W 2019 Sam Levinson zachwycił widzów i krytyków pierwszym sezonem serialu Euforia. Nastoletnie problemy w brokatowej, magicznej otoczce, sprawiły, iż wielu z nas odnalazło swoje odbicie w którymś z bohaterów. Byli charakterni, mocno zróżnicowani i przede wszystkim nieidealni. Na trzecią finałową odsłonę czekaliśmy cztery lata i otrzymaliśmy coś, co zdecydowanie nie jest już Euforią…
Red flagi wokół trzeciego sezonu serialu Euforia pojawiały się stopniowo. Najpierw z produkcji zrezygnowała Barbie Ferreira, czyli serialowa Kat. Aktorka nie zgadzała się z pomysłem na rozwój jej postaci. Niedługo przed premierą z udziału w projekcie zrezygnował również Labyrinth. Artysta był odpowiedzialny za nastrojową muzykę w poprzednich częściach, która na stałe wpisała się w kanon produkcji. Bez jego utworów serial nie był by taki sam. Za każdym razem jak wracam do finału pierwszego sezonu to mam ciary… Do tego wszystkiego dwóch aktorów z obsady odeszło przedwcześnie, co nie było co prawda spowodowane nastrojami wokół Euforii, ale na pewno przyczyniło się do istotnych zmian scenariuszowych. Mowa oczywiście o Ericu Dane i Angusie Cloud.
To jednak nie wszystko. Przyznam, iż nie wiedziałam tego wcześniej i dopiero niedawno dokopałam się do informacji o Petrze Collins. Kanadyjska fotografka jest prawdziwą twórczynią pomysłu na wizualną koncepcję Euforii. Artystka brała również udział w castingach obsady i stworzyła całą tożsamość graficzną serialu. Została jednak zwolniona chwilę przed rozpoczęciem zdjęć do pierwszego sezonu. Nie wpłynęło to jednak na produkcję i Sam Levinson bez żadnych skrupułów przejął jej pomysły. Na koniec sam podpisał się pod wszystkim. Biorąc pod uwagę powyższe, można wysunąć wniosek, iż reżyser sukces Euforii zawdzięcza innym twórcom i twórczyniom, a kiedy został sam przy finałowym sezonie to dostaliśmy właśnie to, co dostaliśmy…
Zacznijmy od tego, iż trzeci sezon Euforii to po prostu nie jest Euforia. Warstwa wizualna, tak charakterystyczna stylistycznie, jest już zupełnie inna. Nie znajdziemy tutaj kojarzących się z produkcją błękitów, fioletów czy ogromnych ilości brokatu. Wszystko jest okropnie przesycone, wręcz pomarańczowe. Przy pierwszym odcinku myślałam, iż to mój telewizor się po prostu zepsuł, ale niestety nie – tak teraz wygląda Euforia. Drugą charakterystyczną rzeczą w produkcji była świetnie dopasowana muzyka. W związku z tym, iż Labyrinth zrezygnował ze współpracy z Levinsonem, to zaangażowano… Hansa Zimmera. Kompozytor tym razem zupełnie się nie popisał, bo jego utwory są tak bezbarwne i nijakie, iż adekwatnie w ogóle się ich nie słyszy.
Kadr z serialu EuforiaDochodzimy do największych punktów zapalnych nowej Euforii, które są mocno ze sobą połączone. Scenariusz i bohaterowie. To co Sam Levinson zaproponował fabularnie w finalnie jest jednym z największych rozczarowań w moim życiu. Siłą poprzednich sezonów było to, iż młodzi dorośli mogli zobaczyć własne odbicia w całym wachlarzu nastoletnich problemów. Twórcom udało się oddać realia skomplikowanego wejścia w świat dorosłych z perspektywy wielu różnych postaci. Czy było to przerysowane? Oczywiście, iż tak! Ale estetyczna warstwa serialu robiła swoje i gwałtownie mogliśmy się przekonać, iż wsiąkamy w Euforię i kibicujemy bohaterom. Dzięki produkcji w debacie publicznej zaczęto intensywniej rozmawiać o narkotykach i podkreślano, jak bardzo niszczą życie młodych. Serial zrywał również tabu z seksu i zachęcał do dyskusji. Na szali stanęły również problemy z tożsamością, poszukiwania własnej orientacji seksualnej czy relacje z przyjaciółmi i rodziną.
