Fragment książki Ewy Woydyłło, „Cztery pory roku z Ewą Woydyłło”. Książka ukaże się 25 lutego nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Ludzi naprawdę szczęśliwych więcej jest wśród długoletnich par niż wśród młodych małżeństw. Stają mi przed oczami znajome małżeństwa, emanujące przyjaźnią, życzliwością, poczuciem humoru. A także czymś nieuchwytnym, co sprawia, iż się czuje, iż najpierw ludzie ci są ze sobą, a dopiero potem z resztą świata. Może nazywa się to lojalnością? Więzią duchową? Przywiązaniem? Jakkolwiek nazwiemy nić łączącą dwie najbliższe sobie osoby, musi ona zaistnieć.
Zostawmy na boku radosne okazje, gdy wszyscy świetnie się czują i mają dobry nastrój. Prawdziwszą miarą jakości związku są sytuacje konfliktowe, wynikające z pretensji lub niezadowolenia. Podkreślmy, iż takie sytuacje zdarzają się w każdym związku. Kiepskie i niedojrzałe małżeństwo pod wpływem stresu zaczyna skakać sobie do oczu, wzajemnie się atakować, często boleśnie krzywdzić. Tacy małżonkowie odnoszą się do siebie jak wrogowie. Jakby jeden drugiego chciał pokonać, wręcz unicestwić. Zupełnie jak dwie nieprzyjacielskie armie podczas starcia.
W dobrym małżeństwie natomiast, w chwilach niezgody, partnerzy potrafią odnosić się do siebie nie jak wrogowie, ale jak sojusznicy. Obydwie strony kierują się jednym celem: pragną rozwiązać konflikt, nie tracąc przy tym partnera. Spierają się, kłócą, robią sobie wymówki, domagają się zmiany postępowania, używając takich słów i gestów, które świadczą o tym, iż najbardziej zależy im, by pozostać razem. Krótko mówiąc, poróżnieni małżonkowie nie toczą sporu o osobiste zwycięstwo, ale o zwycięstwo ich związku. Nie chodzi im o to, żeby jednemu było lepiej, a drugiemu gorzej, tylko o to, żeby związek trwał i nikt nikomu nie wyrządzał krzywdy.
Ja uważam, iż jeżeli ktoś wierzy, iż kocha, to kocha. Pytanie tylko — j a k kocha. Istnieją różne rodzaje miłości. Za miłość uznajemy często burzę zmysłów. Miłością nazywamy potrzebę wyłączności i nieograniczonej władzy nad drugim człowiekiem. Niektórzy za miłość uznają chwilowe zauroczenie, które najpierw przyprawia o zawrót głowy, a potem, gdy minie, czują zdziwienie i niedowierzanie — była to rzeczywiście miłość czy nie? Bywa też miłość służalcza, składająca się z samych poświęceń, rezygnacji z siebie i podnóżkowej uległości. Może też być miłość ponura i zaborcza, przesiąknięta zazdrością i nieustanną kontrolą.
Czy te rozmaite odmiany są rzeczywiście miłością? Może i tak, ale w gąszczu tych niepodobnych emocji nie doszlibyśmy do żadnego ładu. Proponuję zastanowić się tylko nad dwoma rodzajami miłości: dojrzałą i niedojrzałą. Nie mają one wiele wspólnego z wiekiem metrykalnym ani przeżytymi doznaniami. Dadzą się natomiast opisać dzięki pewnych kategorii, które pozwolą miłość kształtować i budować tak, by stała się dojrzała i aby mogła spełniać potrzeby własne oraz najbliższych.
Oto kilka kryteriów pozwalających ocenić miłość:
• z miłości dojrzałej czerpiemy energię, z niedojrzałej znużenie,
• kochając dojrzale, rozwijamy się; kochając niedojrzale — trwonimy swój potencjał i możliwości,
• w miłości niedojrzałej wiele jest złości, walki, rywalizacji; partnerzy starają się drugą osobę zmieniać i poprawiać,
• w miłości niedojrzałej stosujemy podstępy, obwinianie, manipulacje, kłamstwa, niedomówienia, uniki i nieszczerość,
• w miłości dojrzałej panuje otwartość i mówi się wprost o rzeczach, które partnerzy przeżywają i o których myślą,
• w miłości dojrzałej jesteśmy odpowiedzialni każdy za siebie, ale zależy nam na tym, aby sprawiać sobie wzajemnie przyjemności i okazywać pomoc. Więc na przykład, kiedy się pokłócimy, to umiemy wyciągnąć potem rękę i pójść razem na lody.
A miłość, zwłaszcza dojrzała, to naprawdę wielkie szczęście i dar, który wcale nie każdy posiada. Wydaje się nawet, iż należy ona do rzadkości.
