Jesteś biedna, a ja mam sukces! zaśmiał się Wojciech, nieświadomy, iż właśnie sprzedałam mój bezużyteczny blog za kilkadziesiąt milionów złotych.
No to już nie wiesz, co? wpadł do kuchni, machając kluczami od samochodu niczym berłem. Umowa jest podpisana. Mówiłem, iż ich przytłoczę.
Jadwiga powoli podniosła wzrok ze swojego laptopa. Jego pordzewiały, triumfalny wyraz twarzy odbijał się w lśniącej tafli ekranu.
Cicho zamknęła pokrywę. Aplikacja bankowa wciąż wyświetlała ciemny ekran z siedmiocyfrową sumą.
Cieszę się, iż ci się udało odparła równym tonem.
Wojciech parsknął i otworzył lodówkę z autorytetem inspektora sanitarnego.
Udało się? Jadwigo, to nie udało się. To naturalny rezultat. Efekt mózgu, determinacji i ciężkiej pracy nie wpatrywania się w głupie obrazki w sieci.
Mówił o jej blogu, który pięć lat nazywał bzdurą i marnotrawstwem czasu. Nie wdrażała sprzeciwu. Po co się kłócić?
Wstała i podeszła do okna. Światła miasta odbijały się w szklanym bloku, rozmyte jak akwarela w deszczu.
Pięć lat upokorzeń, drwin i odrzuceń. Pięć lat, w które wlała serce w blog o wymarłych rzemiosłach, zbierając historie od starych mistrzów, kawałek po kawałku.
A propos twoich małych obrazków kontynuował Wojciech, wyciągając butelkę drogiego szampana z lodówki. Czas, żebyś to zostawiła. Potrzebujemy więcej kasy. Wybrałem już nowy dworek pod Krakowem. A twoje hobby wpędza nas w długi.
Mówił my, ale ona słyszała ja. Zawsze tak było. Jego zwycięstwa były jego własne, a ciężary finansowe dzielone.
Czy wiesz, na jakim jesteśmy poziomie? podszedł, trzaskając korkiem. Pianka rozprysła się po parapecie. Ja jestem człowiekiem, który coś załatwia. A ty kim jesteś?
Nalał sobie pełny kieliszek, nie zwracając uwagi na Jadwigę.
Patrzyła w swoje odbicie w ciemnym szkle złośliwy uśmiech, drogi garnitur, który według niego czynił go nietykalnym.
W środku nie było gniewu ani goryczy. Tylko dziwne, dzwoniące spokój, jakby oglądała kiepski film.
Jesteś spłukany, a ja mam sukces! wyśmiał, jakby to była niepodważalna prawda wszechświata. Pamiętaj, kto dźwiga ciężar tej rodziny.
Wypił, czekając na reakcję. Łzy? Załamanie? Cichą poddanie?
Jadwiga powoli obróciła się w jego stronę. Spojrzała mu prosto w oczy nie z buntowniczą iskrą, ale z lekka ciekawym zainteresowaniem, jak przy starej, wyblakłej książce.
Telefon w kieszeni wibnął.
Wiadomość od nabywcy. Międzynarodowa sieć medialna kupiła jej bezużyteczny blog, by zamienić go w globalny projekt. Napisali, iż są pod ogromnym wrażeniem jej pracy.
Wiesz co, Wojciechu zaczęła cicho, głos stabilny masz rację. Naprawdę czas coś zmienić.
Podniosła laptop z stołu.
Myślę, iż jadę. Zarezerwuję sobie pokój w hotelu. Ty świętuj. Zasłużyłeś.
Wojciech zamarł, kieliszek w dłoni, twarz wykrzywiona szokiem. Nie liczył się na to. Myślał, iż trzyma stery.
Jadwiga już stała w korytarzu, zakładając płaszcz.
Dokąd zmierzasz? krzyknął, zdezorientowany. Co, złości się? Jadwigo!
Otworzyła drzwi wejściowe. Na progu odwróciła się z tym samym spokojnym uśmiechem.
Nie martw się. Zapłacę za hotel sama.
Drzwi suiteny prezydenckiej zamknęły się cicho za portierem. Jadwiga stała sama w ogromnym salonie z oknami od podłogi do sufitu.
Na dole nocny Kraków migotał ten sam, który godzinę temu wydawał się zimny i odległy.
Zsunęła buty i poszła boso po miękkim dywanie. To uczucie było niebywałe. To nie tylko wolność. To powrót do siebie.
Telefon znów wibrował. Dziesięć nieodebranych połączeń od Wojciecha, potem SMSy. Najpierw gniewne, potem zaniepokojone, w końcu prawie żałosne: Jadwigo, martwię się. Proszę, odbierz.
Zamilkła. Nie teraz.
Rankiem wpadło do pokoju słońce. Po raz pierwszy od lat spała spokojnie, bez koszmarów, bez ciężaru na sercu.
Zamówiła śniadanie to co Wojciech nazywał marnowaniem pieniędzy i w jedwabnym szlafroku przy oknie otworzyła laptop.
Czekał na nią email od Elżbiety Zielińskiej, szefowej europejskiego działu grupy medialnej. Zapraszała ją do Warszawy. Jutro.
Jadwiga uśmiechnęła się. Wszystko działo się zbyt szybko, ale nie bała się. Czuła tylko podniecenie.
Tymczasem Wojciech rozpadł się.
Dzwonił do wspólnych znajomych, kilku przyjaciółek Jadwigi, choćby do jej mamy, malując obraz, jakby jej kryzys był wynikiem jego przytłaczającego sukcesu.
