Trylogia "Władca Pierścieni" Petera Jacksona ("Martwica mózgu") jest absolutnym arcydziełem kinematografii, któremu współcześnie skalą i widowiskowością dorównuje jedynie "Diuna" Denisa Villeneuve'a ("Blade Runner 2049"). Filmy nowozelandzkiego reżysera wyprzedzały swoje czasy, dając przyszłym twórcom kina możliwości, o jakich nie śniło się George'owi Lucasowi podczas kręcenia oryginalnych "Gwiezdnych wojen" w latach 70. i 80. XX wieku.
Historia Frodo Bagginsa, który wyruszył w podróż do Mordoru, by zniszczyć Jedyny Pierścień i udowodnić, iż "nawet najmniejsza osoba może zmienić bieg przyszłości", mogła pochwalić się m.in. znakomitymi efektami – zarówno praktycznymi, jak i specjalnymi – cudowną muzyką skomponowaną przez Howarda Shore'a i świetną obsadą, w której znaleźli się m.in. Elijah Wood ("Yellowjackets"), Ian McKellen ("Pan Holmes") i Viggo Mortensen ("Captain Fantastic").
Jedną z niezapomnianych ról odegrał w trylogii Christopher Lee. Brytyjski aktor, który w trakcie II wojny światowej służył w brytyjskim wywiadzie, powołał do życia czarodzieja Sarumana Białego. Najpotężniejszy Istari i przywódca Białej Rady niegdyś opowiadał się po stronie dobra, ale później – w wyniku ciągłego korzystania z Palantira – stał się nieświadomym sługą Saurona. Władał Isengardem i zginął z rąk Grímy Gadziego Języka (scena w wersji rozszerzonej "Powrotu Króla" różni się od tej z książki).
Christopher Lee był wielkim fanem "Władcy Pierścieni". Marzył o Gandalfie, skończył jako Saruman
Christophera Lee można śmiało nazwać jednym z największych i najbardziej oddanych fanów prozy J.R.R. Tolkiena. Co roku sięgał po "Władcę Pierścieni" i jako jedyny z obsady trylogii Jacksona osobiście poznał legendarnego fantastę. Do spotkania doszło w latach 50. w pubie The Eagle and Child w Oxfordzie. – Siedziałem tam, rozmawiając i pijąc piwo, aż ktoś powiedział: "O, patrzcie, kto wszedł". To był profesor Tolkien, a ja o mało nie spadłem z krzesła – wspominał w wywiadzie, cytowanym przez dziennik "The Independent".
Od dawna krąży pogłoska, iż Tolkien miał sam wyznaczyć Lee do roli Gandalfa Szarego. Anegdotę tę – choć niesamowitą – należy jednak traktować w kategorii mitu. Aktor faktycznie pragnął, by powierzono mu rolę mądrego czarodzieja, który posyła niepozornego niziołka w niebezpieczną podróż do Ciemnego Kraju. Po tym, jak 10 razy (!!!) wcielił się w Drakulę, marzył o zagraniu kogoś dobrego i z początku nie rozumiał decyzji Jacksona, który obsadził go jako Sarumana.
Jackson wspominał w rozmowie z "Entertainment Weekly", iż na planie zdjęciowym Lee zwrócił się do odtwórcy Gandalfa słowami: "Niezmiernie cieszę się, iż zagram w filmie Iana McKellena". Jego kolega odpowiedział: "Ale nie tak jak ja – iż zagram w filmie Christophera Lee".
Christopher Lee choćby przed śmiercią nie zapomniał o miłości do "Władcy Pierścieni"
Christoper Lee służył Peterowi Jacksonowi radą w trakcie nagrań do trylogii "Władcy Pierścieni" – nie tylko jako miłośnik Śródziemia, ale i weteran. Szerokim echem odbiła się sytuacja, w której aktor dał reżyserowi wykład, jak naprawdę brzmi człowiek dźgnięty nożem.
Legenda brytyjskiego kina do końca darzyła "Władcę Pierścieni" głębokim uczuciem. W dokumencie "Życie i śmierć Christophera Lee", który obejrzymy na Canal+, Juan Aneiros, mąż córki aktora, powiedział, iż podczas pobytu w szpitalu Chelsea and Westminster odtwórca Sarumana Białego obejrzał jedną z emitowanych akurat w telewizji części trylogii.
– "Władca Pierścieni" leci w telewizji, więc obejrzymy go razem z pielęgniarkami. Wyjaśnię im, jak powstał ten film – miał powiedzieć tuż przed śmiercią. Christopher Lee zmarł w czerwcu 2015 roku w wieku 93 lat. Dzień po ostatnim seansie filmu, który znaczył dla niego tak wiele.
















