Stęskniliście się za Punisherem? jeżeli tak, to powinniście się cieszyć, bo przed kultowym antybohaterem rodem z komiksów właśnie otworzyły się nowe drzwi w MCU. Wyjaśniamy zakończenie speciala „Punisher: Ostatnie starcie”. Uwaga na spoilery.
Za nami premiera telewizyjnego speciala pt. „Punisher: Ostatnie starcie” od Marvela i Disney+, która funkcjonuje jako swego rodzaju pełnoprawne wprowadzenie Franka Castle’a (Jon Bernthal) do MCU. Jakie wnioski nasuwają się z seansu? I co mówi odtwórca tytułowej roli o przyszłości bohatera? Wyjaśniamy zakończenie „Ostatniego starcia”.
Punisher: Ostatnie starcie – wyjaśniamy zakończenie
„Punisher: Ostatnie starcie” funkcjonuje jako oficjalne wdrożenie Franka Castle’a do akcji jako aktywnego mściciela w MCU, co bezpośrednio przygotowuje grunt pod jego przyszłe występy w uniwersum. W fabule oglądamy bohatera na dnie psychicznym, znów trapionego duchami zmarłej rodziny i sojuszników. Szansa na wyrwanie się z letargu nadchodzi wraz z momentem, w którym Ma Gnucci (Judith Light) nasyła na niego armię zbirów, a walka uruchamia w nim uśpiony instynkt przetrwania.
Wydarzenia te stają się przyczynkiem do krwawej rzezi, z której Punisher wychodzi nie tyle żywy, ile wręcz ożywiony. Tytułowe „ostatnie starcie” stanowi zatem swego rodzaju przerwanie fatalistycznego cyklu Castle’a, który pozbywa się paraliżującego poczucia winy i strachu przed rozczarowaniem bliskich. Odtwórca tytułowej roli nie przyzna wprost, co czeka jego bohatera w kolejnych odsłonach MCU, niemniej poniższe słowa stanowią niezłą zapowiedź tego, co będzie dalej.
— Mam nadzieję, [że to dla niego nowa ścieżka]. To znaczy, taki był z pewnością zamysł. O to nam chodziło i mam nadzieję, iż uda nam się to zrealizować w sposób, który nie będzie sprawiał wrażenia, jakby wszystko podawano na tacy. (…) Powiem tylko tyle: moim zdaniem zobaczycie go w roli kogoś, kto ściga złoczyńców, kto zajmuje się ludźmi, którzy wyrządzają krzywdę i sieją spustoszenie wśród porządnych ludzi. Myślę, iż będzie w stanie nadać temu osobisty wymiar. A kiedy Frank nadaje czemuś osobisty wymiar, to znaczy, iż trzeba się z tym zmierzyć – mówił Bernthal w rozmowie ze Screen Rantem.
„Punisher: Ostatnie starcie” (Fot. Marvel/Disney+)Wszystko wskazuje na to, iż powyższe słowa znajdą swoje odbicie w nadchodzącej wielkimi krokami filmowej odsłonie MCU. Tę stanowi „Spider-Man: Całkiem nowy dzień”, w którym obok powracającego w tytułowej roli Toma Hollanda na drugim planie pojawi się nie kto inny, a właśnie Bernthal. Fabuła jest w znacznej mierze trzymana w tajemnicy, ale paradujący w pełnym kostiumie Punisher niewątpliwie oznacza, iż bohater lada chwila na dobre rozgości się w uniwersum.
Można bezpiecznie założyć, iż po „Ostatnim starciu” Punisher w pełni zaakceptuje miejsce, w którym znalazł się jako krwawy mściciel siejący spustoszenie na – jak określił to Bernthal – „ludziach, którzy wyrządzają krzywdę” innym. Na ten momemt nie znamy jeszcze innych tytułów MCU, w których pojawi się aktor, ale wydaje się, iż ogłoszenie kolejnych z nich stanowi jedynie kwestię czasu.
Jeśli chcecie dowiedzieć się co o nowym marvelowskim specialu sądzi Serialowa, koniecznie sprawdźcie naszą opinię. Znajdziecie ją tutaj: Punisher: Ostatnie starcie – recenzja. Oprócz Bernthala obsadę projektu tworzą m.in. Judith Light („Transparent”), Deborah Ann Woll jako Karen Page czy Jason R. Moore jako Curtis Hoyle. Scenariusz napisali Reinaldo Marcus Green i Bernthal.











