Jak przestraszyć influencera? Jeden z najbardziej brawurowych filmów ostatnich lat!

film.interia.pl 23 godzin temu
Zdjęcie: /Netflix /materiały prasowe


Tajwańskie "Stowarzyszenie umarłych gwiazdorów" to jeden z najbardziej oryginalnych i brawurowych filmów ostatnich lat. Ociekająca krwią i absurdalnym humorem czarna komedia to nie tylko popkulturowa gra doskonale znanymi motywami kina grozy, ale zarazem refleksyjne i mądre kino.


Czy istnieje sława po śmierci? Jak się okazuje, w zaświatach stanowi ona element niezbędny do dalszego... życia. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, świat duchów okazuje się rządzić prawem popularności. Ta zaś zależy od tego, na ile skutecznie jesteś w stanie nawiedzać i straszyć żywych. Problem w tym, iż tragicznie zmarła młoda bohaterka "Stowarzyszenia umarłych gwiazdorów" (Gingle Wang) za życia była nieśmiała i wycofana. Teraz zaś musi przezwyciężyć swoje kompleksy, bo inaczej grozi jej całkowite unicestwienie.
Gwiazdami świata duchów są rywalizujące ze sobą: Jessica (Eleven Yao), która do perfekcji opanowała straszenie internautów dzięki viralowego wideo oraz jej była mentorka Catherine (Sandrine Pinna) - budząca przerażenie legenda nawiedzonego hotelu. Za sprawą obrotnego menadżera Makoto (Chen Bolin) nastolatka trafia pod jej skrzydła, a nauka okazuje się wyzwaniem na miarę przysłowiowego skoku z dwunastego piętra. Reklama


Pełna absurdów, niezwykle zabawna czarna komedia


"Stowarzyszenie umarłych gwiazdorów" to pełna absurdów, niezwykle zabawna, ale i krwawa, czarna komedia. Tajwański reżyser John Hsu i będący wraz z nim autorem scenariusza filmu Tsai Kun-Lin zręcznie żonglują na ekranie motywami z azjatyckich horrorów, na czele z kultowymi "The Ring" i "Klątwą Ju-On", dopełniając je parodią popularnych programów z gatunku reality, teleturniejów, programów informacyjnych i tworzonych przez internetowych influencerów opowieści o polowaniach na duchy.
Śledząc perypetie głównych bohaterów można wręcz mieć wrażenie skakania po kanałach telewizora, na których, niczym w sennym koszmarze, wciąż spotykamy te same postaci. W tych urządzonych na modłę telewizyjnego show zaświatach najważniejszym momentem roku jest wręczenie Golden Ghost Awards - upiornego odpowiednika Oscarów, a w rywalizacji po statuetki zjawy nie wahają się skręcić sobie karku stąpając po krwistoczerwonych dywanach.


"Stowarzyszenie umarłych gwiazdorów" zaskakuje świeżością


Efekt tej, momentami brawurowej realizacji, ogląda się niczym połączenie "Co robimy w ukryciu?" Taiki Waititi'ego i Jemaine'a Clementa z kultowym "Sokiem z żuka" Tima Burtona, które wkręca w fotel równie mocno co "Wszystko wszędzie naraz" Daniela Kwana i Daniela Scheinerta. Przy czym to wyłącznie porównania pozwalające osadzić "Stowarzyszenie umarłych gwiazdorów" w jakimś punkcie filmowego uniwersum i będące wyrazem uznania dla oryginalności dzieła tajwańskich twórców.


Obraz Johna Hsu zaskakuje świeżością, a pod płaszczykiem zabawy popkulturowymi kliszami skrywa także kilka cennych refleksji na temat współczesności, w której sukces mierzy się dzięki internetowych odsłon i lajków. Zaś między salwami śmiechu przemyca opowieść o społecznej presji, potrzebie akceptacji i bliskości.
Kino azjatyckie to wciąż w Polsce nisza, której nie zmienił tego choćby oscarowy sukces koreańskiego "Parasite" Joon Ho Bonga. I choć "Stowarzyszenie umarłych gwiazdorów" w Azji było absolutnym hitem, to nie trafiło w Polsce do kinowej dystrybucji. W ubiegłym roku mogli zobaczyć je widzowie Warszawskiego Festiwalu Filmowego oraz Splat!FilmFest. Ci drudzy uhonorowali film Hsu Nagrodą Publiczności oraz laurami za scenariusz i reżyserię. Teraz w końcu, sięgając po film w streamingu, można przekonać się o słuszności tych wyróżnień. Nie zdziwcie się również, jeżeli wpadnie Wam w ucho tytułowa piosenka "Dead Talents Society" w wykonaniu Joanny Wang. Ten film to konglomerat talentów - absolutnie żywych.
8/10
"Stowarzyszenie umarłych gwiazdorów" (Gui cai zhi dao), reż. John Hsu, Tajwan 2024, premiera na platformie Netflix 27 marca 2025 roku.
Idź do oryginalnego materiału