Francja chciała wygrać, nie weszła do top10
Spośród państw automatycznie zakwalifikowanych do finału jedynie Włochy osiągnęły (dość niespodziewany) sukces i zajęły miejsce w top5. Francuzi mocno liczyli na zwycięstwo, ale chyba sami siebie oszukiwali, a dość brutalnie wyprowadzili ich z błędu widzowie. Pozostałe trzy kraje – Niemcy, UK i Austria, wylądowały na dnie, co chyba nie dziwi nikogo. Francuski występ był mocno nastawiony na jurorów, ale zdaniem ekipy telewizji publicznej, miał także zrobić ogromne wrażenie na widzu. Czy tak się stało? Komisje dały Monroe 144 punkty, tym samym młoda wokalistka zajęła 4. miejsce. Dostała też trzy dwunastki – z Gruzji, Finlandii i Wielkiej Brytanii.
W głosowaniu publiczności „Regarde”, chociaż ładne w obrazku i prawdopodobnie też na zdjęciach, uzyskało jedynie 14 punktów, na co złożyły się drobne noty z ośmiu krajów. Dało to 18. pozycję i w efekcie Francja wylądowała jedynie na 11. miejscu. Niby nie jest źle, zresztą Monroe wypadła choćby lepiej od Polski, ale o ile dla nas dwunasta pozycja jest sukcesem, tak dla Francuzów jedenaste uznane jest za porażkę.
50 lat od wygranej
„Na Eurowizji znalezienie się w pierwszej piątce jest niemożliwe bez ogromnego wsparcia publiczności. Monroe nie zdołała zdobyć uznania europejskich widzów, na których jej zespół strategicznie polował od początku marca” – twierdzi „Parisien” cytując przedstawicieli francuskiej ekipy, którzy od momentu premiery „Regarde!” mówili, iż zmienili strategię, by zachwycić publiczność. Efekt mizerny, bo Monroe w głosowaniu widzów wypadła jeszcze gorzej niż Louane z 2025. Antoine Gouiffes-Yan, szef wytwórni Monroe przyznał, iż piosenka nie trafiła w gusta.
„To był artystyczny wybór, by być stonowanym i eleganckim. Jednak teatralność i tekst nie przypadły do gustu. W tym roku publiczność oczekiwała atmosfery imprezy i szalonej zabawy. Francuskie wykonanie było zbyt tradycyjne; wyrafinowanie, mroczna i introspektywna strona utworu wydawały się nie na miejscu” – dodaje. „W przyszłym roku minie 50 lat od czasu, gdy Marie Myriam zapewniła Francji ostatnie zwycięstwo w Eurowizji. To było w sobotę, 7 maja 1977 roku. Wydaje się, iż to była wieczność!” – kwituje dziennik „Parisien”.
Grafika: M. UrbanowskiZero punktów po raz trzeci
Spory zawód także w Niemczech, zwłaszcza wśród ekipy telewizji SWR, która debiutowała jako nadawca odpowiedzialny za udział kraju w Eurowizji. Stacja naraziła się już lokalnym fanom organizując preselekcje o dość niejasnym formacie i nie publikując pełnych wyników, co uznano za brak transparentności. Współpraca nadawcy z mediami eurowizyjnymi i fanami nie stała na najwyższym poziomie, chociaż Niemcy i tak gorąco dopingowali Sarah Engels, która brawurowo wykonała „Fire” na scenie w sąsiedniej Austrii. Spodziewano się jednak, iż niczego nie zawojuje i tak też się stało. Dostała 12 punktów od jurorów (łącznie cztery kraje się na to złożyły) co dało 22. miejsce.
Od widzów miała zero. Niemcy już po raz trzeci notują taki rezultat w televotingu, a słynne „Germany, I’m sorry – zero points” z Eurowizji 2019 weszło już do kanonu fandomu. Prowadzący kilkukrotnie przypominali, iż zero punktów od widzów nie znaczy, iż Sarah była najgorsza, a jedynie nie dała rady wejść do czołowej dziesiątki żadnego z głosowań. Tak faktycznie było, bo analizując wyniki z różnych państw widzimy, iż w niektórych krajach naprawdę była blisko zdobycia chociaż jednego punktu. Ostatecznie jednak wylądowała na 23. miejscu w finale – paradoksalnie jest to czwarty najlepszy wynik Niemiec w okresie 2015-2026. Na jedenaście ostatnich startów nasi sąsiedzi aż czterokrotnie byli ostatni.
