Jak podgrzewaliśmy nasze małżeństwo: kiedy mąż zaproponował „wolny związek”, a ja zamiast sceny… poszłam na randkę z kolegą z pracy – historia Ewy, dwadzieścia pięć lat po ślubie

twojacena.pl 10 godzin temu

Podgrzany związek

Słuchaj, Kasia Może spróbujemy otwartego związku? zaczął ostrożnie Piotr.
Co? Kasia nie od razu zrozumiała. Żartujesz?
A co w tym dziwnego? To normalne wzruszył ramionami, udając obojętność. Podobno na Zachodzie to bardzo popularne. Mówią, iż dodaje związkowi pikanterii. Sama nieraz powtarzałaś, iż kawałek sernika na diecie nie zaszkodzi, wręcz pomaga się nie załamać. Ze wszystkim trzeba znać umiar i mieć odrobinę różnorodności.

Kasia powoli zamrugała, próbując ogarnąć sens jego słów. Porównanie kochanki do ciastka brzmiało komicznie i obrzydliwie jednocześnie.

Piotrek zaczęła cicho. jeżeli chcesz odejść, odejdź normalnie. Dostaniesz wolność, nie będę cię wiązać, ale mnie w tę farsę nie mieszaj.
No przestań, nie unoś się tak zaraz! Przecież cię kocham! Tylko nie iskrzy już jak dawniej. Może by się przydało trochę ognia, bo śpimy tyłem do siebie, rozmawiamy tylko o zakupach i rachunkach. Monotonia. Nam obojgu by to dobrze zrobiło. Przecież nie bronię ci poznać kogoś, rozerwać się czasem… Źle ci od tego?

Kasia zmrużyła oczy. W tym momencie uświadomiła sobie, iż mąż ją oszukuje. Jego nerwowe spojrzenia, stukanie palcami o blat… Oczywiste, iż pragnie wolności, ale nie od jutra. W zasadzie, już wczoraj.

Mów prawdę, Piotr. Masz już kogoś, tak? A teraz proponujesz takie coś, żeby nie mieć wyrzutów sumienia?
O matko, i zaczyna się! rzucił Piotr z pretensją. Gdybym miał, to bym ci w ogóle nie zadawał takich pytań. Żałuję, iż poruszyłem temat. Ty zawsze musisz być dama z innej epoki… Dobra, zapomnij.

Po tych słowach Piotr wstał z miną męczennika i przeniósł się do drugiego pokoju. Kasia została sama ze swoimi myślami.

Dwadzieścia pięć lat. Oddała mu najlepsze lata życia, znosiła wzloty i upadki, biedę, wieczne nadgodziny, które dziś nagle nabrały innego znaczenia… A teraz, syty i zadowolony, proponuje jej wspólne zdrady, byle nie czuć się samotnym. Rozerwać się… Wygodna wymówka.

Tej nocy spali w osobnych pokojach. adekwatnie: tylko Piotr spał. Kasia przewracała się z boku na bok, patrząc to w sufit, to za okno. Gdzie się podziała ich miłość? Przecież kiedyś Piotr przynosił jej naręcza bzów, harował po nocach, by zorganizować wesele, szalał ze szczęścia przy narodzinach córki. A teraz Lepiej, gdyby po prostu odszedł.

Kiedy stracili to coś? Może, gdy przestała malować się na co dzień, chcąc mu zaimponować? A może wtedy, gdy pierwszy raz zapomniał o rocznicy, tłumacząc się pracą? A może to bez znaczenia?

Z jednej strony chciała złożyć pozew o rozwód i wymazać wszystko z pamięci. Z drugiej czy da się tak wyrzucić z głowy pół życia?

Nie mieli już może wielkiej namiętności, ale była rutyna, wspólny dorobek i ułożone życie. Piotr wydawał się bezpieczną przystanią. Córka, Magda, już z domu wyfrunęła, a starość za pasem. Byli dla siebie nawzajem wsparciem w chorobie czy kłopotach. Kiedyś choćby Piotr zaciągnął kredyt, by pomóc jej matce. Nie każdy by się na to zdobył.

W Kasi kipiało: żal, lęk, złość. Może uważa, iż jestem nikomu niepotrzebna? pomyślała nagle. Że jestem starą babą, której zostało tylko gotować grochówki i dziergać skarpetki na drutach? Nie, dość tego.

