Nie czekałem szczególnie na tę produkcję i nie miałem wobec niej wygórowanych oczekiwań, choć science fiction od zawsze pozostaje moim ulubionym gatunkiem filmowym. Urodziłem się w 1988 roku i można powiedzieć, iż twórczość Stevena Spielberga odcisnęła ogromne piętno na mojej wyobraźni. Sam zwiastun nie zapowiadał niczego wyjątkowego, ale jako fan gatunku i z szacunku dla reżysera uznałem ten film za obowiązkową pozycję do obejrzenia w kinie.
To, co zobaczyłem na ekranie, zaskoczyło mnie jednak bardziej negatywnie, niż mógłbym przypuszczać. To po prostu zły film. Udaje poważną opowieść o kontakcie z obcą cywilizacją, ale robi to w sposób niezwykle kliszowy i nieudolny. Momentami wygląda wręcz tak, jakby nieświadomie parodiował własną tematykę.
„Dzień Objawienia” nie wygląda jak widowisko, którego budżet miał wynieść blisko 200 milionów dolarów (80 milionów marketing). Trudno dostrzec na ekranie, gdzie te pieniądze zostały wydane. Scenografie i lokacje są w większości mało interesujące, a często po prostu brzydkie. Ponura kolorystyka, która w „Wojnie światów” budowała realizm i niepokój, tutaj jedynie spłaszcza odbiór przedstawionego świata.
Równie słabo wypadają efekty specjalne. CGI momentami przypomina produkcje z początku XXI wieku. Kosmici i zwierzęta wyglądają nienaturalnie, a część scen akcji sprawia wrażenie wykonanych niemal w całości komputerowo. Dobrym przykładem jest sekwencja z samochodem i pociągiem, która zamiast budować napięcie wywołuje jedynie poczucie sztuczności.
Problemów z logiką zachowań bohaterów jest tak wiele, iż nie sposób wszystkich wymienić. I właśnie tutaj dochodzę do wniosku, który był dla mnie prawdziwym objawieniem. Nie wierzę, iż tak doświadczony twórca mógł całkowicie na serio stworzyć dzieło tak schematyczne, powierzchowne i niedopracowane.
Stąd moja być może daleko idąca teoria. Patrząc na film przez pryzmat rosnącego zainteresowania tematyką UAP, mam wrażenie, iż działa on wręcz odwrotnie niż dobre science fiction. Zamiast pobudzać wyobraźnię i zachęcać do zadawania pytań, sprowadza cały temat do poziomu najbardziej banalnych klisz gatunkowych. Oczywiście nie twierdzę, iż stoi za tym jakikolwiek rzeczywisty spisek. Mam jednak wrażenie, iż efekt końcowy jest taki, jakby produkcja została zaprojektowana po to, by odebrać tej tematyce powagę.
Paradoksalnie właśnie dlatego film tak mnie rozczarował. Nie dlatego, iż nie daje odpowiedzi, ale dlatego, iż choćby nie próbuje postawić interesujących pytań.
PS. Nowy He-Man przy tej produkcji wygląda wręcz jak dzieło wybitne.
To, co zobaczyłem na ekranie, zaskoczyło mnie jednak bardziej negatywnie, niż mógłbym przypuszczać. To po prostu zły film. Udaje poważną opowieść o kontakcie z obcą cywilizacją, ale robi to w sposób niezwykle kliszowy i nieudolny. Momentami wygląda wręcz tak, jakby nieświadomie parodiował własną tematykę.
„Dzień Objawienia” nie wygląda jak widowisko, którego budżet miał wynieść blisko 200 milionów dolarów (80 milionów marketing). Trudno dostrzec na ekranie, gdzie te pieniądze zostały wydane. Scenografie i lokacje są w większości mało interesujące, a często po prostu brzydkie. Ponura kolorystyka, która w „Wojnie światów” budowała realizm i niepokój, tutaj jedynie spłaszcza odbiór przedstawionego świata.
Równie słabo wypadają efekty specjalne. CGI momentami przypomina produkcje z początku XXI wieku. Kosmici i zwierzęta wyglądają nienaturalnie, a część scen akcji sprawia wrażenie wykonanych niemal w całości komputerowo. Dobrym przykładem jest sekwencja z samochodem i pociągiem, która zamiast budować napięcie wywołuje jedynie poczucie sztuczności.
Problemów z logiką zachowań bohaterów jest tak wiele, iż nie sposób wszystkich wymienić. I właśnie tutaj dochodzę do wniosku, który był dla mnie prawdziwym objawieniem. Nie wierzę, iż tak doświadczony twórca mógł całkowicie na serio stworzyć dzieło tak schematyczne, powierzchowne i niedopracowane.
Stąd moja być może daleko idąca teoria. Patrząc na film przez pryzmat rosnącego zainteresowania tematyką UAP, mam wrażenie, iż działa on wręcz odwrotnie niż dobre science fiction. Zamiast pobudzać wyobraźnię i zachęcać do zadawania pytań, sprowadza cały temat do poziomu najbardziej banalnych klisz gatunkowych. Oczywiście nie twierdzę, iż stoi za tym jakikolwiek rzeczywisty spisek. Mam jednak wrażenie, iż efekt końcowy jest taki, jakby produkcja została zaprojektowana po to, by odebrać tej tematyce powagę.
Paradoksalnie właśnie dlatego film tak mnie rozczarował. Nie dlatego, iż nie daje odpowiedzi, ale dlatego, iż choćby nie próbuje postawić interesujących pytań.
PS. Nowy He-Man przy tej produkcji wygląda wręcz jak dzieło wybitne.