Krytyka skierowana w stronę nadawcy
Mają być zmiany, a SWR planuje skupić się teraz na dobraniu utworów do przyszłorocznych preselekcji w taki sposób, by muzycznie stawka była bardziej różnorodna. Chcą też odejść do zwykłego popu. „Samo poleganie na tym, iż kandydat potrafi śpiewać i tańczyć, to zdecydowanie za mało. Każdy może to zrobić w dzisiejszych czasach” – komentuje dziennik FAZ. Portal ESCkompakt przypomina wypowiedź Christera Bjorkmana (jednego z członków międzynarodowego jury niemieckich selekcji), że Sarah nie powinna jechać na Eurowizję i był to zgodny głos niemal całej komisji, która wolała wysłać do Wiednia Wavvyboia. Ostatecznie jednak format konkursu zakładał, iż jury wybiera jedynie dwóch najlepszych uczestników, a potem widzowie mogą obrócić ich typowania do góry nogami.
„Niemcy przeżywają swój typowy dla Eurowizji rytuał: precyzyjnie zaaranżowaną i dzielnie zniesioną porażkę. 33-latka wylądowała dokładnie tam, gdzie niemieckie nadzieje na Eurowizję niezawodnie kończyły się od lat: między grzecznym brakiem zainteresowania a kulturową nieistotnością” – recenzuje RND. Chociaż telewizja SWR przez cały okres przygotowań i samej Eurowizji mocno faworyzowała media typu „Bild”, często spychając na margines innych przedstawicieli niemieckiej prasy, tabloid niezbyt ładnie im się odwdzięczył. Przygotowano bowiem artykuł, w którym redakcja głosi, że aż 93% ankietowanych gazety nie chce, by Niemcy brały udział w kolejnej Eurowizji. W ankiecie wzięło udział 20 tysięcy osób.
Austriacy odetchnęli z ulgą
Wycofywać nie zamierza się Austria, bo chociaż Cosmo nie osiągnął w finale zbyt wiele, a Wiedeń przez pogodę więcej na organizacji stracił niż zyskał, to jednak w kraju panuje zadowolenie. Austria w głosowaniu jury otrzymała 1 punkt z Luksemburga (ostatnie miejsce) i „aż” 5 od widzów (a dokładniej widzów z Niemiec, bo tylko oni mieli „Tanzschein” w top10). Ostatecznie gospodarze zajęli 24. miejsce czyli przedostatnie. To i tak lepiej, niż gdy organizowali konkurs w Wiedniu z 2015. Dokładnie taki sam wynik miała Kaleen w 2024, a jest to drugi najgorszy rezultat Austrii w finale. „Po rozczarowaniu Cosmo szturmem podbija lokalne listy przebojów” – informuje Kronen Zeitung, który przez cały rok dzielnie relacjonował wszystko to, co w Wiedniu związane było z Eurowizją.
„Poza trudnościami związanymi z przyjęciem roli obrońcy tytułu, musiał również zmierzyć się z ponadprzeciętną liczbą imprezowych piosenek. I z całym szacunkiem dla niewinnie zabawnego „Tanzschein”, utwory takie jak „Viva, Moldova!”, „My System”, a choćby grecki utwór „Ferto”, prezentowały zupełnie inny poziom kompozycyjny” – recenzuje Robert Frowein dla dziennika. Według opinii „Kronen Zeitung” międzynarodowi fani chwalą organizację Eurowizji w Wiedniu, a Austriacy mają mówić, w typowym dla siebie stylu: „Poszło dobrze, nikomu nic się nie stało„. W kuluarach mówi się, iż największym problemem był udział Izraela i to, jak reagować będzie publika. Ostatecznie było spokojnie, chociaż ponoć nawet władze telewizji ORF odetchnęły z ulgą, gdy ostatecznie Dara pokonała Noama Bettana w walce o Grand Prix.