• W dojrzałej miłości sukcesy i osiągnięcia partnera witamy z radością. Nie zagrażają nam one. Co więcej, w dojrzałej miłości jedno drugiemu dodaje otuchy w chwilach wahania lub trudności. Podkreślamy wzajemnie swoje zalety, a więc to, co nam się w partnerze podoba, a nie odwrotnie. W trudnych momentach, gdy stoimy przed jakąś próbą, chcielibyśmy od ukochanej osoby usłyszeć: „Poradzisz sobie na pewno”, „Nie bój się, w razie czego pomogę ci”.
• Niedojrzałą miłość można poznać po huśtawce nastrojów, pełnej napięć, obrażania się, cichych dni, wybuchów gniewu, częstych kłótni, przemocy, napadów nagłych żądz albo lodowatego chłodu. Występuje też często osobliwy paradoks: niedojrzali ludzie, choć niby kochają do utraty tchu, jednak w głębi duszy nie dowierzają miłości. Lubią obsesyjnie dociekać i wątpić, upewniać się i sprawdzać. Dodajmy przy tym, iż dojrzale lub niedojrzale można kochać nie tylko kochanka, ale każdego: matkę, dziecko, brata, przyjaciela, męża, żonę. Wiedząc już, czym charakteryzuje się dobra i niedobra miłość, można sprawić, by z niedojrzałej nasza miłość stawała się coraz bardziej dojrzała. Słowem, miłości trzeba i można się uczyć.
Po czym poznajemy, iż jacyś ludzie się kochają? Wyobraźmy sobie dwoje ludzi w przedziale pociągu, w którym się znajdujemy. Może to być mężczyzna i kobieta, kobieta i dziecko lub dwie jakiekolwiek osoby. Temperatury uczuć nie sposób odgadnąć na sto procent, ale wiele można wywnioskować na podstawie tego, jak osoby te do siebie się odnoszą. Uśmiech na twarzy, miłe słowa, życzliwe gesty — to podstawowe sygnały przyjaznych uczuć. o ile osoby toczą jakiś spór, to wysłuchują najpierw swoich racji, a następnie wysuwają kontrargumenty. W końcu mogą się ze sobą nie zgodzić, ale miejsca na świecie jest tak wiele, iż zmieszczą się obok siebie wszystkie opinie i poglądy, choćby zupełnie przeciwstawne, jak mówią mądrzy ludzie. Po czym poznamy, iż ktoś kocha osobę, o której nam opowiada? Chyba nie ma wątpliwości: po tym, iż mówi na jej temat jak najwięcej dobrych rzeczy. Po tym też, iż pamięta o potrzebach drugiej osoby, zwłaszcza takich, do których spełnienia może przyczynić się bliski człowiek.
Przepis na dobre małżeństwo
Wycięłam sobie kiedyś z artykułu Marie Borrel we francuskim miesięczniku „Psychologies” przepis na dobre małżeństwo. Oto składniki: odrobina tolerancji, kilka łutów serdeczności, wielka micha dobrej komunikacji, a wszystko to musi być obficie przyprawione pragnieniem, aby NAM się udało. Ważne są zwłaszcza ostatnie słowa: „żeby NAM się udało”. Na małżeństwo trzeba się umówić mniej więcej tak, jak umawiają się dwie osoby na wspólny rejs żaglówką. Trzeba się nauczyć reguł nawigacji, potem je umiejętnie stosować i przede wszystkim cały czas dbać o to, by nasza łódka nie zatonęła.
W małżeństwie niektóre reguły można wziąć z tradycji, podpatrzeć u innych, zmodyfikować, a niektóre wymyślić całkiem samodzielnie. Przewaga wypróbowanych reguł polega na tym, iż się już sprawdziły, i to przeważnie nieraz. Jest więc szansa, iż okażą się dobre i w naszym przypadku. Atrakcyjność wymyślonych przez siebie reguł polega zaś na tym, iż są zrobione „na miarę”. Problem tkwi jednak w tym, iż reguły przystosowane do doraźnej potrzeby mogą nie wytrzymać próby czasu. Tak jak zbytnio dopasowany rękaw, który wprawdzie wygląda na pierwszy rzut oka „jak ulał”, ale przy każdym ruchu naciąga się i pruje.
W dobrym małżeństwie:
1. Nigdy nie jesteśmy za starzy, aby trzymać się za ręce.
2. Pamiętamy, by powiedzieć „kocham cię” przynajmniej raz dziennie.
3. Nigdy nie idziemy spać w gniewie.
4. Mamy wspólne wartości i cele w życiu.
5. Razem stawiamy czoło przeciwnościom losu.
6. Wyrażamy uznanie, gdy druga osoba odniesie sukces.
7. Staramy się gwałtownie wybaczać i zapominać wzajemne urazy.
8. Pozwalamy drugiej osobie być sobą i rozwijać to, co jest dla niej ważne.
9. Zalety partnera powiększamy, a wady pomniejszamy.
10. Nie tylko wybieramy sobie za partnera odpowiednią osobę. Jesteśmy sami odpowiednią osobą dla swojego partnera.
Fragment książki Ewy Woydyłło, „Cztery pory roku z Ewą Woydyłło”. Książka ukaże się 25 lutego nakładem Wydawnictwa Literackiego.