Zawsze była krucha z tym blogiem wzdychał przez telefon. Tak delikatna. Obawiam się, iż może zrobić coś głupiego.
Po południu zdał sobie sprawę, iż jego historia nie działa. Nikt nie uwierzył, iż Jadwiga zwariowała. Wszyscy wyczuwali w jego głosie cienką panikę.
Ostatnia kropla to telefon od partnera biznesowego.
Wojciechu, widziałeś wiadomość? Jakiś blog o rękodziele sprzedany za osiem milionów euro! Nazywa się Szlakiem Czasu. Czy to nie hobby twojej żony?
Wojciech zamarł. Przypomniał sobie nazwę, którą usłyszał, gdy Jadwiga prosiła o pieniądze na wyjazd do haftowni w odległej wiosce. Śmiał się wtedy.
Z przerażeniem przeszukał internet. Artykuł w Forbes. Fotografia Jadwigi. Uśmiechnięta, pewna siebie. Kwota transakcji nie tylko duża, ale gigantyczna, większa niż wszystko, co kiedykolwiek zarobił.
Świat Wojciecha króla i boga rozpadł się w jednej chwili. Jego twarz skurczyła się w gniew i pierwotny strach. Teraz rozumiał jej spokój, jej odejście, jej ostatnie słowa.
W ciągu godziny dowiedział się, w jakim hotelu jest. Jadwiga właśnie kończyła wideokonferencję z Elżbietą, omawiając szczegóły kontraktu i strategię na przyszłość.
Czuła się lekka. Nie była już tylko twórczynią treści miała prowadzić cały dział, nadzorować projekty na całym świecie.
Głośny pukanie rozległo się w drzwiach. Jadwiga zmarszczyła brwi. Nie spodziewała się nikogo.
Spojrzała przez wizjer i co zobaczyła, wywołało dreszcz. Wojciech stał w progu, twarz blada, oczy płonące okrutnym ogniem. Wyglądał jak człowiek pozbawiony wszystkiego.
Otworzyła drzwi.
Musimy porozmawiać syknął, wpychając się do suity. Jego usta zakrzywiły się w gorzkim uśmiechu, patrząc na przepych. Ładny zestaw. Na mój koszt?
Jadwiga zamknęła drzwi za nim, opierając się o nie. Spodziewała się tej linii. Była gotowa.
Twój? zapytała spokojnie. Wojciechu, wszystkie pieniądze, które kiedykolwiek mi dałeś na igły i szpilki, nie pokryją jednej nocy tutaj. Więc nie, nie są twoje.
On odwrócił się, zaskoczony. Jego plan zaskoczyć, przestraszyć, zdominować rozpadał się.
To nasze pieniądze, Jadwigo! zmienił ton, przybierając błagalny. Jesteśmy rodziną. Co moje, to twoje. Wspierałem cię. Inspirowałem! Bez mnie przez cały czas byłabyś nigdzie!
Inspirowałeś mnie? zezwoliła sobie na słaby uśmiech. Mówiąc, iż moja praca to bzdura? Kazałeś mi złapać prawdziwą pracę? Czy może wczoraj, kiedy nazwałeś mnie bankrutem? Które z tego było inspiracją?
Każde słowo uderzało go jak cios. On drżał.
Nie rozumiesz wielkich pieniędzy! krzyczał, wracając do agresji. Zdradzą cię! Korporacyjne rekiny pożrą cię! Potrzebujesz mnie. Znam się na aktywach. Pomnożymy to wszystko. Zbudujemy imperium!
Zmierzał w jej stronę, rękę wyciągając, jakby zapraszał ją do swego wielkiego planu.
Twoje imperium runęło wczoraj, Wojciechu przerwała go Jadwiga. Właśnie wtedy, kiedy otwierałeś szampana. A wiesz co? Nie chcę imperium. Chcę życia, które zbuduję sama.
Sięgnęła po telefon i gwałtownie napisała.
Co robisz? zapytał, w głosie pojawił się prawdziwy strach strach przed utratą nie żony, ale zasobu.
Dzwonię po ochronę. Nasza rozmowa dobiegła końca.
Nie! rzucił się w jej stronę. Jadwigo, poczekaj! Proszę! Teraz rozumiem! Myliłem się!
To było żałosne widowisko. Potężny Wojciech, szanowany i budzący respekt, błagał kobietę, którą jeszcze wczoraj traktował jak własność.
Nie, Wojciechu, nie widzisz nic oprócz liczb na koncie innych odpowiedziała, nienagannie spokojna. Mój prawnik skontaktuje się z tobą w sprawie rozwodu. A ten dworek, który wybrałeś zapomnij. Ostatni Twój interes nie pokryje choćby zaliczki.
Nacisnęła przycisk połączenia.
W ciągu kilku minut przybyli dwaj masywni ochroniarze, szybcy i profesjonalni.
Proszę, odprowadźcie tego pana powiedziała, wskazując na zdezorientowanego Wojciecha. Pomylił numer pokoju.
Wojciech nie stawiał oporu. Patrzył na nią pustymi oczami, gdy odprowadzono go w stronę wyjścia. Głód nienawiści wymarł, zostawił jedynie pustkę.
Gdy drzwi za nim się zamknęły, Jadwiga wzięła głęboki oddech. Podeszła do wielkiego okna.
Miasto poniżej pulsowało życiem, a po raz pierwszy poczuła, iż jest jego częścią.
Wolna. Silna. Niezwykle szczęśliwa.
Jutro czeka lot do Warszawy. Jutro zaczyna się jej prawdziwe życie.











