„Entropea” w Galerii Entropia

magazynszum.pl 1 tydzień temu

godła wszystkich rzeczy, które przybyłem tu przeczytać[ref]Tytuły śródrozdziałów pochodzą z trzech tekstów (J. Joyce, Ulisses, tłum. M. Słomczyński, Warszawa 1969; L. Aragon, Przygody Telemacha, tłum. I. Wachlowska, Warszawa 1970; C. Lévi-Strauss, Smutek tropików, tłum. A. Steinsberg, Warszawa 1964), wybranych przez Alicję Jodko do instalacji wizualno-dźwiękowych: Alicja Jodko, aranżacja ze Smutkiem tropików; muszla z tekstami Ulissesa [czytali: Jerzy Starzyński, Alicja Jodko, realizacja techniczna: Michał Jodko] oraz Alicja Jodko, działanie dokamerowe Kanał lewy, kanał prawy [fot. Mariusz Jodko]; muszla z tekstami z Przygód Telemacha [czytał: Jerzy Starzyński, realizacja techniczna: Michał Jodko].[/ref]

Wyobraź sobie nieskończoną kolekcję-żywą bibliotekę obrazów, dźwięków, struktur, duchów, plazm i prądów, znalezisk i artefaktów, przedmiotów z duszą i bez klucza, doniosłych i nieznacznych, bibliotekę bez indeksu i wskazówek nawigacji… To Entropia. Wyobraź sobie wystawę-pejzaż, w którą wsiąkasz jak w dziką plażę, w obłoki, w tumany, w ocean, w szum i odgłosy wodnego żywiołu; rizomatyczną, nielinearną opowieść o tym, co było i co mogło się zdarzyć… To Entropea.

Wrocławska Galeria Entropia obchodzi w tym roku okrągły jubileusz – w lipcu mija 40 lat od pierwszego, jeszcze nieinstytucjonalnego pojawienia się Entropii w przestrzeni miasta jako niekonwencjonalnej, otwartej sytuacji uczestniczenia w obiegu sztuki. Nazwa galerii wyłoniła się z piany morskiej w czerwcu 1986 – jak mówią Alicja i Mariusz Jodko, animujący tę legendarną przestrzeń sztuki od jej początków, a było ich co najmniej dwa: w lipcu 1986 odbyła się kilkutygodniowa akcja artystyczna o takim tytule, która poprzedziła oficjalne otwarcie Galerii Entropia w 1988. W Katalogu Entropii Sztuki (dalej KES), podsumowującym działalność galerii w 2013, Alicja i Mariusz pisali: „Entropia to jak wiadomo pojęcie opisujące zjawiska i procesy nieokiełznane, zaskakujące i anarchiczne. W zastosowaniu do sztuki może dawać przybliżoną orientację nt. stanu jej nieuporządkowania, odejścia od konwencji, przyzwyczajeń, czyli np. otwartości, gotowości do koincydencji, a także przenikania się z innymi dziedzinami życia. W tym kontekście Entropia Sztuki jest wyrazem poszukiwania alternatyw, różnych punktów widzenia. To postawa związana nie tylko z tworzeniem sztuki, ale również z jej odbiorem, funkcjonowaniem jako części codziennego życia, to zaprzeczenie «sztuczności» sztuki. To także autorefleksja galerii, miejsca gdzie przedstawia się dzieła artystów, pracuje i tworzy sytuacje kontaktu z widzem”.

Do mitu założycielskiego Entropii nawiązuje na wystawie centralna diorama według koncepcji Alicji Jodko, aluzyjnie osnuta na słynnym obrazie Sandra Botticellego. Postać Wenus, zjawiskowo oddana w naściennym malowidle szablonowym Bożeny Grzyb-Jarodzkiej, wyłania się z nadmorskiego piasku i z fal kunsztownie wygrawerowanych na podłodze przez Joannę Kasper w technice sidoluksografii (wynalezionej w Galerii Entropia na początku XXI wieku). Bogini przybiła właśnie w muszli do brzegów Entropii, w otoczeniu nadbałtyckich Zefirów (u Botticellego Zefira i Chloris) – kitesurferów namalowanych szablonowo (Bożena Grzyb-Jarodzka, Julita Gelzak) – i mewich piór (u Botticellego róż), a amorficzna istota z korzenia lawendy, pieczołowicie wyszlifowanego przez Joannę Kasper, spieszy, by okryć ją siecią rybacką z wplątaną weń taśmą filmową 16 mm (to Hora). Obok głównego obrazu abstrakcyjne malowidło morskiej kipieli (Morze!) oraz wizerunek Homera (Le mépris) Andrzeja Reraka.

Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia

W tytule aktualnej wystawy pobrzmiewa echo „ponadczasowych opowieści o podróży, wędrówce, o zwróceniu się ku początkowi”[ref]A. Jodko, https://entropia.art.pl/view_news.php?id=832 (dostęp: 21.07.2026).[/ref]. To historyczno-archiwalny powrót do (początku) Galerii Entropia i zarazem symboliczne podsumowanie-zwrot ku entropii jako zasadzie przenikającej tak kulturę (cywilizację), naturę (przyrodę), jak i ludzką egzystencję i działanie. Entropia w sztuce odnosić się ma do tego, co „nie do końca określone, a więc przeciwstawia się powszechnemu formatowaniu, odzwierciedla dążność do eksplorowania zjawisk jeszcze nie sklasyfikowanych” (KES). Format wydarzenia jest typowy dla Entropii: to multimedialna wystawa site specific, stworzona przez ośmioro artystek i artystów, w intuicyjnym porozumieniu. Charakter ten oddaje instalacja, która od wielu lat „nawarstwia się” w holu przed drzwiami galerii – wieloautorski asamblaż-palimpsest, formalnie natchniony książką-osobliwością Deleuze’a i Guattariego. Autorów jest tu kilkoro, a „że każdy z nas był wieloma, zrobiło się nas całkiem sporo. Użyliśmy tu wszystkiego, co było pod ręką – tego, co najbliższe i tego, co najdalsze”[ref]G. Deleuze, F. Guattari, Tysiąc plateau, tłum. zbiorowe, Warszawa 2015, s. 3.[/ref]. Inspiracji filozoficznych, literackich, a także filmowych, odnajdziemy w Entropei bez liku: obok mentalnych i sensualnych pejzaży morza z wędrówek-olśnień Aragona i Joyce’a, Homera widzianego oczami Langa w filmie Godarda, myśl nomadyczna, rizomatyka, anatomia niepokoju Chatwina, dzikie myślenie, entropologia Lévi-Straussa…

Obok wspomnianej instalacji-palimpsestu wyświetlane są dwa archiwalne filmy przywołujące prapoczątki Entropii. Film Mariusza Jodko Wyjście robotników z galerii (1986, film 16 mm, 2:20) chwyta moment pojawienia się w miejskiej przestrzeni w lipcu 1986 roku komunikatów wizualnych anonsujących akcję artystyczną o nazwie „Galeria Entropia”. Drugi film to poklatkowa animacja kartek pocztowych, których niewielki wybór prezentowany jest na wystawie (Alicja i Mariusz Jodkowie, Andrzej Rerak Mail Art. Post Art. Pocztowe numery, animacja, dokument 16mm, 1985-88). W sąsiedztwie projekcji Julita Gielzak zapowiada wędrówkę po wystawie znakiem graficznym – Różą wiatrów (raczej entropiczną – na pohybel nawigatorom i kolonizacji), w której ze stronami świata zgadzają się tylko dwie litery: E i N, a inne, dodane przez autorkę, układają się w tytułowe słowo, jeżeli je odczytać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Podwieszone do stropu szklane łzy (obiekt Joanny Kasper) dyskretnymi refleksami ożywiają przestrzeń i ślady wielu działań oraz wystaw, nadpisanych w przeszłości na murach i podłodze galerii. Podczas otwarcia w przedsionku galerii ekipa wystawy w pełnym składzie przeprowadziła performans (animację in situ): wspólnie komponując na sklepieniu i ścianach efemeryczny napis „ENTROPEA”, grając odbiciami z lusterek z wygrawerowanymi na nich przez Joannę Kasper literami. Działanie dopełniał dźwiękowy utwór Litery stworzony przez Pawła Czepułkowskiego podobnie jak inne jego kompozycje – pejzaże muzyczne skomponowane specjalnie do tej wystawy.

