godła wszystkich rzeczy, które przybyłem tu przeczytać[ref]Tytuły śródrozdziałów pochodzą z trzech tekstów (J. Joyce, Ulisses, tłum. M. Słomczyński, Warszawa 1969; L. Aragon, Przygody Telemacha, tłum. I. Wachlowska, Warszawa 1970; C. Lévi-Strauss, Smutek tropików, tłum. A. Steinsberg, Warszawa 1964), wybranych przez Alicję Jodko do instalacji wizualno-dźwiękowych: Alicja Jodko, aranżacja ze Smutkiem tropików; muszla z tekstami Ulissesa [czytali: Jerzy Starzyński, Alicja Jodko, realizacja techniczna: Michał Jodko] oraz Alicja Jodko, działanie dokamerowe Kanał lewy, kanał prawy [fot. Mariusz Jodko]; muszla z tekstami z Przygód Telemacha [czytał: Jerzy Starzyński, realizacja techniczna: Michał Jodko].[/ref]
Wyobraź sobie nieskończoną kolekcję-żywą bibliotekę obrazów, dźwięków, struktur, duchów, plazm i prądów, znalezisk i artefaktów, przedmiotów z duszą i bez klucza, doniosłych i nieznacznych, bibliotekę bez indeksu i wskazówek nawigacji… To Entropia. Wyobraź sobie wystawę-pejzaż, w którą wsiąkasz jak w dziką plażę, w obłoki, w tumany, w ocean, w szum i odgłosy wodnego żywiołu; rizomatyczną, nielinearną opowieść o tym, co było i co mogło się zdarzyć… To Entropea.
Wrocławska Galeria Entropia obchodzi w tym roku okrągły jubileusz – w lipcu mija 40 lat od pierwszego, jeszcze nieinstytucjonalnego pojawienia się Entropii w przestrzeni miasta jako niekonwencjonalnej, otwartej sytuacji uczestniczenia w obiegu sztuki. Nazwa galerii wyłoniła się z piany morskiej w czerwcu 1986 – jak mówią Alicja i Mariusz Jodko, animujący tę legendarną przestrzeń sztuki od jej początków, a było ich co najmniej dwa: w lipcu 1986 odbyła się kilkutygodniowa akcja artystyczna o takim tytule, która poprzedziła oficjalne otwarcie Galerii Entropia w 1988. W Katalogu Entropii Sztuki (dalej KES), podsumowującym działalność galerii w 2013, Alicja i Mariusz pisali: „Entropia to jak wiadomo pojęcie opisujące zjawiska i procesy nieokiełznane, zaskakujące i anarchiczne. W zastosowaniu do sztuki może dawać przybliżoną orientację nt. stanu jej nieuporządkowania, odejścia od konwencji, przyzwyczajeń, czyli np. otwartości, gotowości do koincydencji, a także przenikania się z innymi dziedzinami życia. W tym kontekście Entropia Sztuki jest wyrazem poszukiwania alternatyw, różnych punktów widzenia. To postawa związana nie tylko z tworzeniem sztuki, ale również z jej odbiorem, funkcjonowaniem jako części codziennego życia, to zaprzeczenie «sztuczności» sztuki. To także autorefleksja galerii, miejsca gdzie przedstawia się dzieła artystów, pracuje i tworzy sytuacje kontaktu z widzem”.
Do mitu założycielskiego Entropii nawiązuje na wystawie centralna diorama według koncepcji Alicji Jodko, aluzyjnie osnuta na słynnym obrazie Sandra Botticellego. Postać Wenus, zjawiskowo oddana w naściennym malowidle szablonowym Bożeny Grzyb-Jarodzkiej, wyłania się z nadmorskiego piasku i z fal kunsztownie wygrawerowanych na podłodze przez Joannę Kasper w technice sidoluksografii (wynalezionej w Galerii Entropia na początku XXI wieku). Bogini przybiła właśnie w muszli do brzegów Entropii, w otoczeniu nadbałtyckich Zefirów (u Botticellego Zefira i Chloris) – kitesurferów namalowanych szablonowo (Bożena Grzyb-Jarodzka, Julita Gelzak) – i mewich piór (u Botticellego róż), a amorficzna istota z korzenia lawendy, pieczołowicie wyszlifowanego przez Joannę Kasper, spieszy, by okryć ją siecią rybacką z wplątaną weń taśmą filmową 16 mm (to Hora). Obok głównego obrazu abstrakcyjne malowidło morskiej kipieli (Morze!) oraz wizerunek Homera (Le mépris) Andrzeja Reraka.
