Epicka historia miłosna dobiega końca. To była niezła lekcja życia i przełom w karierze

swiatseriali.interia.pl 10 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


101 odcinków, ponad dziesięć lat na planie, miliony fanów na całym świecie. Pierwszy sezon adaptacji cyklu powieści Diany Gabaldon o przygodach Claire Randall (Caitriona Balfe) i Jamiego Frasera (Sam Heughan) zadebiutował na antenie w 2014 roku. I choć prawdopodobnie twórcy liczyli na sukces adaptacji jednych z najbardziej popularnych literackich romansów, to pewnie nie sądzili, iż stworzą telewizyjny fenomen.


"Outlander": fenomen ostatnich lat


"Outlander" przedstawia historię Claire Randall, brytyjskiej sanitariuszki, która przenosi się w czasie do roku 1743 - prosto w sam środek konfliktu szkocko-brytyjskiego. Próbując odnaleźć sposób na powrót do domu, bohaterka zaprzyjaźnia się z grupą szkockich rebeliantów oraz Jamiem Fraserem, miłością jej życia. Kolejne rozdziały przygód pary dzieją się podczas ważnych wydarzeń historycznych, a perypetie innych członków rodu przypadają również na czasy współczesne.


"To była jedyna rzecz, jaką przeczytałam na podstawie moich powieści, która nie sprawiła, iż zbladłam albo stanęłam w płomieniach. Byłam pod wrażeniem" - pisała we wstępie do "The Making of Outlander. The Series. The Official Guide To Season One and Two".Reklama


I trzeba przyznać, iż miała rację. Świetnie dobrana główna para i reszta obsada, sprawny producent (Ronald D. Moore, twórca "Battlestar Galactica), wspaniałe zdjęcia, piękna historia i muzyka Beara McCreary’ego sprawiły, iż serial stał się jedną z najpopularniejszych produkcji ostatnich lat.
Finałowy sezon zadebiutuje 7 marca w Netfliksie, a przed premierą mogliśmy wziąć wraz z innymi dziennikarzami udział w rozmowie z wcielającymi się w Claire i Jamiego Caitrioną Balfe oraz Samem Heughanem.
Zobacz też: Swoją pierwszą powieść napisała przypadkiem. A potem się zaczęło. Legenda


Jak wyglądało pożegnanie z serialem? Co czuliście, kiedy zaczynaliście kręcić ósmy sezon, a co, kiedy go zakończyliście?
Sam Heughan: To była emocjonująca podróż, od początku do końca. Od pierwszego dnia na planie ósmego sezonu, emocje już sięgały zenitu. Pożegnanie z serialem było w pewnym sensie ogromnym upustem tych emocji. Niesamowite przeżycie. Byli z nami wtedy wszyscy producenci, ekipa filmowa, członkowie obsady. Cały czas się żegnamy.
Caitriona Balfe: Żegnamy się już przez dłuższy czas i wcale nie jest prościej. Każdy dzień na planie był trudny, ponieważ musisz pożegnać się z postaciami, które grasz przez tak długo; lokacjami. Po tym jak zakończyliśmy zdjęcia i zajęliśmy się innymi projektami, zawsze jest miło spotkać się i wrócić do tego poczucia zażyłości. Dobrze jest wrócić i dzielić ten finałowy sezon z fanami. Cieszę się na myśl o tym, iż fani obejrzą premierowy odcinek finałowego sezonu po raz pierwszy i ostatni. Nie mogę doczekać się ich reakcji.
Czego nauczyliście się będąc częścią serialu przez te wszystkie lata - jako aktorzy i jako ludzie?
Sam Heughan: Ja chcę być po prostu lepszym człowiekiem (śmiech). Nauczyłem się na planie wielu rzeczy, szczególnie patrząc przez pryzmat moich późniejszych projektów. Występowaliśmy przed kamerą prawie codziennie, nakręciliśmy setki, jeżeli nie tysiące godzin serialu. Nabierasz więcej doświadczenia i stajesz się bardziej pewnym siebie, ale ja dowiedziałem się wiele o tym, jak kręci się telewizyjne czy filmowe produkcje. Dorosłem na planie tego serialu, wszyscy dojrzeliśmy, zestarzeliśmy się. Zmieniło się nasze życie prywatne. Jestem wdzięczny "Outlanderowi" za to, co dał nie tylko mnie.
Caitriona Balfe: Granie w tak dużej produkcji i bycie w takiej sytuacji jak ja i Sam, czyli zarówno wcielanie się w głównych bohaterów oraz, później, sprawowanie funkcji producentów, pozwoliło nam nauczyć się odpowiedzialności, dbania o siebie nawzajem na planie oraz radzenia sobie w tym biznesie. Dbaliśmy o to, aby każdy był wysłuchany i widziany. To była niezła lekcja życia.