Galerię Entropia od początku z Alicją i Mariuszem Jodko oraz Andrzejem Rerakiem (w zespole od 1992) tworzyło wielu wybitnych artystów oraz artystek i nietuzinkowych postaci ze świata sztuki, kultury, filozofii, filmu, muzyki itd. Aktualną wystawę współtworzą: Paweł Czepułkowski, Julita Gielzak, Bożena Grzyb-Jarodzka, Alicja Jodko, Mariusz Jodko, Joanna Kasper, Andrzej Rerak i Andrzej Rogowski oraz nieżyjący już, ale zawsze obecny w pamięci przyjaciół i widoczny na wielu kartkach pocztowych, Ikar Kozak. „Multiinstrumentaliści”, których drogi przecinały się z działalnością Galerii Entropia, którzy wielokrotnie współtworzyli jej obraz i kształtowali jej formę z różnych miejsc na świecie, mieli w Entropii wystawy indywidualne bądź działali w projektach grupowych. Z kuratorami galerii spokrewnieni przez nieszablonową ciekawość i „radość eksperymentowania” w obszarach sztuki, filozofii i obszarach jeszcze nie nazwanych.

trzymaj się obecnego, tego tu, przez które cała przyszłość wpada do przeszłości

Z różnych względów przyjmujemy zazwyczaj, iż czas biegnie do przodu, a miejsce jest namacalne. To poręczne i ekonomiczne, ale nudne i – cóż – nieżyciowe. Wszak udziałem każdego z nas są nagłe zawieszenia, zaburzenia czasoprzestrzeni, mimowolne podróże w czasie, bilokacja w równoległych rzeczywistościach, zaskakujące de- i materializacje przedmiotów, poczucie solidnego osadzenia, choćby zakorzenienia, jak i chwilowej, mimowolnej lewitacji. W obliczu defragmentacji i niestałości przestrzeni, nieciągłości czasu, dekrystalizacji i rozczłonkowania ego, wciąż poszukujemy mocniejszych szwów, które spajają rzeczywistość. Nas samych – z przestrzenią i z czasem, przyszłość i przeszłość – z teraźniejszością. Codzienna odyseja jest zmaganiem z szaleństwem i dezintegracją światów, które albo kruszą się albo rozpadają nam w dłoniach. Wybieramy się więc w podróż – być może bez celu, bez planu, bez mapy i końca – by raz jeszcze połatać (bricoler) wspomnienia z przeżyciami i pragnieniami. Bez sensu? „Retoryka wydajności […] sugeruje, iż to, co niemierzalne, musi być bezwartościowe: iż cała przebogata paleta przyjemności, szczególnie tych które podpadają pod kategorie nieróbstwa – jak bujanie w obłokach, gapienie się w niebo, włóczenie bez celu, przyglądanie witrynom sklepowym – jest jedynie pustką, którą należy wypełnić czymś innym, czymś bardziej określonym, bardziej produktywnym albo przynajmniej szybszym”[ref]R. Solnit, Zew włóczęgi. Opowieści wędrowne, tłum. a. Dzierzgowska i S. Królak, Kraków 2018, s. 25.[/ref]. A my chcemy klecić nowe sensy, pozwalać płynąć przez nas obrazom, słowom i rzeczom, żonglować wspomnieniami i impresjami, pozwolić im sugerować tymczasowy porządek i odcisnąć kierunek. Jak ścieżce wydeptanej czyimiś bosymi stopami, która zaraz zarośnie, zmyje ją woda, morska fala…

Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Andrzej Rerak, „Le Mépris”, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Aicja Jodko, instalacja dźwiękowa, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia

Dziś „smutek tropików” to powszechny stan umysłu – rys kondycji ludzkiej, wyraz tęsknoty za solidnością i wcześniejszymi transcendentnymi punktami oparcia (jak Bóg, Absolut, Rozum, Historia, Tożsamość czy Natura), świadomość straty i niemożliwości spełnienia. Choć podróż to obietnica bez pokrycia, w drodze smutek nie jest tak przejmujący. Włóczęga przynosi ulgę. Podczas wędrówki czas rusza z miejsca w niecodziennych kierunkach, pleni się przestrzeń, gdy „każda z […] drobnych przygód wywołuje inną w moim wspomnieniu” a błahe zdarzenie z przeszłości, ślad bez znaczenia, odcisk w piasku, „zepsuta” muszla czy korzeń wyrzucony przez ocean, zapowiadają „głębsze zaburzenie”, niczym „przepowiednia przeszłości”. I choć – jak pisał 70 lat temu przywoływany w tym akapicie Lévi-Strauss: „Rozszerzająca się i wnosząca niepokój cywilizacja zakłóca na zawsze spokój morza. Zapach zwrotników i świeżość istot są zepsute przez fermentację o podejrzanych wyziewach, która psuje nasze pragnienia i zmusza nas do zbierania wspomnień na wpół skażonych” – wciąż poddajemy się namiętności, obsesji i mirażom podróży do naszych Lahaur. Niestrudzenie rekonstruujemy Itaki naszego dzieciństwa, naszej młodości, naszej dojrzałości, z „ułamków i szczątków”[ref]C. Lévi-Strauss, Smutek tropików, s. 33, 34 i 39.[/ref]. Ich pozostałości co rusz to wracają w nowych konfiguracjach, wpasowując się w teraźniejszość i otwierając kolejne furtki w naszej pamięci i wyobraźni.

W klimacie smutku tropików i spotkania tego, co odległe i „egzotyczne” z tym, co zwyczajne, utrzymane są kolaże Andrzeja Rogowskiego. Korespondują z nimi porzucone w gęstwinie morszczynów z Morza Północnego butelki z wiadomościami/notatkami z Levi-Straussa: o cywilizacji, o podróżach, o entropologii…

Jednym z powracających w Entropei artefaktów jest gipsowa głowa – kopia dwustuletniej płaskorzeźby z dekoracyjnego fryzu zdobiącego wyższe piętra kamienicy przy Rzeźniczej 4. „Antyczna” głowa-resztka, prawdopodobnie jest alegorią jednej z pór roku. Leżąc na parapecie przygląda się obłokom za oknem galerii. Jest główną bohaterką jednego z filmów wyświetlanych w „postkolonialnej” sali projekcyjnej, zaaranżowanej w konwencji tropikalnej przez Mariusza Jodko. Można tu zasiąść i obejrzeć kilka, przyciętych do rozmiaru cierpliwości widza, opowieści filmowych znad morza (i kręconej przez Alicję i Mariusza od ponad 40 lat Ulissei) oraz jedno z działań dokamerowych w nadmorskim plenerze (Entropia od morza do morza, A. Jodko, video: M. Jodko, 2012-2013, 5:12).

Wszystkie te dziury i kamyki. Któż by je przeliczył?

Już jasne jest, iż nieskażony ogląd świata „jaki jest” czy „jaki był” nie będzie nam dany, ale może uda nam się jeszcze prysnąć z buraczanej monokultury rozpędzonej cywilizacji[ref]Por. tamże, s. 34-35.[/ref]. Czy osobliwy pomysł zastąpienia antropologii (jako nauki o człowieku i jego kulturowej schedzie) entropologią, tj. „dyscypliną poświęconą badaniom procesu dezintegracji w jego najdonioślejszych przejawach”, był smutnym żartem Lévi-Straussa wymierzonym w dobre samopoczucie współczesnego, cywilizowanego człowieka? Czy może kołem ratunkowym rzuconym ludzkości – gatunkowi skazanemu na progres, obciążonemu zespołem filozoficzno-artystycznej nadpobudliwości wraz z deficytem uwagi i empatii? Człowiekowi, który nie może się zatrzymać, zaprzestać zbieractwa, polowań, podbojów, wytwarzania i konsumowania.

