Chrzanić standardy.
Man Bites Dogg- popularny w zagranicznym dziennikarstwie aforyzm, w uproszczeniu opisujący rzadkie zjawisko, niecodzienne zachowanie w zupełności od normy odstające. Pierwsze moje skojarzenie z tym frazesem odnosi się do szokującego filmu w reżyserii Rémy’ego Belvaux. Odnieśmy się jednak do owego określenia na przykładzie zatytułowanego tak albumu, digitalowej grupy femtanyl.
Czy zespół prezentujący internetową misję zmieszania hardcore punka z hyperpopem czy industrialem może mieć poparcie w tym określeniu? Cóż, zdecydowanie tak, bo przykładów innych projektów przyznających się do inspiracji Nails, Drain Gangiem czy Throbbing Gristle naraz, raczej niewiele. Po fascynacji muzyką, której naturalnym odbiorcą jest społeczność internetowa, za pośrednictwem odkrycia albumu Jane Remover, postanowiłem zrobić w kierunku tego muzycznego zakątka krok dalej i przesłuchać najnowsze wydanie kanadyjskiego projektu balansującego pomiędzy memem, a społecznym zjawiskiem.
Słychać zdecydowanie zamiłowanie grupy do breakcore’u, hałaśliwych zwięzłych kompozycji, których głównym celem jest napchanie jak największej ilości wiercących w uszach sampli. Po „VIDEO NASTY” czy „SICK OF IT” łatwo też odnieść wrażenie, iż zespół osłuchany dobrze jest w twórczości The Prodigy, których okrzyki i cięcia w kompozycji chętnie przenoszą na swój grunt muzyczny.
Gęsty kocioł industrialu, podkręconych screamów i radiowych syntezatorów wprowadza zamierzone zamieszanie, stąd album łatwo jest gwałtownie przedawkować, ale taka też zdaje się być jego rola.
Odczuwam w femtanyl następcę buntowniczej żywiołowości, będącej naturalną koleją rzeczy w każdym pokoleniu muzycznym z pewnością irytującą starsze roczniki. Cóż, ma irytować, nikt nie tworzy muzyki opartej o chaos w intencji zaspokojenia każdego gustu.
https://femtanyl.bandcamp.com/album/man-bites-dog
entitii records 2026













