Invest Cuffs 2026: inwestycje, przedsiębiorcy i superatmosfera. Relacja

monitorrynkowy.pl 3 godzin temu

System zmusza nas do inwestowania. W cokolwiek, byle regularnie. Biznesowi wyjadacze jak mantrę powtarzają treści podszyte motywacyjnym przesłaniem, często graniczącym z inwestycyjnym imperatywem. Rozwijaj się. Nabywaj. Inwestuj. Opuszczaj strefę komfortu. W nomenklaturze korporacyjnej nazwalibyśmy to „call to action”. Albo: weź się, człowieku, do roboty. Tak prawdopodobnie powiedzieliby nasi rodzice.

I właśnie w takiej rzeczywistości, rozdarty między inwestycyjną koniecznością a możliwością, trafiam do Krakowa. Historycznej stolicy kraju, mekki artystów, domu Wisły i Cracovii oraz miejsca, na które zerka cała biznesowa Polska. To tutaj, 20 i 21 marca w Centrum Kongresowym ICE, odbywa się 12. edycja kultowego już Invest Cuffs.

Ostatnie szlify. Mikrofony działają. Bilety przygotowane. Wizytówki? Pod ręką. Jesteśmy gotowi. Wchodzimy.

Inny świat

Kojarzycie „Wilka z Wall Street” od Martina Scorsese? Kto nie kojarzy. Kopalnia myśli i sentencji, na fundamentach których niejeden prezes zbudował swoje biznesowe „ja” (sam osobiście znam kilku – ciekawe, czy oglądali film do końca). Wśród setek cytatów znajduje się taki, który całkiem trafnie odzwierciedla uczucia towarzyszące mi po przekroczeniu progu budynku: „This right here is the land of opportunity”. Znamienne słowa, które Jordan Belfort wypowiada o StrattonOakmont podczas przemówienia do swoich brokerów.

Już na pierwszy rzut oka widać, iż Invest Cuffs to kraina możliwości pod każdym względem. Miejsce, które działa według własnych reguł. W tłumie zgromadzonym we foyer budynku luksusowe zegarki starannie odmierzają czas do uroczystej inauguracji, w tle słychać ciche kliknięcia aparatów i szelest garniturów, a w powietrzu aromat świeżo palonej kawy miesza się z zapachem markowych perfum. Ludzie przechodzą między stolikami, poklepują się po ramionach, pytają o zdrowie i wymieniają się kontaktami. W tym wszystkim znajduje się również miejsce na uśmiech, czasem wręcz amerykański. Uśmiechają się praktycznie wszyscy: fotografowie i fotografowani, mówiący i słuchający, pracownicy i pracodawcy, a choćby ci, którzy na co dzień pewnie nie mają zbyt wielu powodów do radości. Na tym etapie wiem już, iż na próżno szukać mizantropa w towarzystwie.

Młodzież powiedziałaby, iż „to miejsce ma aurę”, ale tutaj, nieopodal Zamku Wawelskiego, to nie tylko klimat – to przestrzeń, w której ludzie pokazują to, co mają najlepsze. Zwłaszcza pod kątem biznesowym. Bo nie ukrywajmy – po to się tutaj zgromadziliśmy.

Let the party begin!

Na chwilę przed godziną 9:00, po zaaplikowaniu powitalnej dawki kofeiny, pojawiamy się przed wejściem do Sali Audytoryjnej (S1). Wita nas niezwykle sympatyczny konsjerż, który skrupulatnie weryfikuje uczestników i kieruje ich do odpowiednich wejść. Nam, z uwagi na rolę patrona medialnego, przypada miejsce w pierwszych rzędach, z doskonałym widokiem na scenę. To właśnie na niej, w epicentrum kongresowego zgiełku, już niebawem pojawią się pierwsi prelegenci, ale zanim to nastąpi, do głosu dochodzą gospodarze wydarzenia – Marcin Wenus oraz Izabela Kozakiewicz, a także I Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa, Stanisław Mazur.

