Jest końcówka lat 90. Na ulicach Wrocławia widać późny, chałupniczy kapitalizm. Przy jednej ze szczęk bazarowych handlarz kłóci się z klientem, w końcu odpowiada mu impertynencko: „Proszę mnie stąd opuścić!”. Scena przyciąga uwagę Aleksandra Sobiszewskiego – scenarzysty Świata według Kiepskich, który po latach wspomina ją jako jeden z momentów, które wpłynęły na charakter serialu.
Janusz Sadza opowiada mi o swoim dorastaniu na tak zwanym Trójkącie Bermudzkim, czyli m.in. okolicach ul. Traugutta. Wspomina, jak Romowie gotowali zupę w wielkim kotle na podwórku, a wszyscy sąsiedzi pochodzili z klasy robotniczej. Obserwowanie ich interakcji zainspirowało go do stworzenia postaci Waldka Kiepskiego – niezbyt rozgarniętego intelektualnie bohatera. – Na mojej klatce w latach 80. i 90. mieszkali Wiesiek i Waldek. Byli jak żywcem wyjęci z reklamy proszku Pollena 2000: „Ojciec, prać?”. Oczywiście chodziło o danie komuś w ryja – mówi Sadza.
Renata Pałys, aktorka wcielająca się w Helenę Paździoch, wspomina z kolei, iż jej mężowi ukradziono rower, zostawiając jedynie siodełko. Bieda w Polsce lat 90. znajdowała odzwierciedlenie w oszczędnej produkcji serialu. choćby beret Paździocha, dresy Ferdka czy różowy szlafrok Haliny pochodziły z pobliskiej ciułbudy na Krzykach.
Odrażający, brudni, kiepscy
Według danych CBOS w 1999 roku, czyli podczas realizacji pierwszego sezonu Świata według Kiepskich, 80 proc. Polaków deklarowało umiarkowane zadowolenie z życia, a dochody rodzin nie spadały poniżej 400 złotych miesięcznie na osobę. Jednocześnie 54 proc. społeczeństwa uważało, iż przyczyną ubóstwa jest ogromne bezrobocie. W tym samym roku, według danych przedstawionych przez ówczesną Komisję Polityki Społecznej, poniżej minimum egzystencji żyło w Polsce 11 proc. ogółu ludności, czyli 4,5 miliona obywateli. Liczbę osób zagrożonych ubóstwem oszacowano na ok. 12 milionów (40 proc. społeczeństwa).
Ta sytuacja społeczno-ekonomiczna współgrała z treścią serialu i jego bohaterami z ulicy Ćwiartki 3/4. Wpływ na kształt „Kiepskich” miała także rzeczywistość młodych, niezależnych artystów. Środowisko „krzyckie” w latach 90. zajmowało się produkcją wulgarnych, ekscentrycznych filmów w ramach Mader Faker Studio, w których grali późniejsi scenarzyści serialu. Ducha epoki i przestrzeń komediową wyczuł Tomasz Kurzewski – producent ATM, który zaproponował Januszowi Sadzy stworzenie czegoś na wzór Świata według Bundych.
Do ekipy dołączył zawodowy mim Aleksander Sobiszewski oraz Piotr Ibrahim Kalwas – pisarz i syn byłego prokuratora generalnego w rządzie Marka Belki. Ludzie z Warszawy połączyli się z surowością poniemieckiego Wrocławia, wciąż przesyconego duchem Pomarańczowej Alternatywy.
Twórcy inspirowali się m.in. filmem Ettore Scoli z lat 70. Odrażający, brudni, źli, opowiadającym o wielopokoleniowej rodzinie robotniczej, mieszkającej w rzymskich slumsach. W tamtej historii złotym Graalem były odszkodowania za uraz oka czy głowy, pożądane przez ekscentryczną i wynaturzoną rodzinę. W „Kiepskich” analogiczną funkcję pełniła renta Babki, umożliwiająca Ferdkowi i Waldkowi kontynuowanie pasożytniczego stylu życia.
Choć pod względem realizacyjnym pierwsze sezony mogą się dziś wydawać nieprofesjonalne – sąsiedzi przechodzący w kadrze czy szkoła muzyczna na piętrze, zakłócająca nagrania – to Świat według Kiepskich gwałtownie stał się kurą znoszącą złote jaja, a przez 24 lata zapracował sobie na miano kultowego.
Słuch społeczny i walka klas
Małyszomania, kult Jana Pawła II, masowe i spiskowe doniesienia medialne o objawieniach Matki Boskiej w Polsce – wszystko to odbijało się w scenariuszu „Kiepskich” pod koniec lat 90. i z początkiem nowego milenium. Twórcy z wyczuciem i gracją oddawali nastroje społeczne, inteligentnie je przetwarzając – czy to w kontekście wejścia Polski do Unii Europejskiej, procesów globalizacji, czy akceleracji kapitalizmu, w którym kraj próbował się odnaleźć (sprawdźcie odcinek pt. Przyśpieszenie). Trendy na bicie rekordów Guinnessa, absurdy biurokracji i traktowanie petenta tak, by nic nie mógł załatwić. „Proszę o zezwolenie na wydanie pozwolenia” – skąd my znamy ten zwrot?
Jednocześnie „Kiepscy” dawali widzom poczucie bezpieczeństwa, stając się swoistym panaceum, łagodzącym głęboko zakorzenione kompleksy podzielonego na biednych i bogatych społeczeństwa. Rodząca się klasa średnia początkowo odczuwała irytację i niechęć do serialowych postaci. Z czasem zaczęła dostrzegać odniesienia do Czajkowskiego, Biblii, Kafki, inteligentnej satyry politycznej i obyczajowej – i zaakceptowała serial.