W tytule aktualnej wystawy pobrzmiewa echo „ponadczasowych opowieści o podróży, wędrówce, o zwróceniu się ku początkowi”[ref]A. Jodko, https://entropia.art.pl/view_news.php?id=832 (dostęp: 21.07.2026).[/ref]. To historyczno-archiwalny powrót do (początku) Galerii Entropia i zarazem symboliczne podsumowanie-zwrot ku entropii jako zasadzie przenikającej tak kulturę (cywilizację), naturę (przyrodę), jak i ludzką egzystencję i działanie. Entropia w sztuce odnosić się ma do tego, co „nie do końca określone, a więc przeciwstawia się powszechnemu formatowaniu, odzwierciedla dążność do eksplorowania zjawisk jeszcze nie sklasyfikowanych” (KES). Format wydarzenia jest typowy dla Entropii: to multimedialna wystawa site specific, stworzona przez ośmioro artystek i artystów, w intuicyjnym porozumieniu. Charakter ten oddaje instalacja, która od wielu lat „nawarstwia się” w holu przed drzwiami galerii – wieloautorski asamblaż-palimpsest, formalnie natchniony książką-osobliwością Deleuze’a i Guattariego. Autorów jest tu kilkoro, a „że każdy z nas był wieloma, zrobiło się nas całkiem sporo. Użyliśmy tu wszystkiego, co było pod ręką – tego, co najbliższe i tego, co najdalsze”[ref]G. Deleuze, F. Guattari, Tysiąc plateau, tłum. zbiorowe, Warszawa 2015, s. 3.[/ref]. Inspiracji filozoficznych, literackich, a także filmowych, odnajdziemy w Entropei bez liku: obok mentalnych i sensualnych pejzaży morza z wędrówek-olśnień Aragona i Joyce’a, Homera widzianego oczami Langa w filmie Godarda, myśl nomadyczna, rizomatyka, anatomia niepokoju Chatwina, dzikie myślenie, entropologia Lévi-Straussa…
Obok wspomnianej instalacji-palimpsestu wyświetlane są dwa archiwalne filmy przywołujące prapoczątki Entropii. Film Mariusza Jodko Wyjście robotników z galerii (1986, film 16 mm, 2:20) chwyta moment pojawienia się w miejskiej przestrzeni w lipcu 1986 roku komunikatów wizualnych anonsujących akcję artystyczną o nazwie „Galeria Entropia”. Drugi film to poklatkowa animacja kartek pocztowych, których niewielki wybór prezentowany jest na wystawie (Alicja i Mariusz Jodkowie, Andrzej Rerak Mail Art. Post Art. Pocztowe numery, animacja, dokument 16mm, 1985-88). W sąsiedztwie projekcji Julita Gielzak zapowiada wędrówkę po wystawie znakiem graficznym – Różą wiatrów (raczej entropiczną – na pohybel nawigatorom i kolonizacji), w której ze stronami świata zgadzają się tylko dwie litery: E i N, a inne, dodane przez autorkę, układają się w tytułowe słowo, jeżeli je odczytać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Podwieszone do stropu szklane łzy (obiekt Joanny Kasper) dyskretnymi refleksami ożywiają przestrzeń i ślady wielu działań oraz wystaw, nadpisanych w przeszłości na murach i podłodze galerii. Podczas otwarcia w przedsionku galerii ekipa wystawy w pełnym składzie przeprowadziła performans (animację in situ): wspólnie komponując na sklepieniu i ścianach efemeryczny napis „ENTROPEA”, grając odbiciami z lusterek z wygrawerowanymi na nich przez Joannę Kasper literami. Działanie dopełniał dźwiękowy utwór Litery stworzony przez Pawła Czepułkowskiego podobnie jak inne jego kompozycje – pejzaże muzyczne skomponowane specjalnie do tej wystawy.
Galerię Entropia od początku z Alicją i Mariuszem Jodko oraz Andrzejem Rerakiem (w zespole od 1992) tworzyło wielu wybitnych artystów oraz artystek i nietuzinkowych postaci ze świata sztuki, kultury, filozofii, filmu, muzyki itd. Aktualną wystawę współtworzą: Paweł Czepułkowski, Julita Gielzak, Bożena Grzyb-Jarodzka, Alicja Jodko, Mariusz Jodko, Joanna Kasper, Andrzej Rerak i Andrzej Rogowski oraz nieżyjący już, ale zawsze obecny w pamięci przyjaciół i widoczny na wielu kartkach pocztowych, Ikar Kozak. „Multiinstrumentaliści”, których drogi przecinały się z działalnością Galerii Entropia, którzy wielokrotnie współtworzyli jej obraz i kształtowali jej formę z różnych miejsc na świecie, mieli w Entropii wystawy indywidualne bądź działali w projektach grupowych. Z kuratorami galerii spokrewnieni przez nieszablonową ciekawość i „radość eksperymentowania” w obszarach sztuki, filozofii i obszarach jeszcze nie nazwanych.