Organizatorzy nie kryją swojego zafascynowania, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, iż chcą zająć jak najmniej czasu i skrócić swoją wypowiedź do absolutnego minimum. W kilku pokornych słowach podkreślają istotność inwestycji, przede wszystkim w kontekście niepewnej sytuacji geopolitycznej oraz postępującej transformacji technologicznej. Zostaje poruszony temat zmiany pokoleniowej, a co za tym idzie, nowych możliwości związanych z kreatywnością „pokolenia Z”. Sam jestem przysłowiową „zetką”, dlatego tej części słucham ze szczególnym zainteresowaniem.

Wypowiadane zdania rezonują, a cały otaczający nas anturaż sprawia, iż publiczność nie tylko rozumie, ale przede wszystkim odczuwa wagę wypowiadanych słów. Kobieta siedząca tuż przede mną nagrywa każdą sekundę inauguracji. Kilka rzędów dalej dwie osoby ewidentnie wymieniają się spostrzeżeniami i prawdopodobnie spierają się co do trafności stawianych tez. Jeszcze inny mężczyzna trzyma się za podbródek i głęboko wzdycha, jakby wiedział o czymś, o czym nie wiemy my. Setki osób. Każda z własną interpretację tego krótkiego momentu, który kończy się po zaledwie kilku minutach. Ale światła nie gasną, a kurtyna nie opada. Na scenie pojawią się uczestnicy pierwszej debaty pod batutą Andrzeja Steca, redaktora naczelnego portalu Bankier.pl.

Otwierający panel dyskusyjny jest swoistym papierkiem lakmusowym dla całej konferencji. To właśnie pierwsza debata niejako definiuje poziom całego wydarzenia, dlatego dobór prelegentów ani trochę mnie nie dziwi. Na scenę wychodzą:

  • Małgorzata Rusewicz z Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
  • prof. dr hab. Grzegorz Mazurek z Akademii Leona Koźmińskiego
  • prof. dr hab. Krzysztof Jaruga z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu
  • Michał Kobza z Giełdy Papierów Wartościowych

Temat: Gdzie zmierza rynek? Trendy, których nie można przegapić

Szybko potwierdza się, iż powyższy skład jest gwarantem merytorycznej i praktycznej wiedzy. Mamy w końcu do czynienia z przedstawicielami świata nauki, w tym bodaj najbardziej renomowanej niepublicznej uczelni w kraju, a także z reprezentantem największej giełdy instrumentów finansowych w regionie Europy Wschodniej oraz Środkowej. Gdyby istniał przyrząd do mierzenia stężenia doświadczenia w danym miejscu, to najprawdopodobniej zabrakłoby mu skali.

Zainwestuj w relacje

Pamiętacie „zmieniacz czasu”, którego Hermiona używała, aby móc uczestniczyć w kilku zajęciach w tym samym czasie? jeżeli ktoś mógłby opatentować tę technologię, to z tego miejsca apeluję – zróbcie to czym prędzej. Oszczędzimy sobie wielu patowych wyborów.

Wspominam o tym, bo choćby nie zauważam, gdy zegar wybija godzinę 10:00. Dyskusja trwa w najlepsze, ale podświadomie wiem, iż za kilka minut rozpocznie się najbardziej wyczekiwana przeze mnie część: Rafał Sonik, Beata Drzazga i dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń opowiedzą o inwestycjach, które rodzą się z relacji. Ku mojemu ubolewaniu, musimy zastosować manewr „angielskiego wyjścia”. Kierunek: ostatnie piętro budynku, sala nr 3.

Przedostając się na kolejne poziomy ICE’a, zauważam, iż centrum kongresowe jest wypełnione ludźmi praktycznie po brzegi. Wtedy jeszcze nikt o tym głośno nie mówi, ale tempo znacząco przyspiesza. W kuluarach daje się usłyszeć pierwsze poważne rozmowy biznesowe, a na horyzoncie pojawiają się logotypy: m.in. XTB, AXI, PWN czy MBank. Rozumiem już, dlaczego Invest Cuffs tak bardzo osadził się w zbiorowej świadomości odwiedzających – to miejsce gromadzi nie tylko „graczy”. Ono gromadzi potentatów. Tym bardziej cieszę się, iż za chwilę trafię w sam środek rozmowy o relacjach, o których opowiedzą wiodące marki polskiego biznesu.