Joanna Kasper, obiekty, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Andrzej Rogowski, kolaże, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Alicja Jodko, aranżacja, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia

W chacie Kennetha Bakkera nad Oceanem Indyjskim na południowych krańcach Afryki miejsce kominka w salonie zajęła zmajstrowana przez niego gablota z oceanicznymi znaleziskami. Library of natural forms Henry’ego Moore’a, niewyczerpana kolekcja inspiracji dla jego rzeźb, do dziś przyciąga jak magnes w studio-muzeum w Hertfordshire. Podobnie jak nadmorski modernistyczny ogród Dereka Jarmana przy Prospect Cottage. Octavio Paz w wierszu Objects and Apparitions (w tłumaczeniu Elizabeth Bishop) podkreślał parachronię poezji i sztuki, słowa i znaleziska: „Monuments to every moment, refuse of every moment, used: cages for infinity./ Marbles, buttons, thimbles, dice, pins, stamps, and glass beads: tales of time”, by w ostatnim wersie oddać hołd innemu genialnemu bricoleurowi, Josephowi Cornellowi: „inside your boxes my words became visible for a moment”. Z tego, co wyrzuciło morze, w całości skonstruowane są dwie Tratwy Odyseusza (autorstwa Alicji Jodko) – większa z nich w formie dioramy, jak cenna pamiątka z podróży, w solidnej szklanej gablocie, pokryta szlachetną warstwą kurzu. Podłoga galerii usłana jest piaskiem, wodorostami, koralowcami i innymi darami, które Wenus udało się upchnąć w muszli. Plemię Entropii połączyła niewytłumaczalna, instynktowna słabość do morskich znalezisk-symboli tego, co bliskie i odległe zarazem.

Czy ktokolwiek gdziekolwiek będzie czytał te napisane słowa?

Słowa-znaleziska to jeszcze jeden początek Entropei. To od nich zaczyna się historia Entropii i do nich powraca opowieść o sztuce. Dialektyka odejścia i powrotu (nostos) okazuje się istotniejsza od samego miejsca (Itaki, Lahaur, Edenu, bout du monde czy domu) i od czasu (rajskiego, dzieciństwa, wolności itd.). Bez niej skazani jesteśmy na nostalgię, sentymentalną tęsknotę za tym, co minione (utracone), a czego obraz – jak relikwię, której autentyczność jest zawsze wątpliwa – przechowujemy w pamięci. A przedłużający się, dotkliwy niedosyt czy brak przeradza się w melancholię. Sztuka – w post sztukę.

Alicja Jodko, instalacja dźwiękowa, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia

Wystawa Entropea obfituje w słowa – plastyczne tworzywo w głowie, ustach i rękach genialnych słowotwórczyń i recyklerów języka (found words). W uprawianym (przy koniecznym udziale i zaangażowaniu Poczty Polskiej oraz bliskich Entropii osób korespondencyjnych) mail-artowym rzemiośle to właśnie słowa stają się wehikułem podróży a źródłosłowy – jej celem. Nie bez kozery przewodnikami w drodze stali się wspomniani Joyce i Aragon – radykalni (radix) wiwisektorzy języka.

„Mail art [sztuka poczty/sztuka przez pocztę] to działalność polegająca na przesyłaniu komunikatów artystycznych przy pomocy poczty, która stwarza możliwość alternatywnego obiegu sztuki i komunikacji poza układem instytucjonalnym, komercyjnym i sprofesjonalizowanym” (KES). W holu przed wejściem wita nas kolaż filmowy z kartek pocztowych DIY, które w latach 1980. przesyłali między Wrocławiem, Oławą i Nowym Jorkiem Alicja i Mariusz Jodko, Ikar Kozak i Andrzej Rerak (Mail Art. Post Art. Pocztowe numery, animacja, dokument 16mm, 1985-1988, 3:53, muzyka: Kristen). A w głównej sali czeka na nas grafika naścienna wykonana przez Julitę Gielzak według projektu i w aranżacji Alicji i Mariusza, przedstawiająca Alicję rozrzucającą archiwalne pocztówki-obiekty (Mail art, 1985-1988). Te fantastyczne, unikatowe, zabawne kolaże pocztówkowe są medium rozpoznawczym galerii od początku jej funkcjonowania (pierwsza wystawa Entropii w 1986; kolejna wystawa Pocztowe numery w 1988). Mailartowa instalacja koresponduje z dwoma obiektami-maszynami do pisania toczącymi rozmowę u jej stóp (Julita Gielzak i Alicja Jodko, Vice-Versa). Prócz rozrzuconych pocztówek na podłodze galerii pojawiają się wydrapane w technice sidoluksografii fale i stemple, naśladujące te pocztowe (realizacja wspólna znaków sidoluksograficznych: Joanna Kasper, Julita Gielzak, Bożena Grzyb-Jarodzka, Alicja Jodko).