Euforia w trzecim sezonie zmieniła się z przerysowanego serialu o młodych dla młodych w seksualną odyseję Sama Levinsona, doprawioną gangami narkotykowymi – tak dla fabuły. Przemycane używek, prostytucja, agresja, gangi, pościgi i morderstwa stały się głównymi motywami serialu. Do tego doszedł niesamowicie rozbudowany wątek Cassie (Sydney Sweeney), która rozpoczęła karierę w serwisie OnlyFans. Poza nagością nie miała nic do zapoponowania, bo z niezbyt rozgarniętej nastolatki, stała się po prostu głupia. Niemal w każdym odcinku mogliśmy oglądać ciało aktorki z każdej możliwej strony w coraz to dziwniejszych konwencjach. Ssanie stóp, przebieranie się za psa czy małe dziecko oraz ogromne piersi ogromnej Cassie, które rozpłaszczały się na szybie (a to tylko kilka przykładów) sprawiały, iż coraz mniej szokowało nas to, co widzimy na ekranie. Zastanawiałam się do czego jeszcze Levinson może się posunąć i ile razy zamierza jeszcze udowonić jak okropnie mizoginiczne są jego zboczone wizje.
Kadr z serialu EuforiaFinałowy sezon Euforii trudno uznać za kontynuacje poprzednich części. Mimo, iż pojawiają się tu ci sami bohaterowie, to jednak daleko im do postaci, które zdążyliśmy poznać. Cały czas miałam nieodparte wrażenie, iż oglądam jakąś nową produkcję Sama Levinsona, z tymi samymi aktorami, ale jednak zupełnie inną historię. Niezrozumiała jest dla mnie przemiana Nate’a (Jacob Elordi), który w trzecim sezonie pojawia się chyba wyłącznie po to, żeby odcinać mu palce. Z jego charakteru nie zostało zupełnie nic, jest adekwatnie swoim cieniem i tak naprawdę nikt nie tłumaczy dlaczego do tego doszło. Do samego końca liczyłam, iż w pewnym momencie czara goryczy się przeleje i dostaniemy z powrotem starego Nate’a, ale niestety nic takiego nie nastąpiło.
Jules (Hunter Schafer) została sprowadzona do artystki, która notorycznie maluje penisy w każdym swoim dziele. Do tego sypia z bogatym żonatym mężczyzną dla pieniędzy. Czasami spotka się z Rue i całkowicie bezpłciowo porozmawiają o swojej relacji i to by było adekwatnie tyle. Lexi (Maude Apatow), która w drugim sezonie stała się jedną z najciekawszych postaci, pojawia się w finałowym sezonie co jakiś czas, nie wprowadza zupełnie nic do fabuły i jest po prostu zapychaczem czasu. Jednym z kluczowych bohaterów stanie się z kolei Ali (Colman Domingo). Nastąpi to jednak dopiero w finałowym odcinku, bo wcześniej pojawia się epizodycznie, mimo, iż jeden ze wstępów odcinka jest poświęcony jego przeszłości.
Kadr z serialu EuforiaNie potrafiłam zobaczyć w Rue (Zendaya) tej dziewczyny, którą poznałam w poprzednich sezonach. Z jednej z moich ulubionych bohaterek stała się jedną z najbardziej irytujących i najzwyczajniej w świecie przestałam jej kibicować. Chociaż momentami robiło mi żal, iż Rue skończyła tak jak skończyła i co rusz wpakowywała się w kolejne kłopoty, to brakowało mi emocjonalnej więzi, którą Zendaya potrafiła stworzyć między swoją postacią a widzami. Jej decyzje były nielogiczne, rozmowy i rozmyślania zupełnie pozbawione głębi, a wręcz sprowadzone do bełkotu. Jedyną nadzieją była dla mnie Maddy (Alexa Demie), która pozostała najbardziej zbliżona do pierwowzoru. Początkowo w finałowym sezonie Sam Levinson miał na nią naprawdę dobry pomysł. Niestety z czasem i tutaj pojawił się zgrzyt, mizoginizm wziął górę, a charakterna dziewczyna dołączyła do grona gnojonych bohaterek.
Wcześniej było mi okropnie przykro, iż jeden z moich ulubionych seriali skończył w ten sposób. Teraz odczuwam jedynie obrzydzenie i złość. Sam Levinson mógł skupić się na zupełnie innym projekcie. Całkowicie nie rozumiem dlaczego produkcja poszła w taką, a nie inną, stronę. To nie jest Euforia. To okropnie mizoginistyczna seksualna odyseja reżysera, który zdążył zrazić do siebie nie tylko środowisko, ale również krytyków i fanów serialu. Zamiast emocji otrzymałam produkt, który może konkurować z nieudanym Idolem z 2023 roku, pod względem obleśności na ekranie. Pewnych historii lepiej nie kończyć i nie kontynuować.
Fot. główna: kadr z serialu Euforia
















