Przygody Avengers w ramach linii Marvel Fresh powoli dobiegają końca. Przedostatni tom serii autorstwa Jasona Aarona wprowadza czytelników w wydarzenia maxiserii Avengers Forever, która stanowi preludium do finałowego starcia zaplanowanego na kolejny tom. Jak jednak wypada ta odsłona – zarówno jako wprowadzenie do wielkiego zakończenia, jak i samodzielna historia?
Fabuła początkowo skupia się na dwóch bohaterach: Robbiem Reyesie oraz Tonym Starku. Pierwszy z nich trafia do nieznanej rzeczywistości, w której próbuje się odnaleźć. Drugi zaś funkcjonuje w tym świecie jako Ant-Man. Ich drogi gwałtownie się przecinają, gdy muszą wspólnie stawić czoła bezwzględnemu Black Skullowi – członkowi Multiwersalnych Mistrzów Zła. W walce wspiera ich lokalna wersja Avengers. W dalszej części tomu otrzymujemy natomiast serię zeszytów poświęconych alternatywnym wersjom znanych bohaterów, których Ghost Rider rekrutuje do nadchodzącej, wielkiej bitwy.
Pod względem fabularnym trudno tu mówić o czymś szczególnie odkrywczym. Początkowa historia potrafi wciągnąć, jednak nie wyróżnia się niczym oryginalnym. Tony Stark w roli Ant-Mana okazuje się postacią mało interesującą. Poza zmianą zestawu umiejętności kilka odróżnia go od swojej klasycznej wersji. Późniejszy zeszyt próbuje nadać mu więcej głębi, ale wciąż pozostaje poczucie niewykorzystanego potencjału.
Fot. EgmontPrzez cały tom przewija się również wątek stopniowej utraty człowieczeństwa przez Robbiego Reyesa. Bohater, nie powracając do swojej ludzkiej formy, coraz bardziej zatraca się w roli Ducha Zemsty. Dodaje to postaci tragizmu, ale niestety pozbawia jej też osobowości i wyrazistości. Dano mu do duetu cyborga Deathlocka, ale on również nie okazuje się być zbyt interesujący. Do momentu połączenia tej dwójki z Ant-Manem, sceny z nimi potrafią być mało angażujące.
Black Skull jako antagonista jest momentami naprawdę przerażający i sprawdza się bardzo dobrze w swojej roli. To, w jaki sposób kończy, odziera go jednak silnej aury, jaką wcześniej budowano. Upiorny Goblin i Doom nad Doomami wypadają za to o niebo lepiej. Gdy tylko zostają przedstawieni jako realne zagrożenie, fabuła konsekwentnie podtrzymuje ich wysoką pozycję. Szczególnie wyróżnia się alternatywna wersja Doktora Dooma. Postać przerażająca i potężna, a przy tym niezwykle inteligentna oraz skuteczna. Na tle całych Mistrzów Zła to właśnie on wypada najciekawiej, a każda jego obecność na kartach komiksu robi największe wrażenie.
Fot. EgmontHistorie poświęcone alternatywnym Avengerom wypadają różnie. Historia z Ant-Manem wypada bardzo dobrze, świetnie ukazując esencję postaci Tony’ego Starka i rozbudowując jednego z głównych bohaterów. Ciekawie wypada również historia z różnymi wersjami Steve’a Rogersa. Oferuje sporo humoru i interesujących interakcji pomiędzy różnymi wariantami bohatera. Znalazło się tam choćby miejsce dla psiaka Rogersa! Słabiej prezentują się natomiast wątki związane z Thorem, a szczególnie z Czarną Panterą. W trakcie lektury można odnieść wrażenie, iż autor mógł odważniej pobawić się alternatywnymi wersjami bohaterów. Ich odmienność najczęściej ogranicza się jednak do innego zestawu mocy zamiast głębszej reinterpretacji.
Dwunasty tom Avengers to solidna, choć dość zachowawcza rozrywka. Mimo ogromnego potencjału drzemiącego w koncepcji multiwersum Jason Aaron zbyt często wybiera bezpieczne rozwiązania. W efekcie otrzymujemy historię, która spełnia swoje zadanie jako wprowadzenie do finału, ale rzadko wychodzi poza ramy przeciętności. Teraz pozostaje już tylko czekać na wielkie zakończenie tej długiej sagi i przekonać się, czy finał zdoła wynagrodzić te niedociągnięcia.
Fot. główna: materiały prasowe
