Julita Gielzak, Alicja Jodko, „Vice-Versa”, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Mariusz Jodko, kadry z filmów, widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia
Widok wystawy „Entropea”, fot. Alicja Kielan, dzięki uprzejmości Galerii Entropia

Mail art (post art) przypomina rozmowę na odległość, której przysłuchują się niewiadomi odbiorcy – oni też coś dopowiadają, generują nowe sensy. Ponownie podróżowanie okazuje się czynnikiem pozytywnie dezintegrującym i remedium na martwotę czy skostnienie języka ojczystego vel matczynego. Semantyczna perfekcja – idée fixe Kanta, Lévi-Straussa, a także Alicji i Julity, jest przyczyną językowych odysei i poszukiwań oraz wyrazem tęsknoty (nostos) za „pierwszym” słowem, próbą genesis języka. Przekrzyczeć morze, przekrzyczeć wiatr i przejrzeć chmury (dźwięki i widoki w nieustannych przemianach, sans sens), by objaśnić innym świat słowem, słowo-go-tworzyć od początku. W Odysei Homera przewodnikiem-tłumaczem w podróży – zwykłej „sekwencji przygód”[ref]M. Horkheimer, Th.W. Adorno, Dialektyka oświecenia, tłum. M. Łukasiewicz, Warszawa 1994, s. 65.[/ref], wędrówce bez celu – był Odys, „mąż politropiczny” (aner polytropos – „mąż bywały”, ale też „pełen wykrętów/numerów”); ten, co przeżył wiele i był wieloma, podążał wieloma drogami i był w wielu miejscach. Po Entropei (rozdziale w podróży galerii) prowadzi „człowiek entropiczny” (aner entropos), który „wysławia” świat w jego nieskończonej metabolé (rozpadzie i od-stawaniu) na rozmaite sposoby: Telemach Aragona i Bloom, Dedalus oraz Molly (!) Joyce’a. Historia filozofii (kultury) obfituje w rozmaite oczywistości: człowiek staje się w ruchu a życie jest pielgrzymką (figury perypatetyka, homo viator, nomady, podmiotu in transition itp.). Bycie (czy stawanie się) w drodze można zaliczyć tak do klasycznych, modernistycznych, jak i ponowoczesnych toposów humanistyki, literatury, religii, sztuki. Niezmiennie bez konkretnej odpowiedzi pozostaje pytanie o powody podróży – być może „wszystko to zbyt małe” (nasze „ciała są zbyt małe, by zawrzeć więcej niż jednego mieszkańca” – jak pisze Rothfeld), ciasno nam w sobie i z tego niedopasowania ruszamy w drogę; być może w podróży ścigamy iluzję nieskażonego początku; być może podróż nie ma sensu.

Entropea jest podróżą – historyczną (w czasie) i semantyczną (w poszukiwaniu znaczenia). Nie tylko epicką historią istotnych wydarzeń i bohaterów, ale również opowieścią o tym, jak w porządek dziejów wkracza entropia – dezintegrując ciągłość linearnej historii i rozwalając system od środka, otwierając świat sztuki (instytucji, galerii) na to, czego nie zdoła pomieścić muzeum, biuro czy archiwum.

Agnieszka Bandura

Idź do oryginalnego materiału