Jack Ryan: Wojna Duchów – recenzja filmu. Dużo akcji, mało emocji

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Po sukcesie serialu Jack Ryan Prime Video zdecydowało się wyprodukować film, który ma być niejako zwieńczeniem przygód postaci granej przez Johna Krasinskiego. W Jack Ryan: Wojna Duchów tytułowy bohater, ex-agent MI6, ponownie jednoczy siły z agentami CIA, aby pokonać wroga, który przewiduje każdy ich ruch.

Jack Ryan przeszedł na szpiegowską emeryturę i aktualnie prowadzi zwyczajne życie nudnego śmiertelnika. Z niechęcią powraca on do pracy agenta, gdy jego współpracownicy ujawniają przed nim międzynarodowy spisek. Na ekranie ponownie możemy zobaczyć Michaela Kelly’ego w roli agenta CIA oraz Wendella Pierce’a jako byłego szefa CIA. Dzięki temu, iż panowie nie pierwszy raz ze sobą współpracują i znają się na wylot, są w stanie przechytrzyć wroga.

Powiewem świeżości w filmie jest nowa partnerka Jacka – niesamowicie bystra Emma Marlow, grana przez Siennę Miller. Emma wraz z Jackiem i pozostałymi współpracownikami sprawnie poruszają się w skomplikowanym świecie intryg. Muszą zmierzyć się nie tylko z bezpośrednim zagrożeniem, ale również z problemami z przeszłości.

Wszystko w tym filmie pozornie się zgadza – wartka akcja, wiele spisków, dużo wystrzałów i pościgi. Nie musimy się też zastanawiać nad tym, kto jest tym dobrym, a kto złym. Od początku wiadomo także, iż bohater zdecyduje się ratować świat, mimo tego, iż zdecydowanie wolałby wieczorem uprawiać przysłowiowy „Netflix&chill”. I pomimo, iż w Jack Ryan: Wojna Duchów jest wszystko, co w porządnym filmie akcji znaleźć się powinno – niestety nie jest to seans porywający. To jeden z tych filmów, które oglądasz, a miesiąc później nie potrafisz sobie przypomnieć, o czym on był.

Największym problemem produkcji wydaje się właśnie jej przewidywalność. Twórcy nie podejmują większego ryzyka i trzymają się dobrze znanych schematów kina szpiegowskiego. Każdy zwrot akcji sprawia wrażenie znajomego. Kolejne sceny bardziej przypominają odhaczanie obowiązkowych elementów gatunku niż próbę stworzenia czegoś świeżego. Relacja Jacka i Emmy ma potencjał, ale zabrakło pomysłu, aby odpowiednio ją rozwinąć. Właśnie tutaj najbardziej widać różnicę między serialem a filmem – film nie daje tyle przestrzeni na budowanie napięcia i pogłębianie emocjonalnych wątków między bohaterami.

Zobacz również: Billie Eilish – Hit Me Hard and Soft: The Tour – recenzja filmu

Kadr z filmu Jack Ryan: Ghost War

Nie do końca rozumiem, jaki cel przyświecał twórcom, kiedy zdecydowali się na nakręcenie filmu, zamiast kontynuację w formie serialu. Nie podejrzewam, aby był to po prostu skok na kasę, raczej chcieli w pewien sposób domknąć historię Jacka Ryana, chociaż – czy na pewno? Ostatnie sceny filmu nie wskazują jednoznacznie na to, iż mamy do czynienia z opowieścią skończoną. Sądzę, iż raczej uchylona została furtka do stworzenia serii filmów z cyklu Jack Ryan.

Filmy akcji mają wzięcie i widzowie chętnie po nie sięgają, wystarczy spojrzeć na przykład na Mission: Impossible. Wydaje mi się jednak, iż rynek jest już trochę przesycony takim kinem i nie każdy bohater może święcić triumfy na miarę Jamesa Bonda czy Ethana Hunta. Być może właśnie dlatego Jack Ryan: Wojna Duchów, mimo solidnego wykonania, nie pozostawia po sobie większych emocji. To poprawny film akcji, który można obejrzeć bez bólu, ale równie łatwo o nim zapomnieć. Fani serialu prawdopodobnie będą zadowoleni z kolejnego spotkania z ulubionymi bohaterami, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, iż potencjał tej historii mógł zostać wykorzystany znacznie lepiej.


fot. materiały prasowe Amazon Prime Video

Idź do oryginalnego materiału