Gwiazda "The Boys" obawiała się o własne życie. Była gotowa na najgorsze

swiatseriali.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Erin Moriarty, znana z roli Starlight w serialu "The Boys", ma za sobą trudne lata. Po zdobyciu międzynarodowej rozpoznawalności stała się obiektem nieprzychylnych komentarzy. Zarzucano jej nadmierne korzystanie z medycyny estetycznej. Mało kto wiedział, iż w tym czasie zmagała się z niezwykle rzadką chorobą.


Erin Moriarty zdobyła światową rozpoznawalność dzięki roli Annie January, czyli Starlight, w hitowym serialu "The Boys". Produkcja, której finałowy odcinek właśnie trafił na Prime Video, stała się dla aktorki prawdziwym przełomem i otworzyła jej drzwi do międzynarodowej kariery. Moriarty powróciła także do roli Starlight w spin-offie "Gen V".
Poza "The Boys" aktorka wystąpiła m.in. w serialu "Jessica Jones" oraz filmach "Captain Fantastic" i "Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie", zdobywając uznanie zarówno widzów, jak i krytyków.Reklama



Erin Moriarty: Megyn Kelly zarzuciła jej nadmierne poprawianie wyglądu


Na początku 2024 roku Erin Moriarty ogłosiła, iż znika z Instagrama. Wszystko z powodu rewelacji dziennikarki Megyn Kelly, która twierdziła, iż Moriarty miała być uzależniona od operacji plastycznych.


W odcinku swojego podcastu Kelly, była gwiazda stacji Fox News, stwierdziła, iż młodzi ludzie gwałtownie poddają się zabiegom upiększającym. Jako przykład podała Moriarty, zestawiając ze sobą dwa zdjęcia aktorki. Jedno zrobiono niedawno, drugie - według Kelly - rok wcześniej.
"Coraz więcej młodych kobiet to robi" - mówiła dziennikarka. "Nie sprzeciwiam się operacjom plastycznym, chodzi mi o obsesję, by zmienić się w fałszywą wersję siebie... Dla mnie to oznaka choroby. Chciałabym dotrzeć do tych młodych dziewczyn i powiedzieć, by tego nie robiły".
Zdjęcie aktorki, które według niej zostało zrobione "po operacjach", Kelly określiła jako "jakby wygenerowane przez sztuczną inteligencję". "Sama to sobie zrobiła" - dodała po chwili.


Moriarty wyjaśniła w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych, w jakich okolicznościach powstały obie fotografie. "Megyn stwierdziła, iż jedno ze zdjęć zostało zrobione rok temu. Tak naprawdę było to prawie dekadę temu, gdy nie mogłam legalnie kupić alkoholu" - pisała aktorka. W Stanach Zjednoczonych alkohol mogą kupić osoby, które ukończyły 21 lat. Gwiazda "The Boys" niedługo skończy 30 lat.
Natomiast zdjęcie, które miało udowodnić, iż Moriarty jest "uzależniona od operacji plastycznych", "zostało zrobione w dniu, w którym aktorce zrobiono makijaż wymagający silnego konturowania". Dodała, iż przeraziła ją reakcja na rewelacje Kelly, które określiła jako "przykłady nękanie". "Złamało mi to serce. Wy złamaliście mi serce" - napisała.
Moriarty zaznaczyła, iż nie zamierza nikogo przekonywać, iż informacje zawarte w podcaście Kelly są nieprawdziwe. Aktorka nie zamierza jednak zaakceptować sposobu, w jaki dziennikarka mówiła o niej oraz osobach, które decydują się na operacje plastyczne. "Nie ma usprawiedliwienia dla słów, które padły do mnie lub o mnie. Wstydź się, Megyn Kelly".
Aktorka po przerwie powróciła jednak na Instagrama i całkiem regularnie publikuje nowe treści.

Erin Moriarty walczy z niezwykle rzadką chorobą


W zeszłym roku Erin Moriarty zdobyła się na szczere wyznanie na temat swojego zdrowia. Gwiazda "The Boys" podzieliła się informacją o diagnozie.
"Gdybym nie zrzuciła wszystkiego na stres i zmęczenie, pewnie wykryłabym to szybciej" - napisała aktorka na Instagramie.
Moriarty wyznała, iż zdiagnozowano u niej chorobę Gravesa-Basedowa, która często powoduje nadczynność tarczycy. Autoimmunologiczna przypadłość dotyczy ok. 1% populacji i zmagają się z nią głównie kobiety. Może objawiać się w różny sposób, ale jej przyczyna nie jest znana.


"Choroby autoimmunologiczne manifestują się inaczej u każdego organizmu. Twoje doświadczenie będzie inne od mojego. Moje doświadczenie będzie inne od twojego. Być może znacznie, być może nieznacznie" - dodała Erin w poście.
O zmaganiach z chorobą Moriarty opowiedziała w obszernym eseju na łamach magazynu "Time". W gorzkich słowach przyznała: "W bolesny sposób przekonałam się, iż kobieta z niejasnymi objawami medycznymi rzadko bywa traktowana poważnie".
Aktorka wspominała również najtrudniejsze momenty choroby, kiedy przez wiele miesięcy nie znała przyczyny swoich problemów zdrowotnych i obawiała się o własne życie.
"W końcu lekarze skierowali mnie do neurologa. W tym momencie przygotowywałam się na to, iż mogę umrzeć. Cierpiałam tak bardzo, iż myśl o śmierci wydawała mi się potencjalną ulgą. Śmierć wydawała mi się mniej przerażająca niż życie w tym stanie w nieskończoność" - czytamy.
Podkreśliła, iż szczególnie trudna okazała się dla niej praca na planie "The Boys". Jej zmagania z chorobą obserwowali fani na całym świecie.
"Znajdowałam się w centrum uwagi bardziej niż kiedykolwiek. Przechodziłam przez fizyczne piekło związane z przewlekłą chorobą na oczach opinii publicznej. Przechodzenie przez to w samotności jest wystarczająco bolesne emocjonalnie, ale to, iż moje objawy fizyczne były przedmiotem spekulacji, bagatelizowane i lekceważone, było dla mnie druzgocące" - wyznała.
Czytaj więcej: Jej życie wisi na włosku. Przyjaciele martwią się o każdy dzień
Idź do oryginalnego materiału