Jędrek Wawrzyniak: Mamy chęć dostarczania eventów

kulturalnemedia.pl 1 godzina temu

Red Smoke Winter powraca! Po dziesięciu latach zimowa edycja największego polskiego wydarzenia dla słuchaczy sceny heavy-retro-stoner-doom-psychodelic rockowo/metalowej znów zagości w Poznaniu. O samej inicjatywie, planach na letnie święto muzyki psychodelicznej i bookingach na scenie metalowej Wojciech Miśkiewicz rozmawiał z organizatorem Jędrkiem Wawrzyniakiem.

Wojciech Miśkiewicz: Wracacie z szyldem Red Smoke Winter po 10 latach. Wtedy wystąpiły formacje Stoned Jesus, Dopelord i Sunnata. Co was skłoniło do powrotu do tej inicjatywy akurat teraz?

Jędrek Wawrzyniak: Przede wszystkim pojawiło się miejsce, w którym możemy to zrobić, bo Poznań od wielu lat jednak cierpi na brak wystarczającej ilości klubów o potrzebnej nam pojemności. Mamy raczej przeskok między miejscami na dwieście osób, a potem na tysiąc i więcej. A my potrzebujemy czegoś w połowie. Często też interesujące nas lokale były niedostępne. Pojawił się Pawilon niedawno, w którym zaczęliśmy robić koncerty. Tam też ciężko o terminy, ale mamy dobre relacje. Druga sprawa, to chęć zrobienia po prostu jakichś eventów, niekoniecznie letniego. Dostajemy masę ciekawych ofert jako festiwal, często właśnie na jesień czy zimę. Stwierdziliśmy, iż dobrze byłoby to wykorzystać, szczególnie bookować zespoły, które nie zawsze są do Polski zapraszane.

W.M: Nie masz wrażenia, iż właśnie zabrakło na scenie stoner-doom metalowej budowy u podstaw? Małych wydarzeń, które też przenosiłyby się na frekwencję tych większych? Jeszcze przed pandemią mieliście zawsze wyprzedawane edycje, podobnie nieistniejący już Soulstone Gathering. Było dużo pojedynczych wypełnionych koncertów.

J.W: Myślę, iż w pewnym momencie trochę zjedliśmy własny ogon wszyscy w tym gatunku. W momencie, gdy zaczęło się to robić popularne, było kilka małych inicjatyw, które się zaczęły tym zajmować. Później ludzie się zainteresowali i zaczęło się robić dużo wydarzeń, często zapraszających te same zespoły. Niekoniecznie ściągano perełki, tylko bazowano na ogólnodostępnych klasykach. Wydaje mi się, iż się przesyciła ta scena kilka lat temu. Plus nie jesteśmy mimo wszystko mainstreamem, więc każdy z tych koncertów był pewnego rodzaju ryzykiem. Koncerty bywały wyprzedane, ale mimo wszystko nie zdarzało się to jakoś bardzo często. Koledzy z Soulstone Gathering prężnie działali też z koncertami nie festiwalowo, tylko już poza właśnie poza. Fajnie, iż coś takiego się pojawiło. Trzy, od kilku lat też Ci więksi gracze się zajmują bookowaniem tych bandów. Większość z nich siedzi w metalu, ale dla nich nasze fundamenty, zespoły stoner-doomowe są tylko jednym z elementów działalności. Najmniejszym ciężej jest walczyć o te zespoły, mamy mniejsze zasoby. Nie oszukujmy się też, cała scena muzyczna po covidzie zaliczyła kryzys i każdy walczy o to, żeby to się wszystko spinało. Zespoły są droższe, transporty, lokale, noclegi. Jest masa różnych czynników, które spowodowały to, iż w pewnym momencie trochę gdzieś tam się to zainteresowanie zmniejszyło.

W.M: Jak to niestety w biznesie bywa – mniejsi gorzej zniosą kryzysy na rynku, a więksi mniej lub bardziej, ale i tak wyjdą na swoje.

J.W: Tak, tak to działa. Rynek też był przerzedzony bardzo różnymi małymi składami. jeżeli chodzi o organizatorów, no to w Polsce Mystic Festival wiedzie prym jeżeli chodzi o ściąganie dużych nazw. Mają zasoby na to. I dobrze, iż to robią. Chociaż nie ukrywam, iż też trochę weszli na nasze tereny. Więc faktycznie nam jest trochę trudniej bukować zespoły.

W.M: Właśnie edycja Winter też jest chyba pokazaniem środowisku, iż działacie nie tylko latem, podczas letniej lipcowej edycji. Wystąpią 20 listopada w poznańskim Pawilonie jako gwiazdy Belzebong, Wyatt E. I Five The Hierophant.