Sala nr 3 okazuje się o wiele mniejsza, raczej kameralna. W porównaniu do S1 może się choćby wydawać nieco klaustrofobiczna, ale to tylko pozory. Uczucie ścisku potęguje popularność wspomnianego trio, które właśnie zasiada pod ogromnym ekranem projekcyjnym. Sama ich obecność zgromadziła dziesiątki, o ile nie setki osób, które właśnie teraz próbują pomieścić się na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Nikt nie chce przegapić ani jednego słowa.

Jest jeszcze jedna, bardzo istotna rzecz: relacje są dla wszystkich. Są inkluzywne. Na tego typu wykładzie nie musisz znać się na bitcoinach, forexie czy blockchainie. Wystarczy być – to już dziewięćdziesiąt procent sukcesu. Kolejne dziesięć to aktywne słuchanie, ale biorąc pod uwagę umiejętności oratorskie zaproszonej triady, to akurat całkiem proste zadanie.

Zaczynamy. Od razu słychać, kto zdominuje dyskusję, zwłaszcza pod kątem objętości wypowiedzi. Trzymam kciuki za moderatora – doświadczenie podpowiada mi, iż czeka go ciężka przeprawa. Rafał Sonik i Beata Drzazga to bez wątpienia osoby, które z powodzeniem mogłyby napisać niejedną książkę nt. osobistych perypetii w życiu i w biznesie. Scena tylko to potwierdza, ale nie zrozumcie mnie źle. Ich wypowiedzi są długie, ale nie męczą. Ten duet praktycznie za każdym razem przekracza limity czasowe, ale publiczności w ogóle to nie przeszkadza. Dlaczego miałoby? Oboje są skarbnicą wiedzy i doświadczeń.

Nieoczywistą bohaterką całej sytuacji jest pani profesor Mróz-Gorgoń. Per saldo jej czas wypowiedzi jest zdecydowanie najkrótszy, ale wykorzystuje go najlepiej, jak potrafi. Wypowiada się w sposób konfrontacyjny – nie przytakuje, nie zachwyca się cudzymi przeżyciami. Ona kontruje, jednocześnie zachowując klasę. Grzecznie, ale bezpośrednio staje w opozycji do swoich vis-a-vis i daje do zrozumienia: „nie jestem piątym, a adekwatnie trzecim, kołem u wozu”.

Jest jeszcze wisienka na torcie. Jak myślicie – co byłoby najlepszą puentą w dyskusji nt. relacji? Mówiąc szczerze, iż nie przewidziałem tego w moim tegorocznym bingo. Otóż, w epilogu dyskusji Rafał Sonik przyznaje, iż po raz kolejny zostanie ojcem. Sprawa staje się jasna dla wszystkich słuchających. Relacje ponad Excelem. Trójka prelegentów przytula się na pożegnanie, a my idziemy nawiązywać nowe znajomości.

Invest Cuffs? Opłaca się

– Jestem już trzeci raz na tego typu wydarzeniu. interesujące jest to, iż jest to chyba największa impreza inwestycyjna w Środkowej Europie. Bardzo mi się to podoba. Czekam, aby zakupić nowe inwestycje. Rynek klasyczny. […] Na sali można spotkać wiele ambitnych osób. To bardzo duży budynek, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie – mówi Łukasz Czarnik, jeden z dyrektorów Investment Partners.

Zbliża się godzina 12:00. Wydarzenie rozpoczęło się niecałe trzy godziny temu, ale Łukasz, całkiem słusznie zresztą, zwraca uwagę na intensywność tego eventu. Na tym etapie musimy już przeciskać się przez wszechobecny tłum odwiedzających, a swobodny wywiad jest możliwy do zrealizowania tylko w krańcowych i nieoczywistych punktach budynku – np. w strefie wydawniczej PWN.

– Chcemy pokazać przedsiębiorcom wartościowe książki o inwestowaniu, z którymi warto się zapoznać, a także zaprosić inwestorów do wydawania publikacji w naszym wydawnictwie. Dodatkowo organizujemy spotkania z autorami – dzisiaj odbyła się rozmowa ze specjalistą ds. influencer marketingu. […] Zdajemy sobie sprawę, iż sprzedaż książek nie jest jedynym zyskiem wynikającym z udziału w tego typu wydarzeniach. To też korzyści wizerunkowe, bo ludzie przestają nas kojarzyć wyłącznie z encyklopediami. Jest fantastycznie – mówi Dorota Siudowska-Mieszkowska, wydawca z Państwowego Wydawnictwa Naukowego.