trzymaj się obecnego, tego tu, przez które cała przyszłość wpada do przeszłości
Z różnych względów przyjmujemy zazwyczaj, iż czas biegnie do przodu, a miejsce jest namacalne. To poręczne i ekonomiczne, ale nudne i – cóż – nieżyciowe. Wszak udziałem każdego z nas są nagłe zawieszenia, zaburzenia czasoprzestrzeni, mimowolne podróże w czasie, bilokacja w równoległych rzeczywistościach, zaskakujące de- i materializacje przedmiotów, poczucie solidnego osadzenia, choćby zakorzenienia, jak i chwilowej, mimowolnej lewitacji. W obliczu defragmentacji i niestałości przestrzeni, nieciągłości czasu, dekrystalizacji i rozczłonkowania ego, wciąż poszukujemy mocniejszych szwów, które spajają rzeczywistość. Nas samych – z przestrzenią i z czasem, przyszłość i przeszłość – z teraźniejszością. Codzienna odyseja jest zmaganiem z szaleństwem i dezintegracją światów, które albo kruszą się albo rozpadają nam w dłoniach. Wybieramy się więc w podróż – być może bez celu, bez planu, bez mapy i końca – by raz jeszcze połatać (bricoler) wspomnienia z przeżyciami i pragnieniami. Bez sensu? „Retoryka wydajności […] sugeruje, iż to, co niemierzalne, musi być bezwartościowe: iż cała przebogata paleta przyjemności, szczególnie tych które podpadają pod kategorie nieróbstwa – jak bujanie w obłokach, gapienie się w niebo, włóczenie bez celu, przyglądanie witrynom sklepowym – jest jedynie pustką, którą należy wypełnić czymś innym, czymś bardziej określonym, bardziej produktywnym albo przynajmniej szybszym”[ref]R. Solnit, Zew włóczęgi. Opowieści wędrowne, tłum. a. Dzierzgowska i S. Królak, Kraków 2018, s. 25.[/ref]. A my chcemy klecić nowe sensy, pozwalać płynąć przez nas obrazom, słowom i rzeczom, żonglować wspomnieniami i impresjami, pozwolić im sugerować tymczasowy porządek i odcisnąć kierunek. Jak ścieżce wydeptanej czyimiś bosymi stopami, która zaraz zarośnie, zmyje ją woda, morska fala…
Dziś „smutek tropików” to powszechny stan umysłu – rys kondycji ludzkiej, wyraz tęsknoty za solidnością i wcześniejszymi transcendentnymi punktami oparcia (jak Bóg, Absolut, Rozum, Historia, Tożsamość czy Natura), świadomość straty i niemożliwości spełnienia. Choć podróż to obietnica bez pokrycia, w drodze smutek nie jest tak przejmujący. Włóczęga przynosi ulgę. Podczas wędrówki czas rusza z miejsca w niecodziennych kierunkach, pleni się przestrzeń, gdy „każda z […] drobnych przygód wywołuje inną w moim wspomnieniu” a błahe zdarzenie z przeszłości, ślad bez znaczenia, odcisk w piasku, „zepsuta” muszla czy korzeń wyrzucony przez ocean, zapowiadają „głębsze zaburzenie”, niczym „przepowiednia przeszłości”. I choć – jak pisał 70 lat temu przywoływany w tym akapicie Lévi-Strauss: „Rozszerzająca się i wnosząca niepokój cywilizacja zakłóca na zawsze spokój morza. Zapach zwrotników i świeżość istot są zepsute przez fermentację o podejrzanych wyziewach, która psuje nasze pragnienia i zmusza nas do zbierania wspomnień na wpół skażonych” – wciąż poddajemy się namiętności, obsesji i mirażom podróży do naszych Lahaur. Niestrudzenie rekonstruujemy Itaki naszego dzieciństwa, naszej młodości, naszej dojrzałości, z „ułamków i szczątków”[ref]C. Lévi-Strauss, Smutek tropików, s. 33, 34 i 39.[/ref]. Ich pozostałości co rusz to wracają w nowych konfiguracjach, wpasowując się w teraźniejszość i otwierając kolejne furtki w naszej pamięci i wyobraźni.
