Kawałki są długie, ale nie opierają się tylko na tremolo przeplatanym rzężeniem a prezentują bogate spektrum muzyki, od dark ambientu przez post-metal i industrial. Tło, efekty, dramaturgia Heir są naprawdę bardzo dobre, co wcale nie musiało być takie oczywiste przy grubo ponad godzinie grania i kawałkach po 8-9 minut. Często mamy do czynienia z naturalnym załamaniem blackowego nakurwu mechaniczną, przemysłową pętlą albo dark ambientowym szumem i zmodulowanym monologiem, płynnie spinającym klamrą całość numeru i nie tworzącym wrażenia posklejania klejem w sztyfcie.
Im dalej w album, tym bardziej nurzamy się w psychodelicznych kosmosach i rozmytych melodiach gdzieś z pogranicza jawy i snu, a mniej trzepiemy kłakami, ale jest to wszystko z głową zrobione i naturalne. Włączyłem se tak o, bo mi się przypomniała okładka i fakt, iż kiedyś miałem sprawdzić nówkę, a tu trafiło się świetne wydawnictwo, które dowozi.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 51 min. temu














