Prawie dekadę temu George R.R. Martin postanowił podzielić się ze swoimi miłośnikami listą ulubionych filmów z gatunku fantasy. Jedno z dzieł wskazanych przez pisarza w rozmowie z The Daily Beast uchodzi za absolutne arcydzieło współczesnego kina, które sięgnęło po 17 Oscarów. Do osobistego rankingu autora trafiły również hity lat 80. oraz zapomniane perły, o których połowa widzów mogła choćby nie słyszeć.
10 najlepszych filmów fantasy według George'a R.R. Martina. Nie tylko trylogia "Władcy Pierścieni"
George R.R. Martin na pierwszym miejscu zestawienia zamieścił ponadczasową trylogię "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona, która ze względu na miłość, jaką ekipa filmowa darzyła oryginał, okazała się godnym hołdem dla twórczości J.R.R. Tolkiena.
Choć adaptacja z lat 2001-2003 pod wieloma względami odchodziła od "spisanej" opowieści o małej istocie zdolnej zmienić bieg historii, zachwyciła widownię równowagą między efektami praktycznymi a innowacyjnymi wówczas efektami komputerowymi, epicką muzyką skomponowaną przez Howarda Shore'a, zapierającymi dech w piersiach krajobrazami Nowej Zelandii, pieczołowitą produkcją (m.in. kostiumami, scenografią i charakteryzacją) oraz subtelną, pasującą do konwencji grą aktorską.
"To była tak wierna i pełna szacunku adaptacja [...]. jeżeli nie lubisz tych filmów, to znaczy, iż nie lubisz fantasy" – napisał Martin na łamach The Daily Beast.
Dalej słynny fantasta wymienił film przygodowy "Narzeczona dla księcia" Roba Reinera z 1987 roku, która umiejętnie połączyła satyrę, romans z historią z serii "od zera do bohatera", kultowy musical w technikolorze, czyli "Czarnoksiężnika z Oz" Victora Fleminga z 1939 roku, a także inspirowane średniowieczem i opowiastkami o bandytach dzieło "Zaklęta w sokoła" Richarda Donnera z połowy lat 80.
"Romantyczna fantazja w dobrym wykonaniu. [...] Przejmująca, sugestywna, słodka, smutna i magiczna. Została pięknie zagrana, wyreżyserowana i nakręcona, a następnie niemal zrujnowana przez jedną z najgorszych ścieżek dźwiękowych, jakie kiedykolwiek powstały" – tak ocenił film reżysera "Goonies".
Dalsza część artykułu poniżej.
Następnie Martin nazwał "Pogromcę smoków" Matthew Robbinsa, który bywa mylony "ze znacznie gorszym 'Ostatnim smokiem'", niedocenionym przykładem mrocznej fantastyki, a komedię "Monty Python i Święty Graal" pochwalił za zabawną interpretację legend arturiańskich. "Jedźmy do Camelotu! Tak, to głupie miejsce, ale właśnie za to je kocham" – czytamy w artykule TDB.
Ostatnimi filmami fantasy wytypowanymi przez twórcę Westeros, bez którego nie powstałyby serialowe adaptacje "Gry o tron", "Rodu smoka" (kroniki Targaryenów) i "Rycerza Siedmiu Królestw" (opowiadań o błędnym rycerzu Duncanie Wysokim i jego giermku Jaju), są: "Mroczne miasto" Alexa Proyasa, "Labirynt fauna" Guillermo del Toro, czarnobiała "Piękna i Bestia" Jeana Cocteau oraz "Poszukiwacze zaginionej Arki" Stevena Spielberga.














