Jestem przekonana, iż wcale nie spoczywa na nas obowiązek utrzymywania mojego szwagra i jego rodziny, ani tym bardziej wynajmowania im mieszkania. Chciałabym od razu zaznaczyć, iż jestem właścicielką trzypokojowego mieszkania na warszawskim Mokotowie, które kupiłam w opłakanym stanie, zanim jeszcze poznałam męża. Nietrudno sobie wyobrazić tamte warunki drzwi wejściowe były po prostu oparte o framugę. Najważniejsze było jednak, iż cena była przystępna, a resztę remontowałam stopniowo własnymi siłami. Ale nie to jest najistotniejsze w tej historii.
Gdy poznałam Michała, mojego obecnego męża, dwa pokoje były już odnowione, a w środku pojawiły się choćby nowe meble. Mieszkanie stało się całkiem przytulne i funkcjonalne.
Michał był wtedy przystojnym, wysokim facetem i wynajmował kawalerkę na Ursynowie. Po kilku miesiącach znajomości postanowił zamieszkać ze mną. Po ślubie przerobiliśmy jeden pokój na dziecięcy; najpierw urodził się syn, potem córka Jagoda.
Żyło nam się harmonijnie, dopóki pewnej chłodnej jesieni nie zakłóciła naszej codzienności moja teściowa, pani Halina. Nagle zjawiła się z walizkami, roztrzęsiona i zapłakana:
Mogę zostać u was przez jakiś czas? Mój młodszy syn przyprowadził do mojego mieszkania jakąś dziewczynę. Liczę, iż się dogadają, może wezmą ślub, może ułożą sobie życie Nie chcę być ciężarem, zostanę krótko, pomogę wam odbierać wnuki z przedszkola i szkoły, gotować obiady. Przecież nie mam nikogo poza wami!
Ujęta jej łzami, wpuściłam ją. Oddaliśmy jej największy pokój. Halina była już emerytką, wywiązywała się z obietnic opieki, natomiast u siebie bywała rzadko, bo jej młodszy syn, Wojciech, zamieszkał tam z nową żoną i dwójką dzieci jeden chłopiec był ich wspólny, a dziewczynka z pierwszego małżeństwa żony.
Dawno temu Wojciech zaraz po maturze ożenił się z koleżanką ze szkoły. Rodzice mojego męża sprzedali wtedy swoje stare mieszkanie i za pieniądze kupili sobie kawalerkę oraz dwupokojowe mieszkanie dla młodego małżeństwa. Niestety, niedługo potem teść zaczął chorować i zmarł.
Wojciech i jego żona doczekali się dwójki dzieci, potem nastąpił rozwód. On zostawił żonie mieszkanie ona do dziś mieszka tam z nowym partnerem i trójką dzieci.
Po rozwodzie Wojciech wrócił do matki, mówiąc:
Mamo, tymczasowo pomieszkam z tobą. Teraz zaczynam na nowo. Znajdę coś swojego, coś wynajmę, ogarnę się!
Jednak przez długie miesiące nic z tych planów nie wyszło. W końcu przyprowadził do matki drugą żonę i dzieci.
W weekendy Halina zabierała do nas wnuki dzieci z obu małżeństw Wojtka. W naszym domu panował istny rozgardiasz.
Po niespełna roku oznajmiliśmy teściowej, iż czas rozwiązać jej sytuację mieszkaniową. Halina od razu wpadła w histerię i łzy.
Rozmawiałam z Wojtkiem, iż wypadałoby, aby swoją rodziną opuścił lokum mamy. Ale on stwierdził, iż nie ma pieniędzy, żeby wynajmować coś samodzielnie, bo pensja marna i dzieci na utrzymaniu. I co ja mam niby zrobić?
Ostatnio relacje z teściową bardzo się ochłodziły, nie mam ochoty wracać do domu z pracy. W końcu postanowiłam przeprowadzić poważną rozmowę z Michałem i powiedziałam, iż jeżeli nie rozwiąże sprawy mieszkania dla matki, to wniosę pozew o rozwód.
Michał był zszokowany nie miał pojęcia, gdzie umieścić matkę, bo przecież nie wyrzuci jej na bruk.
Powiedziałam mu, żeby Halina wynajęła dla siebie kawalerkę, przecież nas stać. Ale ona stanowczo odmówiła, upierała się, iż powinniśmy wynająć dwa pokoje Wojtkowi z rodziną, a ona matka wróci wtedy do siebie.
To już było dla mnie zbyt wiele. Zagroziłam, iż jeżeli nie wyprowadzi się w ciągu tygodnia, wystawię jej rzeczy na korytarz.
Nie wierzę, iż musimy utrzymywać rodzinę szwagra i martwić się o ich dach nad głową!