Mimo krytyki ze strony tygodnika „Polityka”, Wojciecha Młynarskiego czy Olgi Lipińskiej – quasi-koryfeuszy smaku i humoru – „Kiepscy” zdobyli ogromną widownię. Serial od początku tworzyli ludzie z wysokim kapitałem kulturowym – w większości po studiach, doświadczeni w branży filmowej. Okil Khamidov, pierwszy reżyser, ukończył Moskiewską Szkołę Filmową, a wcześniej robił filmy w Tadżykistanie. Do 5–6 milionów widzów pierwszych sezonów (1999–2001) także należały osoby wykształcone, wówczas stanowiące zaledwie 10 proc. społeczeństwa.
Snobizm intelektualny elit działał jako mechanizm obronny wobec sukcesu serialu. Wielu skrywało pod teczkami, muchami, krawatami i drogimi garniturami immanentne narodowe kombinatorstwo, którego ucieleśnieniem był Ferdek. Ale też cynizm i spryt domorosłego kapitalisty, bazującego na amoralnym familizmie i nabijającego ludzi w butelkę, korzystającego z ekonomicznej koniunktury zewnętrznej, dla której jest gotowy zorganizować stypę i przebrać się za księdza, chowając krewnego sąsiada w piwnicy pod rzeżuchą (Paździoch).
Dorobkiewiczostwo, aspiracyjność, imitowanie klasy wyższej poprzez zmienianie swojego gustu czy sposobu mówienia – scenarzyści potrafili przełożyć te zjawiska na sztukę użytkową. W odcinku pt. Stypa Ferdek szepcze do Halinki podczas pogrzebu wujka Staśka, który chciał być pochowany w mieście:
– Mówiłem, żeby chamstwa do domu nie wpuszczać.
Słyszy to wujek Władek, pierdzący podczas ceremonii, i odpowiada:
– Tee, Ferdas, sam żeś cham ze wsi.
Na co Ferdek:
– Władek, ty się mityguj, bo żeś jest w mieście i w gościach żeś jest.
Kluczowa dla sukcesu serialu była możliwość utożsamienia się z bohaterami, co w recepcji kulturowej zawsze odgrywa istotną rolę (cytując Gogola: „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie”). Wcześniej społeczne imaginarium, kształtujące naszą zbiorową świadomość, opierało się na języku komedii Barei, Kotarskiego, obyczajowych filmów Kondratiuka czy kultowego Kilera Machulskiego. Dziś do tego kanonu należy dodać „Kiepskich”. Bez nich internetowa kultura memiarska byłaby znacznie mniej interesująca, a rzeczywistość analogowa uboższa o neologizmy i zwroty, które weszły do języka potocznego, jak:
– „Jak nie, jak tak?”
– „Co jest, kurde?”
– „Panu się chce zawsze, kiedy mnie się chce”.
– „Tak dalej być nie będzie”.
– „Na tym świecie są rzeczy, które się fizjologom nie śniły”.
Te powiedzenia stały się nie tylko kultowe, ale także symptomatyczne dla polskiej mentalności – pełnej denializmu, myślenia magicznego i skłonności do absurdów. Można w nich dostrzec echo wałęsizmów i językowych wpadek polityków, które nieustannie bawią i rezonują ze społecznymi realiami.
Non omnis kiepskoriar
Surowość mowy bohaterów, mała szansa na awans klasowy czy zawodowy oraz życie na minimum socjalnym – wszystko to współgrało z troskami dnia codziennego Polek i Polaków. Nierówności społeczne, ubóstwo i zjawisko „pracujących biednych”, ratujących się rentami członków rodziny – to „kiepska” polska realność, bo z jedną toaletą na piętro w mieszkaniach komunalnych żyje się do dzisiaj – jeżeli nie wierzycie, przyjedźcie na ulicę Wallek-Walewskiego w Zabrzu lub Pragę-Północ w Warszawie. Aktualność serialu wali nas po mordach – i nie powinna cieszyć.
Przeczytałem kiedyś na Twitterze, iż w życiu pewne są trzy rzeczy: śmierć, podatki i to, iż w każdym odcinku Świata według Kiepskich znajduje się scena, która idealnie pasuje do aktualnych wydarzeń w Polsce. Wciąż jest jak w tym pt. Radny, gdy Paździoch kandyduje w wyborach samorządowych i postanawia napisać na drzwiach do toalety „dupa i huj”, wywołując aferę, następnie zrzucając to na innych i finalnie sugerując, jak naprawić problem.
Obserwując trwającą kampanię prezydencką, myślę, iż scenarzyści „Kiepskich” mieliby dzisiaj klęskę urodzaju. Stoimy w miejscu, więc – jak mawiają domorośli coache – tym samym się cofamy. Na szczęście możemy uleczyć duszę starymi odcinkami kiepskiego świata niby-fikcji.
Mając osiem lat, zacząłem regularnie odwiedzać chrzestnego, który studiował we Wrocławiu. Za każdym razem namawiałem rodziców – bez powodzenia – byśmy odwiedzili mityczną krainę Kiepskich, znajdującą się w kamienicy przy ulicy Podwale 67. Nie interesowały mnie krasnale, zabytki, fontanna „Zdrój” ani Panorama Racławicka. Chciałem skorzystać z „prywatnej publicznej” toalety i zobaczyć, gdzie bohaterowie chowali babkę do szafy. Tak kształtował się mój gust – być może kiepski, ale wspólny dla nas wszystkich, współtworzący polską tożsamość zbiorową.
**
Mateusz Macierakowski – reporter, socjolog, twórca internetowego kanału Bez Żartów.