Słuchaj, Aniu… Może spróbujemy otwartego małżeństwa? zaproponował ostrożnie Wiktor.
Co proszę? Anna nie od razu zrozumiała, o czym mówi mąż. Mówisz poważnie?
A co w tym dziwnego? To zupełnie normalne, wzruszył ramionami Wiktor, starając się zachować pozory spokoju. Przecież w Europie to nic nadzwyczajnego, tam wszyscy żyją w otwartych związkach. Podobno to choćby podsyca związek. Sama kiedyś powiedziałaś, iż na diecie odrobina słodkiego nie zaszkodzi pomaga nie rzucić się na słodycze. Uważam, iż różnorodność też jest potrzebna.
Anna mrugnęła powoli, próbując przetrawić tę propozycję. Porównanie kochanki do czekoladki wydawało się jej albo skrajną głupotą, albo totalną bezczelnością.
Witek… zaczęła. jeżeli tak bardzo pragniesz odejść, to po prostu odejdź jak trzeba. Dam ci wolność, ale nie wciągaj mnie w te swoje brudy.
No co się tak jeżysz! Przecież cię kocham. Po prostu… nie ma już tego ognia. Brakuje iskry, a my śpimy tyłem do siebie i gadamy tylko o zakupach czy opłatach za prąd. To wszystko takie płaskie. Może trochę odmiany nam nie zaszkodzi. Przecież cię do niczego nie zmuszam. Sama się przekonasz spotkasz kogoś, trochę się rozerwiesz. Źle ci będzie?
Anna zmrużyła oczy. Wszystko nagle stało się jasne: Wiktor ją okłamuje. Te uciekające spojrzenia i nerwowe stukanie palcami… On naprawdę potrzebuje wolności już od dawna, nie od dziś.
Powiedz szczerze, masz już kogoś, prawda? zapytała. I teraz próbujesz zrobić ze mnie wspólniczkę, żeby sumienie cie nie dręczyło?
Zaczyna się warknął Wiktor. Gdybym miał kogoś, to bym cię pytał o otwartość? Już żałuję, iż w ogóle zacząłem ten temat. Jesteś jak dama z XIX wieku. Daj spokój
Po tych słowach Wiktor podniósł się urażony i poszedł do drugiego pokoju. Anna została sama ze swoimi myślami.
Dwadzieścia pięć lat. Oddała mu najlepsze lata, znosiła jego wzloty i upadki, brak pieniędzy, ciągłe nadgodziny, na które dziś już patrzy z innej perspektywy A on teraz siedzi najedzony i zadowolony i proponuje jej współudział w zniszczeniu własnej rodziny. Rozerwać się dobre sobie. Jakie to wygodne określenie.
Tej nocy spali osobno. No, przynajmniej próbowali. Anna patrzyła w sufit, potem przez okno i zastanawiała się, jak to się stało, iż ich związek tak się rozpadł. Przecież kiedyś Wiktor przynosił jej ogromne naręcza bzu, ciężko pracował, by wyprawić piękne wesele, a narodziny córki były świętem. Teraz Lepiej, gdyby po prostu odszedł.
Kiedy straciliśmy siebie? Może wtedy, gdy przestała się malować w domu, chcąc zachować piękno już tylko dla siebie? A może wtedy, gdy zapomniał o rocznicy ślubu, tłumacząc się pracą? Choć dziś nie ma już chyba znaczenia, gdzie był ten punkt zwrotny.
Z jednej strony chciała od razu złożyć pozew o rozwód i o wszystkim zapomnieć. Z drugiej jak wyrzucić z pamięci niemal połowę własnego życia?
Może i nie było między nimi namiętności, ale zostały nawyki, wspólny majątek i codzienna rutyna. Wiktor był stabilnym oparciem. Córka, Monika, od dawna mieszkała osobno, jesień życia tuż-tuż, ale przecież przez tyle lat razem wspierali się w chorobach i trudnościach. Wiktor choćby wziął kredyt, by pomóc jej mamie. Niewielu potrafi na coś takiego.
W duszy Anny buzowały mieszane uczucia: żal, strach, złość. Może uważa, iż jestem już nikomu niepotrzebna? pomyślała z goryczą. Że będę siedzieć, gotować mu zupy, robić na drutach wnuczkom i czekać, aż wróci do domu po swoich podbojach?
A właśnie, iż nie.
Dobrze powiedziała mężowi następnego ranka. Skoro tak bardzo chcesz
Co masz na myśli?
