Głuptaska
Każdy uważał Kasię za głuptaskę. Z mężem mieszkała już piętnaście lat. Mieli dwójkę dzieci: Mariolkę, lat czternaście, i Stasia, lat siedem. Mąż zdradzał ją niemal jawnie. Swoją pierwszą przygodę miał już na drugi dzień po ślubie z kelnerką z restauracji. A potem? Tyle razy, iż palców obu rąk i nóg by zabrakło. Koleżanki próbowały otworzyć jej oczy, ale Kasia tylko uśmiechała się słodko i milczała.
Pracowała w fabryce zabawek jako księgowa. Jej zdaniem, pensja wręcz mikroskopijna, a robotą zasypywali ją po same uszy. Nieraz musiała siedzieć w pracy choćby w weekendy. Kwartalne i roczne sprawozdania oznaczały noce spędzone w firmie, nie w domu.
Mąż zarabiał całkiem nieźle. Ale gospodyni z Kasi była, delikatnie mówiąc, żadna. Ile by nie dał pieniędzy na życie, zawsze brakowało na jedzenie, w lodówce przeciąg, a z gotowania w porywach barszcz i kotlety z makaronem. Tak to sobie żyli. Znajomi ze zdziwieniem patrzyli, gdy Walerian pojawiał się z kolejną sympatią. Często wracał do domu, jak to się mówi, trzeźwiejszy niż suchy liść w listopadzie.
Eee, Kasiuś to naiwna, po co znosić takiego hulakę?
Pewnego dnia, na dziesiąte urodziny Stasia, mąż wrócił do domu i oznajmił, iż chce rozwodu. Powiedział, iż się zakochał i rodzina już mu nie odpowiada.
Kasia, nie obrażaj się, ale składam papiery rozwodowe. Ty jesteś chłodna jak karp w galarecie. Gdybyś chociaż gotować umiała! Ale i tego nie masz.
W porządku, zgadzam się na rozwód powiedziała spokojnie Kasia.
Walerian aż się zachwiał na krześle, spodziewał się awantury, płaczu i łez jak Wisła w czasie powodzi. Takiego spokoju od swojej żony się nie spodziewał.
Dobrze, to się pakuj, ja ci przeszkadzać nie będę. Jutro wrócę, to zostaw klucz pod wycieraczką.
Kasia spojrzała na niego z cichym, lekko podejrzanym uśmieszkiem. Coś mu się nie zgadzało, ale zaraz o tym zapomniał, planując swoją szczęśliwą przyszłość już nie z Kasią i dzieciakami.
Następnego dnia wrócił do mieszkania ze swoją nową miłością. Zagląda pod wycieraczkę klucza nie ma. Trochę mu to popsuło humor.
No trudno, wymienię zamki i po sprawie.
Chciał otworzyć drzwi swoim kluczem i nic z tego. Zadzwonił dzwonkiem. Otworzył mu facet wyglądający jak pół podkarpackiego rugby teamu, w kapciach i szlafroku.
Czego chcesz, chłopie?
adekwatnie to moje mieszkanie Walerian wydukał niepewnie.
Z tym to bym się spierał. Masz jakieś dokumenty? Proszę pokazać papiery.
Dokumentów od mieszkania oczywiście nie miał przy sobie. Do środka go nie wpuścili. Nagle przypomniał sobie o dowodzie osobistym z adresem. Gorączkowo zaczął szukać i w końcu znalazł.
Proszę, tu dowód i adres zameldowania.
Gość w szlafroku niechętnie zajrzał do dokumentu, przewrócił oczami i oddał mu papier.
Kiedy ostatni raz otwierałeś ten kawałek plastiku?
Walerian poczuł, jak rośnie mu gula w gardle. Otworzył dowód na stronie z meldunkiem. Dwa pieczątki: zameldowanie i wymeldowanie. Wymeldowanie sprzed dwóch lat.
Jak to się mogło stać? Nie dyskutował z kibolem w szlafroku. Zadzwonił do Kasi, ale ta była poza zasięgiem.
Czekał na nią pod fabryką, ale i tu pech dowiedział się, iż Kasia już od roku tam nie pracuje. Córka wyjechała na studia za granicę, a syn? Przecież Staś powinien być w szkole. Ale i tam rozczarowanie Staś przeniesiony do innej placówki już rok temu, a tacie informacji nie wolno udzielić.
Walerian był całkiem rozbity. Usiadł na ławce i złapał się za głowę. To ta jego niemota Kasia tak wszystko wywinęła? Jak ona mogła sprzedać mieszkanie? No, trudno, wszystko wyjaśni na rozprawie. Za tydzień rozwód.
Na rozprawę przyszedł nabuzowany, gotowy oskarżyć Kasię o przekręt i odzyskać co swoje. I tu wszystko się wyjaśniło. Okazało się, iż dwa lata temu pokwitował własnoręcznie pełnomocnictwo generalne dla żony. Wtedy, gdy poznał Elżbietę oszałamiającą kobietę, która zawróciła mu w głowie. Kasia wtedy ciągle prosiła o jakieś podpisy do papierów córki, a on, żeby mieć spokój, podpisał to, co mu dała, bo prawnik doradził, żeby nie zawracać sobie głowy. Tak sam siebie pozbawił wszystkiego, co miał.
Został z niczym i na dodatek, gdy Elżbieta dowiedziała się, iż nie ma mieszkania, wyparowała jak kamfora.
No, dobrze pomyślał przynajmniej będą alimenty, to sobie odbiję. Ale i tu go czekała niespodzianka. Kasia nie złożyła pozwu o alimenty, tylko o zaprzeczenie ojcostwa! Obaj dzieci to wynik jakby to rzec innych relacji.
Kasia bowiem w dniu ślubu podpatrzyła, jak Walerian baraszkuje z kelnerką. Coś jej się wtedy przełączyło, i już postanowiła się zemścić w kreatywny sposób. Najpierw zdrada za zdradę, potem zaczęła oszczędzać. Wszelkie pieniądze, które dawał na dom, odkładała. W domu łysa bieda, natomiast dzieci najedzone, ubrane bo jadły u babci. Mama Kasi tylko kręciła głową i ostrzegała:
Kasiu, zemsta cię zniszczy, a dzieciom poharatasz psychikę!
Ale ona, niczym saper na wściekłość, szła do celu. Gdy już postawiła na swoim, dla formalności zrobiła testy DNA, choć i bez tego wiedziała, od kogo ma dzieci.
To już był cios poniżej pasa. Strata mieszkania to drobiazg w porównaniu z informacją, iż dzieci nie są jego.
Tak to już jest nie drażnij skrzywdzonej kobiety, bo w gniewie potrafi zrobić rzeczy, o których facetom choćby się nie śniło!













