

Mojej uczelnianej paczce jeszcze w trakcie sesji chodził po głowie wieczór w jakimś lokalu z taką muzyką, tylko nie wiedzieli gdzie. Wiedziałem, iż mój chłopak jako znawca posłuży nam radą dokąd moglibyśmy się wybrać i poczuć jak w Nowym Orleanie sprzed ponad wieku. I tak padło na dziś. Późnym popołudniem umówiliśmy się pod wieżą ratuszową, a następnie zniknęliśmy w sieni pobliskiej kamienicy. Zejścia do piwnicy pilnowała rzeźba czarnoskórej pani, w upiętej, czerwonej sukni i złotych rękawicach operowych, trzymająca stary mikrofon radiowy. Wypiliśmy po drinku, potem wyszliśmy i łaziliśmy po mieście. Zaszliśmy do McDonalda i kupiłem sobie Happy Meala i jarałem się jak dziecko bo dostałem aż dwie zabawki w zestawie! Mundialowe pluszaki - małpkę i nietoperza. Teraz znowu siedzimy w jazzowej piwnicy i słuchamy koncertu. Noc jeszcze młoda. Muszę przyznać, iż całkiem ciekawie się słucha jazzu jako tła do żywych dyskusji i przyjemnie spędzanego czasu. Faktycznie czuję się jak w Nowym Orleanie.





![Sofi Tukker: "Przez 10 lat byliśmy niezależni" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/-/000N0A1AB9CXPSUW-C461.jpg)


![Powrót mistrzów na Open’er Festival [GALERIA]](https://www.terazmuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/07/thecure-front.jpg)





