Glorious Leader i Ragnar Ólafsson dla wspaniałej publiczności

gazetatrybunalska.info 10 godzin temu

Dwóch facetów: Kyle Woolard (USA) i Ragnar Ólafsson (ISL) przyjechało z końca świata do domu kultury w Wolborzu i całkowicie zawładnęło sercami publiczności. A publiczność była najlepsza, jaką można sobie wymarzyć. 25 września dotarła tu z różnych miejsc.

Jak to możliwe, aby do 2,5-tysięcznego Wolborza trafili muzycy z USA i Islandii, w dodatku tacy, którzy grają nie dla pieniędzy, ale dla ludzi? Borówka Music to mała agencja koncertowa prowadzona przez Bartłomieja Borowicza, która specjalizuje się w organizacji występów w kameralnych miejscach, często w mieszkaniach, klubach, bibliotekach, księgarniach, szpitalach, zakładach karnych – wszędzie tam, gdzie kontakt z widownią jest bezpośredni i żywy.

W swoim portfolio agencja posiada wykonawców z szeroko rozumianej sceny niezależnej, czyli takich, których próżno szukać na plenerowych spędach, gdzie rządzą piwo w plastiku i karkówka z grilla oraz w reklamach pasztetu, fast foodów, banków i firm ubezpieczeniowych. Takich twórców jest mnóstwo na obu półkulach, w tym oczywiście w Polsce. Ich naturalnym środowiskiem nie są komercyjne stacje muzyczne, publiczne telewizje, ale internet – rozgłośnie radiowe, platformy streamingowe i serwisy takie jak YouTube czy Vimeo.

No więc jeżeli połączy się wyobraźnię kierownictwa Wolborskiego Centrum Kultury i możliwości Borówki, sukces jest murowany, a przy tym apetyczny.

Kyle Woolard

Kyle Woolard (Glorious Leader) na estradzie. Foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Ma 38 lat i pochodzi z Martinsville w południowej Wirginii, niewielkiego miasta położonego w górach Appalachów. Do Charlottesville przyjechał w 2006 roku na studia i właśnie tam rozpoczął swoją muzyczną drogę, zakładając „The Anatomy of Frank” – zespół, z którym koncertował po USA i Europie. Grupa podjęła się zresztą nietypowego przedsięwzięcia: nagrania siedmiu albumów, po jednym na każdy kontynent. Woolard studiował astrofizykę, a z czasem przeniósł się do Vermontu i zamieszkał w Glover, w położonym na północnym wschodzie stanu regionie Northeast Kingdom. Tam zbudował dom z bali i małe studio, w tej chwili nagrywa pod szyldem Glorious Leader i jest samowystarczalny jako wokalista, multiinstrumentalista i autor piosenek.

Na scenie grał na instrumentach klawiszowych, gitarze elektrycznej i ukulele, które, jak tłumaczył, należało kiedyś do jego dziadka. W tle wyświetlane były fotografie krajobrazów z okolic, w których mieszka. Potęga przyrody, puste przestrzenie – to wszystko można było usłyszeć w jego piosenkach. To muzyka żywcem wyjęta z amerykańskich filmów obyczajowych – widz ma wrażenie, iż wie, co zaraz się wydarzy, ale scenariusz potrafi zaskakiwać.

Utwory Woolarda, choć miejscami dość dramatyczne, gdy śpiewa o uczuciach, w całości są bardzo pozytywne, co sprawia, iż wokalista bardzo gwałtownie zjednuje sobie słuchaczy. Takich twórców, takiej twórczości nie można nie lubić. Refleksyjna, ciepła, chwilami bożonarodzeniowa, interesująca pod względem muzycznym i instrumentalnym. Fajna.

