I kowbojki mogą marzyć

filmweb.pl 2 tygodni temu
Zdjęcie: plakat


Czy ośmiolatka bawiąca się zabawkami to coś dziwnego? W dobie szybkiego i taniego internetu, gdy coraz więcej dzieci spędza wolny czas ze telefonem w ręce – tak. Nie ma co udawać, iż upowszechnienie ekranów, które w ciągu ostatnich lat diametralnie zmieniło nasze życie, ominęło najmłodszych. W piątej odsłonie "Toy Story" reżysersko-scenariopisarski duet Andrew Stanton i McKenna Harris zaprasza więc do pokoju Bonnie tablet imieniem Lilypad.

  • Disney/Pixar

Obudowa w kształcie sympatycznej żabci i obietnice zaprzyjaźnienia dziewczynki z koleżankami z grupy baletowej pomagają przybyszce stworzyć pozory niewinnego (a wręcz przydatnego) gadżetu. Wystarczy jednak spuścić ją na chwilę z oczu, by pokazała swoje prawdziwe oblicze. Zgadliście: pod jej wpływem Bonnie gwałtownie zmienia się w jedno z tych dzieci, o których nasze babcie powiedziałyby, iż ledwo oczy otworzą, a już do komputera (tabletu). Naturalnie sytuacja ta wzbudza gwałtowny sprzeciw wśród starej gwardii zabawek. Stojąca na ich czele szeryfka Jessie – podobnie jak przed laty jej poprzednik Chudy – musi zmierzyć się z Zeitgeistem: kimś nowszym i bardziej cool, kto bez trudu zagarnia całą uwagę młodej użytkowniczki.

Brzmi znajomo? "Toy Story 5" to w gruncie rzeczy powrót do sprawdzonej formuły pierwszej części. O ile jednak tam przez Chudego przemawiały zazdrość i strach przed utratą statusu ulubieńca Andy'ego, o tyle tutaj Jessie mierzy się z problemami znacznie większego kalibru. Twórcy wyliczają długą listę niebezpieczeństw wiążących się z niefrasobliwym podejściem do technologii. Przeniesienie wszelkich aktywności – od codziennych konwersacji z koleżankami po zabawę w berka – do świata wirtualnego skutkuje wycofaniem się z ulubionych rozrywek, zobojętnieniem i poczuciem samotności, a choćby narażeniem na przemoc ze strony rówieśników. Wszędzie tam, gdzie twarze dzieci oświetla niebieskie światło ekranów, zapomniane zabawki marzą o powrocie do łask.

  • Disney/Pixar
  • Disney/Pixar
  • Disney/Pixar

Uczynienie Jessie główną bohaterką i przeciwniczką Lilypad to strzał w dziesiątkę. Pozwala twórcom nie tylko rozrysować symboliczną opozycję stare–nowe czy nostalgiczne powspominać stare dobre czasy, ale przede wszystkim naładować historię emocjami. Jak pamiętamy z poprzednich części, kowbojka raz już straciła swoją przyjaciółkę – desperacka walka o odzyskanie uwagi Bonnie nie jest więc jej pierwszym rodeo. Tyle iż jak to w "Toy Story" bywa, droga do celu wiedzie daleko od bezpiecznego pokoju córki państwa Andersonów. A nieoczekiwany sojusz z przedstawicielami starszej generacji elektroniki sprawia, iż bohaterka zaczyna patrzeć na wroga z innej perspektywy.

Bo czy sucha krytyka otaczającej nas technologii nie byłaby pójściem na łatwiznę? Twórcy "Toy Story" przyzwyczaili nas przecież, iż z każdą kolejną częścią poszerzają świat przedstawiony, dodając coś nowego zarówno do osobistej historii bohaterów, jak i do refleksji nad relacjami ludzi z zabawkami czy zmieniającymi się trendami (znamienne, iż początkowo tradycyjnego kowboja zastąpić miał nowoczesny astronauta). Tym samym najnowsza odsłona cyklu wydaje się logicznym rozwinięciem poprzedniej: skoro status zabawki zyskiwał Sztuciek – wykonany przez Bonnie metodą do it youself towarzysz zerówkowej niedoli – to co adekwatnie stoi na przeszkodzie, aby do tego grona dołączyła też Lilypad?

  • Disney/Pixar

Koniec końców zabawki i urządzenia mają ze sobą znacznie więcej wspólnego, niż niektóre z nich chciałyby przyznać. Miłość, jaką potrafią obdarzyć "swoje" dziecko (w przeciwieństwie do baterii będąca zasobem niewyczerpywalnym) oraz marzenia, by jeszcze raz przeżyć z nim wspólne chwile stają się uniwersalną płaszczyzną porozumienia. Klucz to sukcesu to skumać, iż gra się do jednej bramki. A jaką rolę w tym wszystkim odegrają zmierzające do bazy Buzzy? Tego zdradzić nie mogę. Zapewniam was jednak, iż czeka was kupa zabawy.
Idź do oryginalnego materiału