Zgadzam się na te twoje otwarte związki.
Wiktor się zachłysnął herbatą. Spodziewał się awantury, a ona spokojnie wyraziła zgodę.
No… Świetnie. Może choćby ci się spodoba rzucił. W ogóle dziś się spóźnię.
Serce Anny zakuło na nowo. Tak szybko?
Wieczór był szary, cichy. Anna czuła się zdruzgotana i porzucona, jakby ktoś wycenił jej wartość i uznał ją za przestarzały model telefonu.
Spojrzała w lustro. Zmęczone oczy, zmarszczki w kącikach, skóra nie taka jak dawniej. Ale sylwetka jeszcze zgrabna, włosy gęste. Może jednak nie jest taka zupełnie nieatrakcyjna? Może to Wiktor się zmienił?
Podobała się innym. Weźmy choćby Andrzeja z sąsiedniego działu. Pracował z nimi od miesiąca.
Przystojny facet z siwizną na skroniach, lekko zachrypniętym głosem i figlarnym spojrzeniem. Od razu zauważył Annę. Komplementował, przepuszczał w drzwiach, stawiał kawę. Zapraszał na lunch, a tydzień temu zaproponował wspólną kolację.
Andrzeju, jestem na diecie. Nazywa się żona odparła wtedy Anna z uśmiechem.
Aniu, małżeństwo to pieczątka, nie wyrok uśmiechnął się Andrzej. Ale nie będę nalegał.
Wiktor chciał otwartego związku? Chciał, żeby się rozerwała? Proszę bardzo.
Dobry wieczór, Andrzeju. Twoja propozycja kolacji przez cały czas aktualna? Wygląda na to, iż mam trochę wolnego czasu i chęć złamać dietę napisała mu w komunikatorze.
To nie była zemsta. Anna po prostu chciała poczuć się znowu kobietą. Ożywić swoje ja, które mąż zdeptał w przeciągu dwóch dni.
Tego wieczoru Andrzej okazał się idealnym dżentelmenem. Przesuwał jej krzesło, dolewał wino, słuchał z uwagą, a jego spojrzenie jakby była najważniejsza w restauracji.
Chociaż czuła lekkie zażenowanie, tak naprawdę budziło się w niej coś, o czym dawno już zapomniała: ekscytacja i pragnienie bycia w centrum uwagi. Nareszcie znalazła w życiu coś poza garami i brudnymi skarpetami Wiktora.
Chcesz do mnie pojechać? zapytał Andrzej, kiedy skończyli deser. Weźmiemy wino po drodze, obejrzymy coś razem Przedłużmy ten miły wieczór.
Anna skinęła głową. W środku coś krzyczało: Ocknij się! Ale w głowie od razu pojawiła się twarz Wiktora, który sam przecież powiedział, żeby się rozerwała.
Gdy już byli u Andrzeja, zadzwonił telefon. Mąż. Anna odrzuciła połączenie. Drugi raz, trzeci bez skutku.
Halo? odpowiedziała w końcu, usiłując zachować spokój.
Gdzie się włóczysz?! najechał na nią Wiktor. Dziesiąta, w domu pustki, a ciebie nie ma! Zgłupiałaś?! Coś ty sobie wyobrażała?!
Anna aż zaniemówiła. Andrzej, słysząc sprzeczkę, grzecznie wyszedł do drugiego pokoju. Cała atmosfera zniknęła.
Wiesz co, Witek jestem na randce.
Słucham!? Jakiej randce?!
Mam ci to łopatologicznie tłumaczyć? Sam wczoraj chciałeś mieć otwarty związek. Powiedziałeś: odpręż się, spotkaj się z kimś. No to się spotkałam. O co ci teraz chodzi?
Zapadła cisza, którą przerywał tylko ciężki oddech męża. Po chwili emocje wybuchły.
Ty Ty naprawdę poszłaś do faceta? To był żart! Sprawdzałem cię! Spraw-dza-łem! Czekałaś tylko na sygnał, tak? Obraziłaś się na dzień, a już pobiegłaś do pierwszego lepszego?
Anna zupełnie się pogubiła.
A sam gdzie dziś byłeś?
Nigdzie! W pracy byłem, i tyle! Wiesz co, mam tego dość. Albo się pakujesz, albo ja wychodzę. Rozwód.
Wiktor odłożył słuchawkę. Anna patrzyła tępo w ścianę, czując, jak narasta w niej wstyd i upokorzenie.
Wszystko w porządku? zapytał Andrzej.
