Jakub Żulczyk dosadnie komentuje aferę wokół piosenki Taco Hemingwaya. "Groźny precedens"

gazeta.pl 1 godzina temu
Piosenka "Zakochałem się pod apteką" Taco Hemingwaya wywołała niemałą burzę w sieci. Do stanowiska Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego odniósł się Jakub Żulczyk. Padły mocne słowa.
W ostatnim czasie w mediach jest bardzo głośno o piosence Taco Hemingwaya o nazwie "Zakochałem się pod apteką". Raper kilkukrotnie wymienił w utworze nazwę popularnego leku zawierającego substancję psychoaktywną. Kontrowersje wzbudził fakt, iż nazwa leku została użyta w utworze bez wiedzy i zgody jego producenta. Sytuacją zajął się GIF. "Jeżeli artysta nie miał takiego zlecenia ani upoważnienia, to prowadzi niedozwoloną reklamę" - komentował dla PAP Łukasz Pietrzak, szef Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Do dyskusji włączył się Jakub Żulczyk.

REKLAMA







Zobacz wideo Piaseczny o festiwalach. To sądzi o śpiewaniu z playbacku



Jakub Żulczyk stanął w obronie Taco Hemingwaya. Ma jasne zdanie
Jakub Żulczyk opublikował na profilu na Facebooku długi wpis, w którym odniósł się do afery związanej z piosenką Taco Hemingwaya. Przyznał, iż nie zgadza się ze stanowiskiem Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. "Może czegoś tu nie łapię, ale kompletnie nie rozumiem stawianego przez GIF zarzutu o rzekomej ukrytej reklamie. Moim zdaniem ta miałaby miejsce, jeżeli raper podpisałby jakąś niejawną umowę z producentem leku i za wynagrodzenie zobowiązałby się go reklamować w piosence. Nic takiego, jak rozumiem, nie miało miejsca" - czytamy na profilu pisarza.
Żulczyk napisał wprost o ingerowaniu w twórczość rapera. "Wikłając artystę w tego typu awanturę i niejako zmuszając go do zmiany tekstu utworu, powstaje pewien kolejny groźny precedens dotyczący twórczości (poprzednim było używanie tekstów raperów jako dowodów w sprawach sądowych)" - dodał. Więcej na temat tej sprawy oraz możliwych konsekwencji dla rapera przeczytacie w tym artykule.


Jakub Żulczyk o "próbie artystycznej cenzury". Mocne słowa
W dalszej części wpisu Żulczyk odniósł się do swojego doświadczenia zawodowego. "Jako autor powieści uważam, iż jest w pełni dozwolone używanie nazw własnych, w tym produktów handlowych w poezji, prozie, tekstach utworów etc., zakładając, iż nie stanowią one pewnego rodzaju kryptoreklamy (ta jest czymś krindżowym, nieetycznym, a w pewnych przypadkach nielegalnym)" - czytamy. Pisarz nie gryzł się w język. "Zabranianie artystom używania nazw własnych różnych produktów czy marek to wytrącanie im z ręki narzędzia do opisywania rzeczywistości i jednocześnie próba artystycznej cenzury" - podsumował.
Idź do oryginalnego materiału