Mroczne Deja vu
W Człowiek Nietoperz z Gotham zauważalne jest interesujące zestawienie dwóch interesujących historii o Gacku z Gotham: Batman. Rok Pierwszy (w tym charakterystyczna czapeczka) i Batman. Powrót Mrocznego Rycerza. Batman współczesny specjalista od superbohaterszczyzny uniwersalnej – Zdarsky’ego to postać, która wyraźnie postarzała, przypominając bardziej Afflecka czy Clooneya niż młodszych kolegów — człowiek, który często jest ranny, ale mimo to nieustannie walczy, napędzany wewnętrzną determinacją i jakąś wewnętrzną agresją. Autor znajduje miejsce dla naszego Bruce’a Wayne w wersji Gotham, gdzie mrocznego mściciela nie ma, a wszyscy desperacko go potrzebują.
Historia stanowi zarówno koniec, jak i początek. To Batman, który czasami wydaje się gotowy zakończyć swoją misję, wspominając czasy, kiedy „wychowywał [swoich] chłopaków” w Wayne Manor i czeka na emeryturę, a jednocześnie staje w nowym świecie z rodzącym się Jokerem. W miarę rozwoju historii jego ręka została odcięta, ale on sam nie poddaje się i staję się prawie iż cyborgiem Batmanem z XXI wieku.
Ciężko powiedzieć, w którą stronę zmierza komiks, ale z pewnością jest to interesująca koncepcja, która odstaje od tendencji odmładzania postaci. Jak okazuje się na kocu historii, jest to wstęp do czegoś większego i stanowi zabieg przeorientowania motywów.
Jednak kilka wpadek
Obok całej tej zawieruchy pojawiają się starzy znajomi i Ci mniej zapamiętani jak choćby Punchline. Największe wrażenie na mnie zrobił Killer Croc, który przypomina tutaj klasycznego Salomona Grundy’ego.
Jak wspomniałem wcześniej, nie wiadomo, jak bardzo sekwencja multiwersalna w The Flash wpłynęła na Zdarsky’ego , ale jako fan Batmana, szczególnie ery po Crisis, czułem się bardziej zadowolony, widząc Batmana z 1989 roku, The Animated Series i Kingdom Come, oraz całej różnorodności Batmana w tej kwestii komiksowej.
Podobnie jak w pierwszym tomie, te pojedyncze numery zawierają także poboczną opowieść rozbitą na pierwsze zeszyty, zatytułowaną The Toy Box, która śledzi Tima Drake’a, znanego również jako Robin, który postanawia uratować Batmana z uniwersum, do którego mógł zostać wysłany przez Failsafe. W związku z tym za cel bierze Toymana i spędzą dużo czasu w Metropolis, gdzie podobnie, jak jego kolega trykociarz w wolnych chwilach spędza czas ze swoim chłopakiem. Czyżby był to zabieg pokazania różnicy między postępowym Metropolis a tradycjonalistycznym Gotham? Z drugiej strony sam koncept pokazania takiej historii, jest interesujący i oryginalny. Opowieść w opowieści jest bezpośrednio związana z główną fabułą i nie służy tylko promowaniu innej serii komiksowej lub nie jest powierzchowną opowieścią, która zostanie zapomniana tak szybko, jak została przeczytana.
Ciekawe zabiegi rysunkowe, nawiązujące do różnych stylów, próba na nowo opowiedzenia klasycznej historii o Batmanie, a także całkiem solidne wydanie, jak na serie outgoingową pozwala na naprawdę ciekawą lekturę.