Fatherf*cker

filmweb.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: plakat


W 2018 roku na Netfliksie zadebiutował francuski film "Nie jestem łatwy", w którym grany przez Vincenta Elbaza szowinista obudził się w świecie rządzonym przez kobiety. Koncept ten najwyraźniej tak spodobał się włodarzom platformy, iż zlecili realizację anglojęzycznej produkcji opartej na tym samym pomyśle – i tak powstało "Panie przodem". Niestety.

Głównym bohaterem nowej komedii Netfliksa jest Damien Sachs (Sacha Baron Cohen), który piastuje wysokie stanowisko w agencji reklamowej i pyszni się swoim szowinistycznym podejściem do życia oraz statusem playboya. Ofiarą jego toksycznej pewności siebie pada przede wszystkim Alex (Rosamund Pike), którą Damien awansuje tylko po to, by zadowolić zarząd. Pewnego dnia między Alex i Damienem dochodzi do sprzeczki, podczas której mężczyzna niefortunnie wpada na słup i traci przytomność. Budzi się w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Alex piastuje jego stanowisko, sekretarka biura to CEO, a na najwyższym szczeblu stoi znana mu sprzątaczka. Mężczyźni zaś – w tym Damien i jego szef – doświadczają dokładnie takiego samego seksizmu i lekceważenia, jakim wcześniej sami raczyli kobiety.

Sacha Baron Cohen, Rosamund Pike
  • Netflix
  • Rob Youngson

Scenarzyści Natalie Krinsky, Cinco Paul i Katie Silberman postanowili wykorzystać ten koncept nie po to, by przeanalizować mechanizmy leżące u podstaw takiego a nie innego traktowania płci przeciwnej, ale aby przez niemal cały metraż (niecałe półtorej godziny) raczyć nas żartami odwołującymi się do tego, iż nowa rzeczywistość Damiena to odwrotność poprzedniej. Nie są to zresztą żadne subtelne przetasowania – Harry Potter to Harriet Potter, King’s Cross to Queen’s Cross, zamiast "motherfucker" w chwili złości mówi się "fatherfucker", a mężczyźni noszą na jądrach odpowiedniki biustonoszy. Naturalnie pełnią też role, które stereotypowo kojarzone są z kobietami – m.in. plotą warkoczyki (synom) oraz przygotowują posiłki. W tym czasie żony mogą sobie posiedzieć przed telewizorem i ze śmiechem – proszę wybaczyć – puścić bąka.

Jeśli powyższy opis ani na moment nie sprawił, iż kąciki ust poszły wam w górę, to jest duże prawdopodobieństwo, iż nie wydarzy się to też podczas oglądania filmu. Humor jest tu siermiężny i powtarzalny (chyba z pięć razy dostajemy gag o tym, iż kobiety nie mogą zapamiętać imienia Damiena) do tego stopnia, iż choćby Sacha Baron Cohen, który przecież słynie z głośnych ról komediowych, jest tu wyjątkowo bezbarwny i nie sprawdza się w roli playboya. W ogóle to zadziwiające, jak dobrą obsadę ma ten film, biorąc pod uwagę jego wątpliwą jakość i nieudany scenariusz. Poza Cohenem i Pike (która robi, co może i jest najjaśniejszym punktem całości), występują tu m.in. Richard E. Grant, Charles Dance, Kathryn Hunter, Emily Mortimer i Fiona Shaw, do której czuję trochę podziw, a trochę współczucie ze względu na jedną ze scen, w której przyszło jej wystąpić. Reżyserka Thea Sharrock miała więc na planie fantastyczną załogę, czego niestety nie była w stanie wykorzystać. Może przynajmniej dobrze zarobili.

Sacha Baron Cohen
  • Netflix
  • Rob Youngson


Reżyserka i scenarzyści nie tylko zaledwie muskają temat traktowania kobiet, ale także prowadzą fabułę tak, by przez cały czas najważniejsze pozostawały potrzeby Damiena – ten chce bowiem wrócić do swojego świata i robi wszystko, by osiągnąć cel. Owszem, w międzyczasie doświadcza nieprzyjemnych zachowań ze strony kobiet, które mają uświadomić nam, przez co same przechodzą na co dzień w naszej rzeczywistości. Damien dostrzega, jak trudno żyje się w ten sposób, co stanowi dla niego istotną życiową lekcję (można to porównać choćby do "Opowieści wigilijnej", ale byłoby to nie w porządku wobec tej wspaniałej książki). Cały film sprowadza się jednak do tego, iż szowinizm i seksizm są niewłaściwe, więc jeżeli jesteście tego świadomi już przed seansem, można sobie odpuścić 80 minut czerstwych żartów. Naprawdę szkoda tak dobrej obsady na film, który tak bardzo nie wykorzystuje potencjału.

Oglądając "Panie przodem" nietrudno poczuć się, jakby odnalazło się jakąś zaginioną produkcję sprzed lat – tego typu płytkie komedie prędzej kojarzą się z przełomem lat 90. i dwutysięcznych. choćby użycie popularnych piosenek jest tak dosłowne, iż można złapać się za głowę (w jednej z początkowych scen Damien przechadza się pewnym krokiem po biurze, a w tle przygrywa "Da Ya Think I'm Sexy?"). jeżeli miałbym znaleźć jakiś powód, dla którego warto sięgnąć po ten tytuł, to byłaby to tylko Rosamund Pike. Ale jeżeli chcecie docenić jej kunszt, znajdą się do tego lepsze filmy.
Idź do oryginalnego materiału