J.W: Chodziło też nam o to, iż skoro zbliża się zima, to robimy mroczniejsze klimaty. Letnie edycje są bywają mocno wypełnione psychodelicznym, letnim graniem. A tu wprowadzamy ciężar. Belzebonga dawno nie było w Poznaniu, a to duży zespół na naszej scenie. Dwa pozostałe zespoły, które wymieniłeś mają po prostu trasę, trzeba było trochę dopasować pod nich. Jest też Neander, który chyba nigdy jeszcze w Polsce się nie pojawił, a to inne granie, bardziej postmetalowe.

W.M: A czemu edycja Winter, a nie Autumn? Listopad to jesień, a nie zima.

J.W: Termin po prostu akurat był związany z tym, iż te zespoły są dostępne, plus ta data była jednym najbardziej atrakcyjnych w tym okresie. Wykorzystaliśmy nazwę, która kojarzyła z nami, żeby nie wymyślać na siłę nowej formuły.

W.M: Tym na co wszyscy najmocniej jednak czekamy jest lato, główna edycja, połowa lipca w Pleszewie. Co możesz powiedzieć o tej przyszłorocznej edycji?

J.W: Mogę jedynie zdradzić, iż line-up jest praktycznie pełny. Headlinerzy już są tak naprawdę dopięci. Toczy się teraz walka, kto wejdzie do line-upu, a kto nie. Mamy strasznie dużo zgłoszeń, też są nasi faworyci i próbujemy to złożyć w całość, żeby tak jak co roku było eklektycznie każdego dnia. Żeby nie było to skupione na jednym klimacie, żeby każdy mógł coś sobie wybrać z każdego dnia. Maszyna ogłoszeń i promocji niedługo ruszy. Data jest ustalona, to 9-11 lipca, jak zawsze drugi weekend lipca. Pozostanie pole namiotowe, które w tym roku zostało uruchomione w nowej formule. Było bardzo ciepło przyjęte. Oczywiście będziemy je jeszcze aktualizować, żeby było jeszcze bardziej dostępne dla wszystkich, ciekawsze. Niedługo też wejdą karnety do sprzedaży. Bardzo możliwe, iż pierwsze ogłoszenie właśnie na Winter Edition.

W.M: Doskonale pamiętam pole namiotowe z poprzednich edycji. To nowe to takie pójście za tym, iż choćby weterani festiwalu, najaktywniejsi uczestnicy są co raz starsi i potrzebują chwili wytchnienia od dźwięku i koncertów?

J.W: Jesteśmy trochę starsi jako organizatorzy, więc potrafimy lepiej zrozumieć tych, którzy męczyli się kilka lat temu przy głośnych dj-setach. Dwa, zostaliśmy trochę zmuszeni do tego, ponieważ ta część ze starym polem namiotowym ma być remontowana. Chcąc nie chcąc musieliśmy znaleźć jakąś alternatywę. Wcześniej nie było na to opcji, a przez remonty dogadaliśmy się z miastem i wydzielono nam nowy teren. Muszę przyznać, iż w tym roku było widać po ludziach, iż są bardziej wypoczęci, chociażby w niedzielę, gdy zwykle już wiele osób wraca do domu po koncertach. Tu do ostatniego momentu był komplet i było widać, iż wszyscy się bawią, wszyscy mają energię. Bo mogli po prostu się wyspać a nie, mówiąc ironicznie, walczyć o życie podczas dj-setów. Nowe pole namiotowe też jest w małym lasku. O wiele łatwiej przetrwać jeżeli pada deszcz, upały także są bardziej znośne. Wydaje nam się, iż jest to bardzo komfortowa i najlepsza opcja. Jest też jeszcze choćby bliżej do głównego wejścia na festiwal. Raz jeszcze serdecznie zapraszam na Winter Edition. Będzie trochę eksperymentu, trochę mroku, będzie zespół Neander z Niemiec, który jeszcze się nie pojawiał w naszych pięknych polskich progach. Wyatt E., Five The Hierophant to klasa sama w sobie. Będą też kochane chłopaki z Astral Nomad, z południa Polski, coraz lepiej sobie radzą. Świetny band. Bardzo lubię ich słuchać i oglądać. Wisienką na torcie będzie Belzebong. Zapowiada się świetny, klimatyczny wieczór. Mam też nadzieję, iż wiele osób pozna miejsce, którym jest Pawilon, bo jest to cudowna sala koncertowa, a wiele osób choćby z Poznania jej nie zna. A wracajac do Red Smoke Festival 2027 w lipcu, zapraszam serdecznie, będzie znowu wszystko pod szyldem naszego hasła The Less You Know The Better. Mogę obiecać wiele eksperymentów, wiele dziwnych projektów, które nigdy nie były w Polsce. Znowu będziemy sprowadzać zespoły choćby z Azji. Headlinerzy też was nie zawiodą, jednym z nich będzie zespół, który próbowałem od 6 lat zaprosić. To było moje osobiste marzenie, tyle mogę jedynie zdradzić.

Idź do oryginalnego materiału