25 marca 2024, Warszawa
Dzisiaj postanowiłam opisać wydarzenia z ostatniego weekendu może to pomoże mi zebrać myśli i ochłonąć po tym, co się tam wydarzyło. Rozważam wszystko jeszcze raz, z każdej strony, bo nie mogę uwierzyć jak bardzo rodzina potrafi czasem przetestować granice mojej cierpliwości.
Świętowaliśmy urodziny mojej szwagierki, Jagody. Od zawsze miałyśmy napięte relacje ona nie pała do mnie sympatią, a ja z czasem nauczyłam się traktować ją z dystansem. Na imprezie pojawiła się cała nasza rodzina: dziadkowie, kuzynostwo, z dzieciakami i oczywiście sama solenizantka w centrum uwagi. Wszyscy składali życzenia mojemu mężowi, Markowi, niby w związku z urodzinami jego siostry, ale jednocześnie opiewali jego wspaniałą hojność.
Nie rozumieliśmy, skąd te słowa wręczyliśmy kopertę z prezentem: pięćset złotych. Zwykły, porządny prezent, bez fajerwerków nie przychodziło mi do głowy, co jeszcze wzbudziło tyle zachwytów. Sprawa wyjaśniła się, gdy teściowa zaczęła składać życzenia Jagodzie.
Marku, Twoja siostra jest sama, nie ma jeszcze nikogo teraz, jako starszy brat, Twoim obowiązkiem jest zadbać o nią i zapewnić jej wsparcie. Przecież masz dwa mieszkania, jedno powinieneś oddać Jagódce!
Zapanowała cisza, potem wszyscy gratulowali, a ja miałam ochotę zemdleć z oburzenia. Ale jak to zwykle bywa, to nie był koniec. Szwagierka wzięła sprawy w swoje ręce:
Marku, oddaj mi mieszkanie w nowym budynku! Kiedy mogę się wprowadzić? rzuciła bez śladu skrępowania.
Musiałam wyjaśnić sytuację, bo wszyscy zaczęli traktować sprawę jak coś ustalonego. Otóż: faktycznie mamy z Markiem dwa mieszkania. Jedyne, które wynajmujemy, odziedziczyłam po babci. Cały dochód z wynajmu jest przeznaczony na spłatę kredytu za nasze obecne mieszkanie, gdzie mieszkamy i które wspólnie urządzamy. Marek nie ma żadnych praw do tamtej kawalerki zamierzałam kiedyś przekazać ją naszemu synowi. O przekazaniu Jagodzie nie było choćby mowy.
Powiedziałam stanowczo:
Zapomnijcie o tym. Mieszkanie po babci jest moje, a w tym, o którym marzysz, mieszkamy razem z Markiem.
Teściowa skwitowała to słowami:
Moja droga, mylisz się, bo jako żona mojego syna wszystko, co macie, należy do waszej wspólnoty i to Marek powinien zarządzać majątkiem.
Zamarłam, próbując zachować spokój.
Nie mam nic przeciwko pomaganiu rodzinie, ale nie moją własnością!
Zwróciłam się do Marka, by jasno się wypowiedział.
A on, próbując być ugodowy, stwierdził:
Kochanie, zarobimy jeszcze więcej, może kiedyś kupimy kolejne mieszkanie, a to oddamy Jagodzie dziś są jej urodziny.
Mówisz poważnie? wybuchnęłam, nie wierząc własnym uszom. jeżeli będziesz chciał coś oddać siostrze, zrobisz to dopiero po rozwodzie!
Teściowa oburzyła się:
Jak możesz tak mówić do męża?! jeżeli chcesz rozwodu, to go dostaniesz! Synku, powinieneś wrócić do domu, a ty jesteś okropna i interesowna!
Nie wytrzymałam. Wyszłam z ich mieszkania, bo zrozumiałam, iż nie chcę przebywać wśród ludzi, którzy traktują mnie jak powietrze i są przekonani, iż mogą decydować o mojej przyszłości.
Wieczorem, siedząc już w swoim pokoju, przemyślałam wszystko na chłodno. W Polsce, rodzina często, zbyt mocno, miesza się w nasze sprawy. Najważniejsze to znać swoje granice i być odważnym, by ich bronić choćby jeżeli inni oczekują ode mnie zupełnie czegoś innego.