Za czym będziecie tęsknić?
Caitriona Balfe: Za nabijaniem się z Sama.
Sam Heughan: Tak można jak najbardziej powiedzieć. Każdy ranek zaczynasz od wizyty u makijażystów, pijesz kawę. Powoli wracasz do życia, rozmawiasz z ludźmi, powtarzasz kwestie. Zawsze jest to moment, kiedy możemy spędzić chwilę razem, wyczuć, jakie są nastroje, albo po prostu pogadać o jakiejś głupocie. Zawsze dobrze było odczuwać ten komfort.
Caitriona Balfe: Zawsze też łatwo się nam pracowało. Zawsze kiedy dostawaliśmy scenariusze pisaliśmy do siebie wiadomości i zastanawialiśmy się, jak zagramy poszczególne sceny. Jak to zrobimy? Czy to będzi ci pasowało? Zgadzaliśmy się we wszystkim co do joty. Mamy partnerską relację i, oczywiście, praca była na pierwszym miejscu, jednak zawsze się co do niej zgadzaliśmy. Co jest piękne.
"Outlander" to ponad dziesięć lat waszego życia. Jakie wspomnienia wyniesiecie z planu?
Caitriona Balfe: Czasami śmialiśmy się tak bardzo ze wszystkiego. Śmieszyły nas najmniejsze rzeczy. Jako obsada od zawsze dogadywaliśmy się wspaniale.
Sam Heughan: Za każdym razem, kiedy spotykamy się wszyscy razem, oznacza to, iż będą kłopoty. Nie dawaliśmy też taryfy ulgowej ekipie filmowej - dokazywaliśmy im ile wlezie. Nie chodzi choćby o to, iż źle się zachowywaliśmy, ile non stop żartowaliśmy. Patrząc wstecz na sezony, kiedy kręciliśmy sceny w plenerze, w błocie czy deszczu, ktoś powiedziałaby lub zrobiłby coś niedorzecznego i od razu się gotowaliśmy. Drażniliśmy się, zawsze chętni na kolejne żarty.
"Outlander" od lat jest telewizyjnym fenomenem. Co stoi za jego popularnością przez tak długi czas?
Caitriona Balfe: Wydaje mi się, iż epicka natura serialu. W jego sercu mamy wielką historię miłosną, a nie ma chyba nic bardziej ekscytującego i kojącego duszę niż oglądanie dwójki ludzi zakochujących się, walczących o swoją miłość.
Sam Heughan: Chyba wszyscy w prawdziwym życiu do tego dążymy - do znalezienia czegoś takiego. Ta historia, powieści Diany, ten cały świat, to coś, co nas przyciągnęło. Ale sercem wszystkiego jest właśnie ta wspaniała relacja głównych bohaterów. Jesteśmy szczęściarzami, iż możemy być jej częścią.
Pomówmy o finałowym sezonie. Co jest najbardziej ekscytującą rzeczą w nowych odcinkach?
Sam Heughan: Ten sezon jest kulminacją ośmiu sezonów, ponad stu odcinków i ponad dekady spędzonej na planie. Nie wiemy, jak skończy się serial, bo nie idziemy historią z książek, nie wiemy jak cykl się zakończy. Chcieliśmy wrócić i dać zarówno sobie, jak i fanom satysfakcjonujące zakończenie w serialu. Zamykamy wszystkie wątki. W nowych odcinkach jest wiele intrygujących wątków dotyczących wcześniejszych historii, postaci - starych i nowych, oraz śmierci Jamiego, co jest ważnym elementem wątku Claire. Nie wiemy jednak dokładniem na jakie zakończenie zdecydowali się twórcy - nakręciliśmy kilka wersji. Jesteśmy podekscytowani i czekamy na finałowy odcinek tak samo jak fani.