Z natury jestem bibliofilem. A jak doskonale wiadomo – z naturą raczej się nie wygrywa. Uwielbiam książki: ich zapach, teksturę, treść. Jestem w tej kwestii tradycjonalistą. Mój regał od dłuższego czasu pęka w szwach. Nie jest to oczywiście problem. Bynajmniej. Sięgam głęboko do portfela i jestem dumny, iż do setek egzemplarzy mogę dołożyć kolejny. Tym razem jest to „Trump 2.0” autorstwa Grzegorza Kołodko, który podczas tegorocznego „Cuffs’a” zgarnął statuetkę „Publikacja roku”. Jedno, aczkolwiek bardzo istotne „ale”, może mieć moja narzeczona, która od dłuższego czasu negocjuje ze mną zmniejszenie domowej biblioteczki. Powtarzam jednak – z naturą, zwłaszcza ludzką, nie wygramy. A w tej materii jestem aktywistą ekologicznym. I negocjatorem na poziomie obecnego prezydenta USA. „You don’t have the cards”.

Z uśmiechem na ustach, mikrofonem w dłoni i nową książką w aktówce podchodzimy do kolejnych stoisk i kontynuujemy rozmowy. Spotykamy się m.in. z przedstawicielem Wydawnictwa Leniwcowate, rozmawiamy z pracownikami Domów Maklerskich BOŚ i MBanku, mijamy mobilną lodziarnię (Rewelacja na Bałtyku…) i przystajemy przy stanowisku firmy AXI – jednego ze sponsorów Manchesteru City. Sytuacja się powtarza. Moja natura wygrywa po raz kolejny i na widok roll up’u z Erlingiem Haalandem serce zaczyna bić w rytmie „Blue Moon”, tj. hymnu „The Citizens”. Z tego miejsca pozdrawiam niezwykle sympatyczną Joannę, od której prawie otrzymałem oficjalną czapkę klubową. Niestety, po „analizie VAR” decyzja o przekazaniu prezentu została cofnięta. Mówi się trudno i żyje się dalej. A wdzięczność za chęci pozostaje.

W przerwie między dyskusjami trafiamy do strefy gastronomicznej, a adekwatnie mini food courtu, w którym prym wiodą azjatyckie restauracje mobilne oraz food trucki z amerykańskimi przekąskami. W oczy rzuca się jednak coś innego. Yerba Mama. Ekstrawertyczna, wręcz awangardowa sprzedawczyni, która swój produkt określa mianem „zayerbisty”. Przyznaję, iż yerba mate to dla mnie przez cały czas enigma, ale uwielbiam próbować nowych rzeczy, dlatego, z uwagi na dzień tygodnia, decyduję się na yerbowe mojito. Oczywiście bezprocentowe. I wiecie co? Chyba polubimy się z tym trunkiem. Znalazłem rzecz, w którą jeszcze zainwestuję, ale póki co wracamy do rozmów.

Epilog

Nasz pobyt w Centrum Kongresowym ICE kończy się po kilku godzinach. W tym czasie zdążyliśmy przeprowadzić kilkanaście wartościowych rozmów, wysłuchać inspirujących paneli dyskusyjnych, zakupić kongresowe souveniry, a także wypić kilka kaw i napar, o którym wspominam powyżej.

Do domu docieram w okolicach godziny 17:00. Jestem zadowolony i mam poczucie dobrze wykonanej pracy, ale wciąż nurtują mnie dwa pytania:

  1. Jak ci wszyscy inwestorzy poradzą sobie w sobotę? Po piątkowej gali?
  1. Ile potrwa kłótnia o nową książkę? (Nieważne – warto było).

Wiem jednak, iż Invest Cuffs to impreza z gatunku biznesowego „must have”. Cieszę się, iż polecenie służbowe zamieniło się w bardzo interesujący wyjazd, podczas którego spotkałem rzeszę inspirujących osób. W mojej głowie znowu wybrzmiewa CTA z początku tekstu. Inwestuj. Rozwijaj się. Wychodź poza strefę komfortu.

Może zostanę biznesowym wyjadaczem?

Idź do oryginalnego materiału