Dobrze oświadczyła Piotrowi rano. Zgadzam się.

Słucham?
Mówię, iż zgadzam się na twoje otwarte związki.

Piotr mało się nie zakrztusił herbatą. Oczekiwał kłótni, a ona tak po prostu się zgodziła.

No Świetnie. Może ci się spodoba mruknął i dodał: Dziś wrócę późno.

Serce Kasi ścisnęło się boleśnie. Tak szybko?…

Wieczorem w mieszkaniu panowała grobowa cisza. Kasia czuła się jak porzucona rzecz, którą ktoś oddał za darmo, bo przestała być modna.

Podeszła do lustra. Oczy zmęczone, zmarszczki w kącikach, już nie ta gładkość cery, co dawniej. Ale sylwetka ciągle była zadbana. Gęste włosy. Może wcale nie jest już taka nieatrakcyjna? Może problem leży w Piotrze?

Inni mężczyźni przecież ją doceniali. Choćby Łukasz, kierownik sąsiedniego działu, który miesiąc temu przyszedł do ich firmy z innego oddziału.

Elegancki facet, szpakowate włosy przy skroniach, ciepły lekko zachrypnięty głos i łobuzerski uśmieszek. Od razu zwrócił na nią uwagę: komplementował, przepuszczał przez drzwi, przynosił kawę, kilka razy zaprosił na obiad, tydzień temu na kolację w restauracji.

Panie Łukaszu, jestem na specjalnej diecie. Nazywa się mężatka żartowała wtedy Kasia.
Kasiu, ślub to pieczątka w dowodzie, nie wyrok odparł z uśmiechem. Ale nie naciskam.

Piotr chciał wolności? Proszę bardzo.

Dzień dobry, panie Łukaszu. Czy propozycja kolacji jest wciąż aktualna? Wygląda na to, iż mam wolny wieczór… i ochotę złamać dietę napisała w komunikatorze.

Nie była to choćby zemsta. Chciała znów poczuć się kobietą. Przypomnieć sobie, iż żyje.

Reszta wieczoru minęła w dziwnym nastroju. Łukasz był wzorem dżentelmena: odsuwał krzesło, nalewał wino, patrzył tak, iż czuła się najważniejszą osobą w restauracji.

Czuła też lekkie zawstydzenie, ale i ekscytację, której nie doświadczyła od lat. Wreszcie przeżyła coś poza gotowaniem i sprzątaniem.

Może pojedziemy do mnie? zaproponował Łukasz, gdy ona kończyła deser. Po drodze kupimy dobre wino, obejrzymy jakiś film, przedłużymy przyjemny wieczór…

Kasia pokiwała głową. Coś w niej jednak krzyczało zastanów się!, ale wystarczyło zobaczyć minę Piotra z rana i natychmiast to ucichło.

Ledwo zdążyli wejść do mieszkania Łukasza, jej telefon zaczął wyć. Piotr. Odrzuciła raz, drugi… Nic.

Słucham? odebrała w końcu spokojnym tonem.
Gdzie się pałętasz?! Piotr z miejsca podniósł głos. Jest dziesiąta, w lodówce pustki, ciebie nie ma! Kompletnie ci odbiło?

Kasia zaniemówiła. Łukasz, słysząc rozmowę, wycofał się z dyskrecją do innego pokoju. Nastrój prysł jak bańka mydlana.

adekwatnie… jestem na randce, Piotrze.
Słucham?! Na jakiej, do cholery, randce?!
A trzeba ci tłumaczyć? Przecież sam wczoraj proponowałeś coś takiego. Kazałeś się rozerwać, spotkać z kimś. To właśnie robię. Co, nie pasuje?

Zapanowała głucha cisza, przerywana tylko jego ciężkim oddechem.

Ty… naprawdę do kogoś poszłaś? To był żart! Chciałem cię sprawdzić! Z-rozum. Sprawdzić! A ty tylko czekałaś na okazję? Udałaś obrażoną i od razu z kimś poszłaś?

Kasia nie wiedziała, co odpowiedzieć.

A ty gdzie byłeś przez cały wieczór?
U nikogo! W pracy! odparł szorstko. Dobra, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Albo pakuj rzeczy, albo ja się wyprowadzam. Dochodzi do rozwodu!

