Sebastian Fabijański dwukrotnie bawił publiczność Teatru im. Adama Mickiewicza w Cieszynie, brawurowo wcielając się w rolę Wolfganga w spektaklu “Królowe życia”, który swoją warszawską premierę miał dosłownie na moment przed przyjazdem na Śląsk Cieszyński.
Aktor spotkał się z red. Morcinkovą, by opowiedzieć nie tylko o samej sztuce, ale także o tym, dlaczego zdecydował się na udział w najnowszej edycji “Tańca z gwiazdami”, która startuje w Polsacie w marcu.
Aktor teatralny, filmowy, muzyk, scenarzysta i reżyser spektakli, a także uczestnik najnowszej edycji “Tańca z gwiazdami”. Można tak Pana chyba opisać, prawda? (śmiech.)
– Chyba można tak o mnie powiedzieć. (śmiech.)
Gdyby miał Pan wytyczyć, do której z tych profesji jest Panu w tej chwili najbliżej, padłoby na Teatr?
– Najbliżej w tym momencie jest mi do aktorstwa, ale bywa różnie. To bardzo uniwersalne pojęcie.
Co dał Panu powrót na deski teatralne?
– Zobaczyłem siłę rażenia tego, w jaki sposób mogę oddziaływać na ludzi.
Spotykamy się w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Cieszynie, tuż po pierwszym spektaklu “Królowe życia” w reżyserii Wojciecha Błacha. Jakie emocje towarzyszą Panu tuż po zejściu ze sceny?
– Towarzyszy mi satysfakcja z tego, iż dostarczamy ludziom fajnej rozrywki.
Premiera spektaklu odbyła się 2 lutego w Scenie Relax. Zabrał Pan na nią swojego ukochanego psa, Bąbla. Wspaniale czuł się na ściance, prawda? (śmiech.)
– Tak, to prawda. Wolał to, niż czekanie na mnie w garderobie. (śmiech.)
To prawda, iż w Pana życiu pies był obecny od zawsze? Z jakim czworonogiem wiążą się Pana pierwsze wspomnienia?
– Tak, tak było. Pierwsza była bokserka, Tina.
W całej tej historii wciela się Pan w Wolfganga. Co Pan o nim opowie?
– To facet z Niemiec, który do Polski przyjechał robić interesy i przy okazji dobrze się bawić.
Jaka jest Pana definicja bycia królem życia? (Śmiech).
– Dla mnie, to po prostu żyć po swojemu i robić to, co się chce.
Zaprośmy widzów na ten spektakl.
– Bardzo serdecznie zapraszam wszystkich na spektakl “Królowe życia”. Myślę, iż to kawałek fajnej rozrywki, na dobrym poziomie.
Ilekroć rozmawiam z twórcami we wnętrzach Teatru im. Ardama Mickiewicza, słyszę, iż ma w sobie swego rodzaju magię. Zgodzi się Pan z tym stwierdzeniem?
– Tak naprawdę, to każdy teatr ma w sobie magię.
To właśnie w jego wnętrzach, w 1974 roku, kręcono “Ziemię obiecaną”. Wiedział Pan o tym?
– Nie wiedziałem o tym.
To już oficjalne, iż wystąpi Pan w wiosennej edycji “Tańca z gwiazdami”. Co spowodowało, iż przyjął Pan zaproszenie do tego programu?
– Myślę, iż w moim życiu nadszedł odpowiedni moment, w którym chciałbym, by prawda na mój temat się obroniła. Uważam, iż w tym programie, ta prawda jest w stanie ze mnie wyjść najbardziej, ze wszystkich formatów tego typu. Poza tym, chciałbym poprzez taniec dostarczyć ludziom emocji i wzruszeń.
W końcu, utwór “Tańcz”, który można znaleźć w Pana repertuarze, zobowiązuje. (Śmiech.)
– Oczywiście. (śmiech.)
Dziękuję za rozmowę.