Czy jest w tym sezonie coś, co specjalnie wyróżnia go spośród poprzednich?
Sam Heughan: To oficjalne zakończenie. Nie wiem, czy można powiedzieć, iż ten sezon ma coś, czego nie miały poprzednie. Kontynuuje historię naszych bohaterów oraz ton, emocje "Outlandera". Sam nie wiem, jakbym zabrał się do pisania finału. Nie jestem scenarzystą. Matt nie chciał zaczynać pracy na zasadzie "piszemy ostatni sezon". Tak jakby chciał nakręcić kolejną serię, zachować tę esencję. Finałowy sezon ma wszystkie składniki "Outlandera", które kochają widzowie: stratę, miłość, wyczekiwane spotkania, bitwy.
Będziemy cierpieć?
Caitriona Balfe: Nakręciliśmy sporo emocjonalnych scen, to prawda.
Sam Heughan: Były nie tylko emocjonalne dla nas, aktorów, ale również postaci. Jamie od dawna słyszał, iż zginie w trakcie bitwy. To coś, co próbuje zrozumieć, nieważne czy jest to prawdą, czy nie. W nowych odcinkach jest wiele wątków, które są również ważne - o ile oglądaliście wcześniejsze sezony, to zdecydowanie wiecie, iż będziecie potrzebować chusteczek. Tak, zdecydowanie trochę będziecie cierpieć.
Caitriona, w tym sezonie zadebiutowałaś po drugiej stronie kamery. Czym było dla ciebie to doświadczenie?
Caitriona Balfe: To było wspaniałe doświadczenie, przy którym wiele się nauczyłam i świetnie się bawiłam. Scenarzystką reżyserowanego przeze mnie odcinka jest Polka, Barbara Stepansky [napisała scenariusz czternastu odcinków serialu - przyp. red.], którą była również producentką nadzorującą na planie. Bardzo blisko z nią współpracowałam - w zakresie m.in. scenariusza. Wiele się nauczyłam, cały czas wspierała mnie również ekipa i obsada. Wspaniale było pracować z Samem, tym razem w nieco innej roli. Cały czas wydawało mi się, iż będę szczęśliwa robiąc to i to. Kiedy za kamerą, patrzyłam na monitory i obserwowałam aktorów, zdałam sobie sprawę, iż non stop się uśmiechałam. Kiedy grasz z kimś scenę, nie do końca jesteś świadomy, jakie decyzje w tej chwili podejmują, jak grają. Odpowiadasz na ich rytm, łączysz się z nimi. W tym przypadku, zza kamery, miałam okazję zobaczyć co chcą osiągnąć w danej chwili, zrozumieć dany wybór. Mogłam trochę pomóc aktorom, ukierunkować ich delikatnie w którejś ze scen. To było niesamowite doświadczenie i jestem za nie wdzięczna.
W "Outlanderze" Claire jest ukazana jako niezależna kobieta i równa partnerka dla Jamiego, choćby w trudnych dla kobiet czasach. Jak zmieniała się ich relacja na przestrzeni lat?
Sam Heughan: Oboje są w tym związku równi; są pełni pasji, uparci, inteligentni. Mają swoje historie i siebie nawzajem. Z biegiem czasu nauczyli się jednak lepiej siebie rozumieć oraz potrzebować. W poprzednich sezonach byli rozdzieleni przez różne wydarzenia, stracili kontakt; dowiedzieli się, jak wygląda życie bez ukochanego/ukochanej. To w pewnym sensie czyni ich bardziej kruchymi i sprawia, iż mocniej walczą o swoją miłość.
Caitriona Balfe: W tym momencie, w ósmym sezonie, nie liczą się już tylko oni - mają dużą rodzinę, przyjaciół. Mają kolejne obowiązki wobec innych, co sprawia, iż ich relacja zmienia się i dojrzewa. Piękne jest to, iż mają kilka scen, w których nieźle się kłócą lub droczą, ale nie zadajemy już pytania “będą razem, czy nie". Ich więź jest mocna. Bardziej patrzymy na to jaka ona jest i czy ich wzajemne frustracje mogą doprowadzić do punktu zapalnego.
Zobacz też: Od lat biją rekordy popularności. Nie boją się łamać kolejnych tabu
Idź do oryginalnego materiału