Tak to drobiazg próbowała się uśmiechnąć, ale nie wyszło.
Aniu spojrzał na zegarek. Chyba lepiej, jeżeli pojedziesz do domu i wszystko przemyślisz.
Bajka się skończyła. Zamiast karet, dynia a zamiast rycerza, mężczyzna, który nie chciał babrać się w czyichś problemach. Można go zrozumieć liczył na miły wieczór, nie cudze rodzinne dramaty.
Może trzeba było od razu pójść do sądu. Ale mądrość zwykle przychodzi z opóźnieniem.
Tamtej nocy Anna nie wróciła do domu. Pojechała do hotelu. Nie miała siły wracać do rozeźlonego męża. Potrzebowała czasu, by się pogodzić z tym, iż stare życie już nie wróci.
Minęły trzy lata…
Przez ten czas życie samo wyrzeźbiło z niej nowego człowieka, choć bolało.
Wiktor błyskawicznie znalazł sobie nową partnerkę jeszcze przed zakończeniem formalności. Ale kobieta opuściła go równie szybko, kiedy sprzedali wspólne mieszkanie. Przy okazji sprytnie przywłaszczyła sobie jego część pieniędzy.
Niczego nie wyszło też z Andrzejem. Mijali się czasem w pracy, ale tylko wymieniając grzecznościowe słowa. Anna zrozumiała: ci, którzy chętnie zostają kochankami, uciekają, gdy pojawia się szansa na życiowego partnera albo choćby realne wsparcie.
Anna nie szukała już nikogo. Kiedy zamieszkała w swojej nowej kawalerce, odkryła, iż ma mnóstwo wolnego czasu i sił. Dawniej pochłaniały je domowe obowiązki i spełnianie zachcianek Wiktora. Teraz zadbała o siebie nie z myślą o kimś innym, ale dla własnej satysfakcji.
Ranne pływanie pomogło na ból pleców, lekcje angielskiego pobudzały umysł, przeszła na krótkie włosy i całkowicie odświeżyła garderobę.
A najważniejsze została babcią.
Jej córka, Monika, pół roku temu urodziła córeczkę. Gdy wybuchła afera rozwodowa, Monika stanęła po stronie ojca Wiktor potrafił świetnie udawać ofiarę, opowiadał niestworzone historie, jak to Anna porzuciła rodzinę dla kochanka, zdradziła, skrzywdziła go.
Ale czas wszystko ustawia na swoje miejsce. Monika przyjechała do matki, by się rozmówić, zadać pytania, zobaczyć prawdę w jej oczach. Zobaczyła nie rozrywaną lafiryndę, o której mówił ojciec, ale zmęczoną, ale uczciwą kobietę.
Anna opowiedziała szczerze, jak to było. Że to Wiktor wyszedł z inicjatywą. Że tak naprawdę od dawna czuła się w małżeństwie samotna. Monika, już sama będąc mężatką, po raz pierwszy zrozumiała matkę. Zwłaszcza, gdy jej tata gwałtownie znalazł sobie nową miłość. Wtedy już całkowicie przeszła na stronę Anny.
Teraz Anna siedziała w kuchni u Moniki, tuląc na rękach wnuczkę. Mała Sonia z ciekawością łapała babcię za palec.
Tata znowu dzwonił… westchnęła Monika. Chce wpaść zobaczyć Sonię.
I co odpowiedziałaś? spytała spokojnie Anna.
Powiedziałam, iż nas nie będzie w Warszawie wzruszyła ramionami córka. Nie mam ochoty go wpuszczać. Najpierw obrzuca cię błotem, potem niby żałuje. Każe mi mediować. Zawsze, gdy się pojawia, boli mnie głowa. choćby nie chcę, żeby próbował skłócić Sonię z tobą. Niech sobie żyje w tej swojej wolności…
Anna milczała, mocniej przytulając wnuczkę do piersi.
Wiktor dostał to, czego pragnął: absolutną wolność. Już nikt nie wymagał czułości, nikt nie przeszkadzał przy oglądaniu telewizji. Jednak ta wolność miała gorzki posmak samotności. Przekonał się o tym zbyt późno.
Morał? Warto rozmawiać, zanim podejmie się decyzje, które na zawsze zmieniają życie. Bo czasem to, co wydaje się wyzwoleniem, okazuje się największym ciężarem i pustką. Szczęście nie leży w szukaniu nowych bodźców tylko w szacunku do drugiego człowieka i siebie samego.








