tej scenie wyszłam z tego zwariowanego mieszkania. Nie zamierzam pozwalać, żeby ktoś rozporządzał moją własnością jak swoim. Takich rzeczy to ja nie toleruję i koniec.








