Film Król dopalaczy opowiada historię spektakularnego wzlotu i równie spektakularnego upadku. To opowieść o ambicji, systemowych lukach i konsekwencjach decyzji, które z pozoru wydają się niewielkie. O bohaterze, który nie zaczyna jako zły człowiek – i o świecie, który pozwala mu takim się stać. O filmie rozmawiamy z odtwórcą głównej roli, Tomkiem Włosokiem, oraz kompozytorem Wojciechem Urbańskim.
„Czas zadziałał na korzyść”
Jak to jest promować film, który powstał „sto lat temu”? – pytam Tomka Włosoka.
– Miałem taki lęk z tym związany, ale z perspektywy czasu i momentu, w którym jesteśmy – również ja prywatnie – cieszę się, iż to zostało wydłużone. Mam inną świadomość i chęć opowiadania o tym filmie, więc myślę, iż akurat w tym konkretnym przypadku czas zadziałał na korzyść.
Dziś aktor patrzy na tę historię już z innej perspektywy – i właśnie ta zmiana wydaje się kluczowa dla odbioru filmu.
„Nie ma mikroproblemów”
Włosok nie ma wątpliwości, iż Król dopalaczy nie jest historią jednego błędu.
– Mam ogromną nadzieję, iż ten film wprowadzi widza w świat, który na początku może być rozwibrowany, imprezowy, ale potem uderzy i pokaże, jak źle można zainwestować swoje życie.
Nie ma mikroproblemów. To są rzeczy, które wydają się małe – nieporozmawianie z kimś, ukrywanie czegoś, potrzeba bycia docenionym – ale kiedy się zbiorą, tworzą potwora.

„Dokarmiasz tego demona”
Czy bohater jest ofiarą systemu, czy własnych ambicji?
– o ile źle wykorzystasz swoje predyspozycje, znajdziesz lukę w systemie i system pozwala ci na samowolkę, to zaczynasz pielęgnować i dokarmiać tego demona.
Włosok nie próbuje swojego bohatera bronić.
– Nie uważam, iż mam obowiązek go bronić. Staram się go zrozumieć – jego motywacje i to, czego chciał od życia.
I podsumowuje go jednym zdaniem:
– To przykład, jak źle zainwestować swoje życie. Bardzo szybki sukces i spektakularny upadek.
Muzyka jako komentarz, nie tło

Zupełnie inną perspektywę wnosi Wojciech Urbański, który do historii podszedł przez dźwięk.
– W przypadku Króla dopalaczy chciałem, żeby muzyka była komentarzem – i żeby była trafiona stylistycznie.
Kompozytor wraz z Łukaszem Palkiewiczem oparł ścieżkę dźwiękową na brzmieniach początku lat 2000.
– Pracowaliśmy na syntezatorach z epoki, takich „skrzeczących”, klubowych. To był istotny element, żeby oddać ducha czasu.
Impreza, która zamienia się w upadek
Muzyka nie tylko buduje klimat – ona opowiada tę historię razem z bohaterem.
– To jest film w dużej mierze o imprezie, więc chciałem, żeby muzyka była elementem scenografii. Ale ten film nurkuje w dół. Jest coraz ciemniej.

I dokładnie tak samo zachowuje się warstwa dźwiękowa:
– Muzyka zaczyna się od formy imprezowej, a potem przechodzi w dekonstrukcję. Tak jak bohater – jego etyka, moralność i całe życie się rozpadają.
Historia, która wydarzyła się naprawdę
Dla Urbańskiego ten temat ma też osobisty wymiar.
– Dorastałem w tych czasach. Kiedy pojawiły się dopalacze, byłem w wieku, w którym chce się próbować różnych rzeczy. Mam bliskie przypadki osób, które w to wpadły – niektóre z tragicznymi skutkami.
Dlatego film nie jest dla niego tylko rekonstrukcją historii.

Przestroga – ale bez moralizowania
Czy Król dopalaczy jest przestrogą?
– Nie przepadam za kinem moralizującym, ale ten film nią jest – mówi Urbański. – Pokazuje historię i zostawia widza z refleksją.
I dodaje, iż dotyczy ona nie tylko jednostki:
– To też opowieść o tym, jak wolno reagują struktury państwa na nowe zagrożenia.
Dwa spojrzenia, jedna historia
Włosok mówi o człowieku, który „źle zainwestował swoje życie”.
Urbański – o świecie, który „nurkuje w dół i robi się coraz ciemniejszy”.
Te dwie perspektywy spotykają się w jednym punkcie: Król dopalaczy nie jest historią o jednym złym wyborze.
To historia o procesie.