Ragnar Ólafsson

Ragnar Ólafsson przed publicznością w Wolborzu. Foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Urodził się 45 lat temu, mieszka w stolicy Islandii – Reykjavíku. Jest muzykiem, kompozytorem, producentem i autorem, a jego muzyczna droga prowadziła przez wiele gatunków – od jazzu, folku i rocka po metal. W 2008 roku założył wraz z Danielem Auðunssonem i Gunnarem Már Jakobssonem zespół „Árstíðir”, który z czasem stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych islandzkich zespołów folkowych. Grupa wydała dziewięć albumów studyjnych i koncertowała w ponad 30 krajach. Ragnar od lat działa również solo, a jego muzyka jest mocno związana z podróżowaniem – albumy powstawały m.in. podczas podróży motocyklem po Kolorado, rejsu w dół Missisipi czy wyprawy do Meksyku. Jest także kompozytorem muzyki filmowej i telewizyjnej oraz autorem książki o nordyckiej kulturze i muzyce Wysp Owczych. Z Kyle’em Woolardem łączy go wieloletnia przyjaźń. Woolard wielokrotnie koncertował z „Árstíðir”, zarówno jako solista, jak i z „The Anatomy of Frank”, więc ich wspólna trasa po Europie Środkowo-Wschodniej (w tym cztery występy w Polsce) nie jest przypadkowym spotkaniem, ale kolejnym rozdziałem dłuższej muzycznej znajomości.

Ólafsson, choć jest Islandczykiem z krwi i kości, wygląda i śpiewa jak Teksańczyk, jak ktoś, kto wysiadł ze starego pikapa na drodze pokrytej piaskiem niesionym z pustyni. Najbliższe miasteczko jest oddalone o wiele mil, powietrze drży od gorąca i nie wiadomo, co niedługo się stanie. jeżeli wykonawca i jego piosenki budzą takie skojarzenia, musi być bardzo wiarygodny nie tylko w swojej twórczości, ale i w emploi.

Jedna z kompozycji, zaśpiewana wspólnie z publicznością, poświęcona została Łodzi („In Lodz”). To nie przypadek. Z tego miasta pochodzi Marta – dziewczyna Ragnara, którą poznał podczas jednego z występów. I jak to bywa w życiu, a szczególnie w drodze – zakochał się. Dzięki tej relacji dość gwałtownie zaczął rozumieć język polski, a choćby wypowiadać, w sposób zabawny, pierwsze zdania.

Jest więc szansa, iż przyjaźń polsko-islandzka będzie kwitnąć, a to także dlatego, iż Polacy są na Islandii stanowią najliczniejszą grupą narodowościową, a poza tym wyspę na Oceanie Atlantyckim zamieszkują w równym stopniu rybacy, co muzycy. A muzyka łączy ludzi bardziej niż wino i kobiety. O wielości i różnorodności muzyki tworzonej na Islandii można się przekonać choćby za pośrednictwem radia KEXP, które reklamuje się w ten sposób: „KEXP is a nonprofit radio station and an international community of music lovers and music makers”.

Wynika z tego prosty wniosek. Każdy muzyk wywodzący się z Islandii wart jest wysłuchania, bo to co islandzkie jest po prostu świeże i dobre. Pierwsza była Björk – ikona alternatywy i ambasadorka tamtejszej muzyki na świecie.

Tak właśnie ujmuje się słuchaczy. Woolard & Ólafsson. Foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Na bis Kyle i Ragnar wystąpili wspólnie przed odbiorcami – dosłownie, stanęli przed pierwszym rzędem i razem zaśpiewali. A ludzie bili brawa długo, nim zniknęli za drzwiami.

W zaimprowizowanym sklepiku były płyty i choćby kasety, na które powoli wraca moda, podobnie jak wcześniej na płyty winylowe. Co tu zresztą dużo pisać – zdjęcia z holu mówią same za siebie.

A teraz film. Obraz jest trochę niestabilny, ale trudno.

→ M. Baryła

27.09.2026

• foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska

• więcej o wydarzeniach w WCK: > tutaj

• więcej o koncertach: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału