Na nową odsłonę „Virgin River” poczekamy do marca, ale fani pisarki Robyn Carr wypatrzyli nową wartą uwagi adaptację. Chodzi o romantyczny serial, który już przebił się do zestawienia top 10 na platformie Netflix.
Wiemy od kilku tygodni, kiedy premiera 7. sezonu „Virgin River” – i iż do momentu debiutu nowych odcinków trochę czasu jeszcze zostało. Tymczasem fani pisarki Robyn Carr, która stworzyła postacie Mel (Alexandra Breckenridge) i Jacka (Martin Henderson), wpatrują się w inną popularną adaptację.
Netflix – Sullivan’s Crossing w top 10. O czym jest serial?
Zapomnijcie o „Virgin River” – na Netfliksie rządzi inny romans na motywach twórczości Robyn Carr. Mowa o serialu „Sullivan’s Crossing„, który w rodzimym top 10 jest już na miejscu drugim – przed nim znajdują się jedynie „Bridgertonowie”. Co powinniście wiedzieć o serialu i czy warto go oglądać?
„Sullivan’s Crossing”, koprodukcja kanadyjskiej stacji CTV i The CW, debiutowała jeszcze w 2023 roku, ale na polskim Netfliksie pojawiła się raptem kilka dni temu – ku oszałamiającej popularności. W ofercie streamera znajdziecie już dwa sezonu romansu o neurochirurżce Maggie Sullivan (Morgan Kohan). Trzeci – jak możemy przypuszczać – jest w drodze (w Stanach Zjednoczonych debiutował w zeszłym roku).
A o czym w ogóle jest serial? Obserwujemy w nim jak Maggie, która po tym jak jej pełna do tej pory sukcesów kariera staje pod znakiem zapytania, wraca do rodzinnego miasta w idyllicznej Nowej Szkocji. Bohaterka próbuje ułożyć życie, które nagle rozpadło się na kawałki – tymczasem w miasteczku Timberlake odnajduje szereg nowych dylematów i… wielką miłość.
W obsadzie serialu są poza Morgan Kohan m.in. znani z kultowych „Kochanych kłopotów” Chad Michael Murray i Scott Patterson. Twórczynią serialu jest z kolei Roma Roth, którą możecie kojarzyć przede wszystkim jako producentkę „Virgin River”.
A czy warto oglądać „Sullivan’s Crossing”? jeżeli jesteście fanami „Virgin River”, prawdopodobnie nie potrzebujecie rekomendacji. jeżeli natomiast interesują was opinie recenzentów, to powinniście wiedzieć, iż produkcja doczekała się nierównego przyjęcia – oceniano ją jako hallmarkowe romansidło, które sięga po nazbyt dobrze znane dramaturgiczne chwyty. Chwalono natomiast wyraźną chemię pomiędzy aktorami – to właśnie ona ma sprawiać, iż produkcję ogląda się przyjemnie i koniec końców bezboleśnie.





![Historia wrocławskich osiedli z "wielkiej pyty". Zobacz wystawę na Rynku [ZDJĘCIA]](https://wroclife.pl/galleryImgArt/7670/gallery/0/base.jpg?1770219613)









