Poznałem moją „przyjaciółkę” podczas kursu, na który chodziłem, aby przygotować się do rekrutacji do bardzo prestiżowej pracy w Warszawie. Szczerze mówiąc, trochę mi to nie szło i ona bardzo mi wtedy pomagała. Czas mijał, skończyliśmy kurs, ale dalej utrzymywaliśmy kontakt. Ona przez cały czas była na utrzymaniu rodziców, a ja byłem już żonaty i nie mogłem liczyć na pomoc z domu.
Szukając pracy, miałem szczęście, bo kolega mnie polecił i dzięki temu otworzyła się przede mną szansa. Proces rekrutacji jednak trwał bardzo długo. Widzieliśmy się czasami na kawie w centrum miasta, ale ona często odwoływała spotkania, tłumacząc się, iż zrobiło się późno. Ja też miałem dużo na głowie, ale cały czas rozmawialiśmy, aż w końcu przyszło nam złożyć dokumenty i zdać egzaminy. W tamtym okresie już nigdzie nie pracowałem, a wszystkie oszczędności (w złotówkach) zbierałem na potrzebne mi leczenie. Ona tymczasem dostawała pieniądze od rodziców i nie musiała się niczym martwić.
Na egzaminach ona od razu przeszła dalej, ja niestety nie. Próbowałem jeszcze dwa razy i przez cały czas mi się nie udało. Poprosiłem ją, żeby mi pomogła w nauce, ale była wiecznie zajęta. W grudniu i styczniu zupełnie zniknęła. Ja dalej bez skutku szukałem pracy, aż wreszcie dopiero w połowie lutego coś się ruszyło to był naprawdę trudny czas w moim życiu. Kiedy w końcu znalazłem zatrudnienie, pracowałem i w tygodniu, i w weekendy.
Pod koniec lutego ona napisała, iż chce się spotkać w marcu i ustalić termin. Szczerze powiedziawszy, nie bardzo miałem ochotę wracać do ludzi z tamtego otoczenia bolało mnie to, iż nie dostałem tej pracy ale zgodziłem się, bo była mi bliska. Mieliśmy się zobaczyć w sobotę, więc musiałem poprosić przełożonego o wolne. W piątek wieczorem dałem jej znać, ale nie odpowiedziała. W sobotę też milczała. Spotkanie się nie odbyło. Przez nią miałem potem nieprzyjemności w pracy za nieobecną zmianę, a przyjaciółka przypomniała sobie o mnie dopiero w poniedziałek, pisząc na WhatsAppie, iż miała rodzinny problem.
Wkurzyłem się i nie odzywałem się do niej przez trzy miesiące. Potem przeszedłem operację i przypadkiem zadzwoniła. Powiedziałem jej, iż jestem po zabiegu i źle się czuję, ale mimo to z nią porozmawiałem. Usłyszałem tylko:
Jak chcesz, prześpij się, a potem zadzwonię, żeby zapytać, jak się czujesz.
Oczywiście, nigdy nie zadzwoniła.
Minęły kolejne dwa miesiące i sama napisała, iż chciałaby się spotkać, ale może tylko w tygodniu. Wtedy już chodziłem na popołudniowe zajęcia, które kosztowały mnie sporo pieniędzy nie mogłem sobie pozwolić na opuszczanie lekcji dla kogoś takiego. Początkowo się zgodziłem, ale ostatecznie z wyprzedzeniem odmówiłem.
Później zaczęła do mnie wydzwaniać, pytać co u mnie, ale miałem wrażenie, iż drwi ze mnie. Wypytywała o rodzinę, kompletnie nieprzyjemnie rzucając, czy moi rodzice już się rozwiedli. Prawda jest taka, iż to nie moja wina, iż jej rodzice się rozeszli. Coraz bardziej zwracałem uwagę na jej aluzje i zacząłem powoli zrywać kontakt odpowiadałem krótko albo choćby zmyślałem.
Stopniowo usuwałem ją z moich mediów społecznościowych, aż w marcu następnego roku usunąłem ją już kompletnie. Pisała do mnie, ale ją ignorowałem. Dzień po moich urodzinach zadzwoniła z pretensjami i usłyszałem, iż zawsze chciała mi pomagać i nie rozumie, czemu tak się zachowałem. Odpowiedziałem jej, iż nie mam choćby czasu dla siebie, ale najwyraźniej mam czas wrzucać zdjęcia z innymi. Powiedziałem jej:
Spędzaj czas z innymi.
Na koniec powiedziała, iż tylko chciała dobrze i już mnie więcej nie będzie szukała. Szczerze? To bardzo mnie zabolało. Czuję teraz, iż coraz trudniej mi zaufać ludziom. Ona chciała, żebym był szczęśliwy, ale nie bardziej od niej. Nigdy naprawdę się o mnie nie troszczyła, mimo iż ja zawsze się starałem z gestem i uwagą.
Czasem mam wrażenie, iż byłem dla niej kimś więcej, bo lubiła żartować na temat mojego partnera, zachęcała, żebym go zapraszał na spotkania, komentowała zdjęcia innych dziewczyn. Byłem wobec niej szczery i otwarty może w tym był mój błąd. Bolało, bo jej tak naprawdę wcale nie zależało: po prostu chciała mieć kogoś w zanadrzu. Naprawdę wierzyłem, iż to prawdziwa przyjaźń i wiele nas łączy, ale bardzo się pomyliłem. Teraz trudno mi znowu zaufać. Chciałbym mieć więcej bliskich znajomych, ale jest ciężko.










