Hamlet z Pragi-Północ

mieszkaniec.pl 4 dni temu


Ze Stanisławem Brejdygantem, aktorem, reżyserem, pisarzem i pedagogiem rozmawia Rafał Dajbor.

Spotykam się z Panem w Pana domu, na wsi, niedaleko Łodzi. A jednak rozmawiam z rodowitym Warszawiakiem.

Z duszy i z serca jestem Warszawiakiem, a choćby dokładniej – Prażaninem. Moja mała ojczyzna to centralna Praga-Północ. Targowa, Mała, Jagiellońska, Okrzei, Stalowa, Inżynierska. Urodziłem się w szpitalu na Karowej i po króciutkim mieszkaniu w Wołominie, w wieku trzech lat, znalazłem się z rodzicami w domu przy ulicy Małej. Ulicy, która wielokrotnie zresztą brała udział w filmach dotyczących wojny – Andrzej Wajda kręcił w tej okolicy “Korczaka”, Kazio Kutz – “Pułkownika Kwiatkowskiego”, a Roman Polański – „Pianistę”. Większość młodości spędziłem na Pradze. Potem mieszkałem na Górnym Mokotowie.

Czyli całą drugą wojnę światową spędził Pan właśnie na Pradze. Jak wyglądała okupacja po prawej stronie Wisły?

Tak samo, jak po lewej. Panował terror, odbywały się łapanki i egzekucje. Mam te potworne widoki po dziś dzień w głowie, w pamięci. (…) Po naszej stronie Wisły powstanie zostało gwałtownie sterroryzowane. U wylotu ulicy Inżynierskiej, czyli tam, gdzie w tej chwili zaczyna się osiedle Praga II, a wtedy były nieużytki zwane choleryczniakami, stał bunkier ze strzelcem wyborowym, który zabijał każdego, kto próbował przekroczyć Inżynierską. Wchodziliśmy z matką na strych domu przy Inżynierskiej 9, bo to tam, podczas wizyty u znajomych, zastało nas powstanie. I stamtąd, przez dymnik, patrzyliśmy na lewy brzeg. (…) Z tego strychu oglądaliśmy widok lewobrzeżnej Warszawy jak w wielkim, panoramicznym kinie. Pamiętam loty pocisków z działa kolejowego z Dworca Gdańskiego, które przelatywały łukiem niemal nad całym miastem i spadały gdzieś na południowe Śródmieście. A nad ranem nad Wisłą niosły się głosy powstańców.

Jak to się więc stało, iż mieszka Pan w tej chwili pod Łodzią?

W pierwszych latach naszego wieku pracowałem w Teatrze Nowym w Łodzi. I w tym mieście poznałem kobietę, ostatnią miłość mojego życia. (…). Nie czuję się przy tym w żaden sposób oddzielony od Warszawy. Wsiadam za kierownicę i w półtorej godziny jestem w Śródmieściu. Często bywam w Warszawie, bo wciąż gram w OCH-Teatrze Krystyny Jandy oraz w Nowym Teatrze u Krzysztofa Warlikowskiego.
Jest Pan aktorem, reżyserem, pedagogiem, dramatopisarzem, prozaikiem, publicystą… Któryś z tych zawodów jest Panu najbliższy?
Był taki moment, we wczesnej młodości, gdy zastanawiałem się – co wybrać? Na szczęście nie dokonałem wyboru, bo wiem, iż gdybym to uczynił, przez resztę życia czegoś bym żałował. (…) Nie czuje się w sztuce spełniony, czułem zawsze, i przez cały czas czuję, iż mógłbym osiagnąć więcej. Ale mogę powiedzieć, iż w tak zwanym życiu osobistym czuję się spełniony. Mam dwóch wspaniałych synów i, będąc w zaawansowanym wieku, żyję w bardzo szczęśliwym małżeństwie.

Pana synowie – Igor Brejdygant, pisarz i scenarzysta oraz Krzysztof Zalewski, muzyk i aktor filmowy – poszli w Pana ślady, zostali artystami. Cieszy się Pan z tego?

Cieszy mnie to. Bardzo. Cieszy mnie także to, iż nie wywierałem na nich żadnej presji. To oni sami zdecydowali kim chcą być. Uważam, iż sytuacja w której rodzice projektują swoim dzieciom ich przyszłość jest niedopuszczalna (…).

W wieku 23 lat zagrał Pan Hamleta, było to w 1960 roku w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie. I to był, zdaje się, pański debiut.

Tak. I przez wiele lat byłem najmłodszym polskim aktorem, który zagrał Hamleta. Potem dorównał mi Wojtek Malajkat. Zagrał tę rolę u Grzegorzewskiego w Teatrze Studio także w wieku 23 lat, a w zeszłym roku zdetronizował nas Hugo Tarres, który zagrał Hamleta w Teatrze Narodowym mając lat 21.

Wielu widzom, zwłaszcza nieco starszego pokolenia, kojarzy się Pan przede wszystkim z brytyjskim serialem „Ja, Klaudiusz”, w którym mistrzowsko zdubbingował Pan tytułowego bohatera, którego grał Derek Jacobi. Ta Pana rola uchodzi za czołowe osiągnięcie polskiego dubbingu.

To jest interesująca historia, bo ta praca nie była dla mnie jakimś szczególnym wyzwaniem. W porównaniu z takimi rolami, jak Hamlet, Ryszard III, Myszkin w „Idiocie” Dostojewskiego, to był wręcz aktorski „odpoczynek”.(…) I faktycznie do dziś są widzowie, którzy kojarzą mnie z Klaudiuszem i świetnie ten mój dubbing pamiętają.

Dziękuję za rozmowę.

Foto: Karol Stępkowski

gazeta Mieszkaniec

Mieszkaniec – gazeta mieszkańców Warszawy

Idź do oryginalnego materiału