Odłożył słuchawkę. Kasia siedziała bez ruchu, czując się zdeptaną.

Wszystko dobrze? zapytał Łukasz z troską.
Tak już po wszystkim… Kasia próbowała się uśmiechnąć, ale nie potrafiła.
Kasiu… Łukasz spojrzał na zegarek. Chyba lepiej będzie, jeżeli wrócisz dziś do siebie i wszystko przemyślisz.

Bajka się skończyła, karoca zamieniła się w dynię, a książę w zwykłego faceta, który nie chce się taplać w czyjeś rodzinne bagienka. Trudno mu się dziwić liczył na miły wieczór, a dostał cudzą tragedię.

Może lepiej było od razu złożyć pozew o rozwód, ale pomysł zawsze przychodzi za późno.

Tej nocy Kasia nie wróciła do mieszkania. Wynajęła pokój w hotelu. Nie czuła się gotowa stawić czoła Piotrowi i musiała wszystko przemyśleć.

Minęły trzy lata…
Czas powyjmował z jej życia to, co zbędne, choć nie obyło się bez bólu.

Piotr podejrzanie gwałtownie znalazł nową partnerkę. Jeszcze zanim oficjalnie się rozwiedli. Ale dziewczyna uciekła, gdy tylko sprzedali wspólne mieszkanie, przy okazji zabierając jego część oszczędności.

Z Łukaszem również nic nie wyszło. Spotykali się w biurze, ale byli już tylko kolegami z pracy. Wtedy Kasia pojęła: mężczyźni, którzy chętnie łapią się roli kochanka, przy pierwszej wzmiance o poważnym związku błyskawicznie znikają.

Ale Kasia już nikogo nie szukała. Gdy zaczęła być tylko dla siebie, odkryła masę wolnego czasu i energii, którą kiedyś pochłaniało życie u boku Piotra.

Poranki na basenie pomogły jej pozbyć się bólu pleców, a kurs angielskiego rozruszał umysł. Ścięła włosy na krótko, wymieniła garderobę.

Najważniejsze jednak została babcią.

Córka, Magda, urodziła pół roku temu. Kiedy podczas rozwodu piłował się konflikt, Magda początkowo stanęła po stronie ojca. Piotr umiał grać ofiarę przedstawił Kasię jako łamaczkię rodziny, która go zdradziła.

Ale czas wszystko zweryfikował. Magda przyjechała do matki porozmawiać, spojrzeć jej w oczy, wyrzucić żale. I zobaczyła zamiast rozwiązłej kobiety zmęczoną, ale uczciwą matkę.

Kasia opowiedziała jej całą prawdę. Że propozycję dał Piotr. Że od lat czuła się samotna przy nim. Magda, sama już żonata, umiała to zrozumieć. Szczególnie gdy Piotr błyskawicznie znalazł nową partnerkę, jeszcze bardziej utwierdziła się przy matce.

Teraz Kasia siedziała przy stole, trzymając na kolanach wnuczkę. Mała Sonia chwytała palec babci z zapałem.

Tata znowu dzwonił skrzywiła się Magda. Chciał przyjechać, zobaczyć Sonię.
I co mu powiedziałaś? spytała spokojnie Kasia.
Że nas nie ma w domu. Nie chcę go tu, mamo. Obraża cię, potem prosi mnie, żebym może spróbowała was pogodzić. Zawsze mam nerwy, jak się pojawia. No i nie chcę, żeby zaczął nastawiać Sonię przeciwko tobie. Niech żyje swoim wolnym życiem dalej…

Kasia milczała. Tylko mocniej przytuliła wnuczkę.

Piotr dostał swoją upragnioną wolność. Nikt nie zawracał mu głowy, mógł oglądać telewizję bez marudzenia, nie było pretensji ani codziennych problemów domowych. Ale w tej wolności jest smak samotności gorzki, jak zimna kawa. I gdy w końcu przyszło mu go posmakować, było już za późno.

Życie nie polega na bieganiu za nowościami czy ucieczce od codzienności. Prawdziwą wartość dostrzega się wtedy, gdy jest już za późno, by cofnąć czas. Liczy się szacunek, rozmowa i czułość w zwykłych, wspólnych chwilach bo codzienność, choć czasem szara, zbudowana jest z rzeczy najważniejszych.

Idź do oryginalnego materiału