BBC o kolejnej klapie reprezentanta UK
A co z Wielką Brytanią? Cóż… Symboliczny jeden punkcik od jury dali wdzięczni Ukraińcy i na tym koniec dla Look Mum No Computer. W televotingu znów zero punktów – już trzeci rok z rzędu, a czwarty od wprowadzenia nowego formatu w 2016 roku. Wielka Brytania zajmuje więc 25. miejsce czyli ostatnie – podobnie jak w 2019 czy 2021 roku. Łącznie już szósty raz w historii, z czego wszystkie takie porażki wydarzyły się w XXI wieku. „Sukces” własnego reprezentanta komentuje samo BBC twierdząc: „Kolejny rok, kolejna klapa„. Sam reprezentant przed konkursem mówił: „Albo się to kocha, albo nienawidzi – ale myślę, iż jest miejsce na coś takiego jak nasz utwór„. BBC po wynikach dodało: „Nie było„.
W, pełnym sarkazmu, artykule BBC cytuje zagraniczne media, które dziwią się, iż Wielka Brytania z tak ogromnym rynkiem muzycznym wypada na Eurowizji tak beznadziejnie, a przypadek Sama Rydera to już „wypadek przy pracy”. Nadawca przypomina też słowa Willa Younga (zwycięzcy pierwszej edycji „Idola”), który miał reprezentować kraj w Wiedniu 2015, ale odrzucił propozycję: „Żaden uznany artysta nie chce reprezentować Wielkiej Brytanii, bo może to zaszkodzić jego karierze„. Przypominamy jest przykład Olly’ego Alexandra, który zadłużył się, by wystartować w Eurowizji i zaprezentować widzom show, którego nikt nie docenił. Po finale mówił, by każdy kolejny reprezentant już teraz zainwestował w dobrego psychoterapeutę.
Brytyjczycy oburzeni przekleństwem, którego nikt nie słyszał
Dziennik „Independent” stara się robić dobrą minę do złej gry i na pytanie „Czy Europa naprawdę nas nienawidzi” odpowiada, iż nie, bo przecież Wielka Brytania wygrała Eurowizję aż pięciokrotnie. Jednocześnie cytuje licznych internautów zażenowanych występem Look Mum No Computer w finale Eurowizji. Opinie typu „zbrodnia przeciwko ludzkości” to te lżejszego kalibru.
Zaskakujący jest artykuł „The Sun”, w którym bohaterką jest … Alicja Szemplińska. „Pod koniec występu artyści mają kilka sekund na wypowiedzenie kilku słów, jeżeli chcą, przed zejściem ze sceny. Alicja skorzystała z okazji, by podziękować fanom, ale okazało się, iż przy okazji przeklęła – a według BBC jest to zakazane przez organizatorów Eurowizji. Alicja powiedziała: „Dziękuję, Europo”, po czym dodała coś, co najwyraźniej było polskim słowem oznaczającym „g*wno”.” – relacjonuje tabloid. Pruderyjnym Brytyjczykom się to nie spodobało, a oburzenie mieli pokazać na X, gdzie domagano się choćby dyskwalifikacji Polski za złamanie zasad Eurowizji. Na krytykę miał zareagować sam Graham Northon. Komentator BBC powiedział: „Przepraszam wszystkich, którzy mogli usłyszeć złe słowo od Alicji. To show na żywo„. A Wy usłyszeliście, by Alicja przeklęła po występie? Czy to kolejna bzdura ze strony Brytyjczyków, którzy robili ostatnio afery o piosenki „Kant” czy „Choke Me”?
Artykuł na podstawie The Sun, BBC, Independent, Kronen Zeitung, ESCkompakt, FAZ, Parisien, fot.: M. Błażewicz 2026






![Australijscy pop-punkowcy zapowiedzieli koncert w Polsce [DATA, BILETY]](https://www.terazmuzyka.pl/wp-content/uploads/2024/05/koncert-concert.jpg)
![Guizor z dodatkowym koncertem na jesiennej trasie [DATY]](https://www.terazmuzyka.pl/wp-content/uploads/2026/04/guzior.jpg)








