„Freak Show” – wbrew normatywnym definicjom | Recenzja | Millennium Docs Against Gravity 2026

filmawka.pl 3 dni temu

Jak zbudować dumę z tego, co społecznie funkcjonuje jako obraz porażki? Jak umiejętnie rozbroić popularne klisze kulturowe, które ustawiają optykę na wszelką inność? Takimi pytaniami zapowiadano performans Freak Show, inaugurujący otwarcie nowej siedziby Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Do występu zaproszono cztery osoby artystyczne, które łączy doświadczenie niepełnosprawności. Kuratorzy wydarzenia – Filip Pawlak i Łukasz Ronduda – postanowili udokumentować proces przygotowań, a podczas Millennium Docs Against Gravity można zobaczyć go w formie pełnometrażowego filmu. Dokument od początku ustawia się jednak nie tyle jako zapis prób, ile intymna obserwacja procesu negocjowania własnej widzialności.

Freak Show to przede wszystkim wspaniała galeria postaci – filmowych, ludzkich i artystycznych. Najpierw do projektu dołącza Nadia Markiewicz, artystka wizualna, która w swojej pracy doktorskiej badała fenomen freak show jako elementu sztuki cyrkowej. Na początku filmu poznaje Babcię – jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej sceny drag, operującą estetyką groteski i przerysowania. Później pojawiają się Agata Wąsik, artystka i wokalistka, oraz Daniel Kotowski – Głuchy performer, współtwórca tegorocznego polskiego pawilonu na Biennale w Wenecji. Trudno rozstrzygnąć, na ile to zestawienie było efektem precyzyjnej decyzji kuratorskiej, a na ile organicznego procesu – w praktyce okazuje się jednak wyjątkowo trafne, wprowadza całe połacie autentyczności i nienarzuconej dynamiki relacji.

Ta czwórka działa jak precyzyjnie zestrojony, choć niejednorodny układ – ich siła tkwi właśnie w różnicach. Wchodzą ze sobą w dialog, czasem się spierają, innym razem wspierają. Freak Show unika pułapki budowania jednego, uniwersalnego doświadczenia niepełnosprawności. W pracy nad performansem główne postaci przetwarzają figurę „freaka” w ramach własnych, odmiennych praktyk, doświadczeń i sięgają po różne inspiracje – od mutującej róży, przez zdeformowane figury Picassa, aż po hitlerowską akcję T4.

Ciekawy jest także duet reżyserski. Pierwszym z nich jest Łukasz Ronduda – kurator Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a zarazem reżyser filmowy, od lat zajmujący się relacjami między sztuką współczesną a kinem. W swojej twórczości konsekwentnie podejmuje temat praktyk artystycznych i ich środowisk. W Performerze przyglądał się Oskarowi Dawickiemu, w Sercu miłości analizował relację Zuzanny Bartoszek i Wojciecha Bąkowskiego, natomiast Wszystkie nasze strachy poświęcił postaci Daniela Rycharskiego. Dwa lata temu na MDAG-u pokazywano Rave, dokument o kulturze rave’u, zrealizowany w duecie z Dawidem Nickelem. Ta konsekwencja wpisuje Freak Show w wyraźną linię jego twórczości – powracające zainteresowanie różnymi praktykami artystycznymi, często tymi, które wymykają się normatywnym definicjom.

Obecność Rondudy budziła we mnie jednocześnie zaufanie i niepokój. Z jednej strony to twórca o dużej wrażliwości, z drugiej – jego instytucjonalne umocowanie rodzi pytania o intencje. W sztuce krytycznej lat 90. XX wieku osoby z niepełnosprawnością często były traktowane bardzo przedmiotowo. Wcześniej były w zasadzie nieobecne. Dziś sytuacja wygląda inaczej, choć wciąż daleka jest od ideału. Zaproszenie czwórki wyrazistych osobowości bez wątpienia przyciąga uwagę i podnosi rangę wydarzenia. Pojawia się więc pytanie, czy Muzeum Sztuki Nowoczesnej nie wykorzystuje ich charakterystyczności i potencjalnej kontrowersyjności jako elementu własnego wizerunku. Na szczęście te wątpliwości wybrzmiewają w filmie – bez jednoznacznych odpowiedzi, ale z wyraźnie zarysowanymi stanowiskami. „Jeśli w ogóle chcą nas słuchać, to tylko po to, by mieć z tego zysk” – mówi Babcia. To napięcie między autentycznym głosem a ryzykiem jego instrumentalizacji pozostaje nierozstrzygnięte. Dzięki temu brzmi wiarygodnie, być może otwiera dyskusję. Bo przecież to nie jest takie proste – nie ma panaceum.

Drugim współreżyserem i współkuratorem projektu jest natomiast Filip Pawlak – twórca teatralny i samorzecznik, który wnosi do projektu własne doświadczenie niepełnosprawności. Widać, iż celem było tutaj oddanie głosu. Freak Show buduje swój rytm poprzez rozmowy i napięcia czwórki głównych postaci, rezygnując z komentarza na rzecz uważnej obserwacji. Kamera pozostaje blisko, nie wprowadza dystansu, nie otrzymujemy dodatkowych objaśnień. Jedynymi wtrąceniami w rejestrowaną rzeczywistość są fragmenty wcześniejszych działań bohaterek i bohaterów – często eksperymentalnych, groteskowych, a choćby operujących grozą. Nadia, Babcia, Daniel i Agata nie pełnią funkcji reprezentacji tematu, ale współtworzą jego język, zarówno w wymiarze artystycznym, jak i osobistym.

W trakcie seansu stają się nam bliscy. Nie dlatego, iż film próbuje ich „oswoić”, ale dlatego, iż pozwala im pozostać niejednoznacznymi. Momentami czułymi, momentami gniewnymi, czasem zwyczajnie zmęczonymi. Praktyki artystyczne stają się okazją do rozmowy o sferach znacznie bardziej intymnych, tożsamościowych i związanych z postrzeganiem przez innych. W tych momentach często pojawia się zrezygnowanie, smutek czy złość wyrażona głośnym, niespodziewanym krzykiem. Babcia mówi o energii, którą wkłada w to, by ukryć się przed światem, „by ułatwić ludziom życie”. Freak Show nie próbuje tego napięcia rozładować ani moralnie uporządkować. Nie proponuje też prostego modelu reprezentacji ani łatwego języka inkluzywności. Najbardziej interesuje go samo spotkanie z drugą osobą: czułe, pełne napięć, czasem niewygodne, ale głęboko ludzkie. Jedyne, co możemy zrobić, to traktować się lepiej. A Freak Show może dołożyć małą cegiełkę do tego, by tak się stało.

korekta: Daniel Łojko


Tekst powstał we współpracy partnerskiej z Festiwalem Filmowym Millennium Docs Against Gravity.

Idź do oryginalnego materiału