Jak informuje serwis „Goniec”, tegoroczna gala Fryderyków przyniosła nie tylko muzyczne emocje i rozdanie najważniejszych nagród w branży, ale również moment, który błyskawicznie rozgrzał internet. Tuż przed ogłoszeniem zwycięzcy w kategorii Singiel Roku prowadzący Krzysztof Zalewski pozwolił sobie na serię politycznych aluzji, zaskakując zarówno publiczność, jak i współprowadzącą Gabi Drzewiecką. W centrum żartu znaleźli się Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro.
Żart ze sceny. Padły nazwiska Kaczyńskiego i Ziobry
Wieczór od początku miał luźny, swobodny charakter. Prowadzący chętnie wychodzili poza sztywny scenariusz, wplatając do rozmów humorystyczne komentarze i spontaniczne uwagi. Jednym z bardziej zapamiętanych momentów okazała się wymiana zdań poprzedzająca prezentację nominacji do Singla Roku.
Gabi Drzewiecka zapytała w pewnym momencie o „najpopularniejszego singla w Polsce”. Zamiast odpowiedzi związanej z muzyką Krzysztof Zalewski rzucił nazwisko Jarosława Kaczyńskiego, czym wywołał natychmiastową reakcję na scenie i śmiech części publiczności. Po chwili kontynuował żart:
– Okej, okej… czekaj. Zbigniew Ziobro. A nie, wróć, on pojechał do Stanów z jakimś swoim partnerem. To Sławek Uniatowski. Marcin Prokop. Michał Wiśniewski – mówił ze sceny.
Jeden z najgłośniejszych chwil
Współprowadząca gwałtownie próbowała skierować rozmowę z powrotem na temat muzyki, zaznaczając, iż gala dotyczy przede wszystkim artystów i singli w dosłownym znaczeniu. Żart jednak zdążył już przyciągnąć uwagę widzów i niemal natychmiast zaczął krążyć w mediach społecznościowych.
Choć cała sytuacja miała lekki charakter, stała się jednym z najgłośniej komentowanych fragmentów tegorocznych Fryderyków. Pokazała też, iż choćby podczas oficjalnych wydarzeń transmitowanych na żywo nie brakuje miejsca na improwizację i odniesienia do bieżącej polityki.