W klimacie smutku tropików i spotkania tego, co odległe i „egzotyczne” z tym, co zwyczajne, utrzymane są kolaże Andrzeja Rogowskiego. Korespondują z nimi porzucone w gęstwinie morszczynów z Morza Północnego butelki z wiadomościami/notatkami z Levi-Straussa: o cywilizacji, o podróżach, o entropologii…
Jednym z powracających w Entropei artefaktów jest gipsowa głowa – kopia dwustuletniej płaskorzeźby z dekoracyjnego fryzu zdobiącego wyższe piętra kamienicy przy Rzeźniczej 4. „Antyczna” głowa-resztka, prawdopodobnie jest alegorią jednej z pór roku. Leżąc na parapecie przygląda się obłokom za oknem galerii. Jest główną bohaterką jednego z filmów wyświetlanych w „postkolonialnej” sali projekcyjnej, zaaranżowanej w konwencji tropikalnej przez Mariusza Jodko. Można tu zasiąść i obejrzeć kilka, przyciętych do rozmiaru cierpliwości widza, opowieści filmowych znad morza (i kręconej przez Alicję i Mariusza od ponad 40 lat Ulissei) oraz jedno z działań dokamerowych w nadmorskim plenerze (Entropia od morza do morza, A. Jodko, video: M. Jodko, 2012-2013, 5:12).
Wszystkie te dziury i kamyki. Któż by je przeliczył?
Już jasne jest, iż nieskażony ogląd świata „jaki jest” czy „jaki był” nie będzie nam dany, ale może uda nam się jeszcze prysnąć z buraczanej monokultury rozpędzonej cywilizacji[ref]Por. tamże, s. 34-35.[/ref]. Czy osobliwy pomysł zastąpienia antropologii (jako nauki o człowieku i jego kulturowej schedzie) entropologią, tj. „dyscypliną poświęconą badaniom procesu dezintegracji w jego najdonioślejszych przejawach”, był smutnym żartem Lévi-Straussa wymierzonym w dobre samopoczucie współczesnego, cywilizowanego człowieka? Czy może kołem ratunkowym rzuconym ludzkości – gatunkowi skazanemu na progres, obciążonemu zespołem filozoficzno-artystycznej nadpobudliwości wraz z deficytem uwagi i empatii? Człowiekowi, który nie może się zatrzymać, zaprzestać zbieractwa, polowań, podbojów, wytwarzania i konsumowania.
W chacie Kennetha Bakkera nad Oceanem Indyjskim na południowych krańcach Afryki miejsce kominka w salonie zajęła zmajstrowana przez niego gablota z oceanicznymi znaleziskami. Library of natural forms Henry’ego Moore’a, niewyczerpana kolekcja inspiracji dla jego rzeźb, do dziś przyciąga jak magnes w studio-muzeum w Hertfordshire. Podobnie jak nadmorski modernistyczny ogród Dereka Jarmana przy Prospect Cottage. Octavio Paz w wierszu Objects and Apparitions (w tłumaczeniu Elizabeth Bishop) podkreślał parachronię poezji i sztuki, słowa i znaleziska: „Monuments to every moment, refuse of every moment, used: cages for infinity./ Marbles, buttons, thimbles, dice, pins, stamps, and glass beads: tales of time”, by w ostatnim wersie oddać hołd innemu genialnemu bricoleurowi, Josephowi Cornellowi: „inside your boxes my words became visible for a moment”. Z tego, co wyrzuciło morze, w całości skonstruowane są dwie Tratwy Odyseusza (autorstwa Alicji Jodko) – większa z nich w formie dioramy, jak cenna pamiątka z podróży, w solidnej szklanej gablocie, pokryta szlachetną warstwą kurzu. Podłoga galerii usłana jest piaskiem, wodorostami, koralowcami i innymi darami, które Wenus udało się upchnąć w muszli. Plemię Entropii połączyła niewytłumaczalna, instynktowna słabość do morskich znalezisk-symboli tego, co bliskie i odległe zarazem.
Czy ktokolwiek gdziekolwiek będzie czytał te napisane słowa?
Słowa-znaleziska to jeszcze jeden początek Entropei. To od nich zaczyna się historia Entropii i do nich powraca opowieść o sztuce. Dialektyka odejścia i powrotu (nostos) okazuje się istotniejsza od samego miejsca (Itaki, Lahaur, Edenu, bout du monde czy domu) i od czasu (rajskiego, dzieciństwa, wolności itd.). Bez niej skazani jesteśmy na nostalgię, sentymentalną tęsknotę za tym, co minione (utracone), a czego obraz – jak relikwię, której autentyczność jest zawsze wątpliwa – przechowujemy w pamięci. A przedłużający się, dotkliwy niedosyt czy brak przeradza się w melancholię. Sztuka – w post sztukę.
Wystawa Entropea obfituje w słowa – plastyczne tworzywo w głowie, ustach i rękach genialnych słowotwórczyń i recyklerów języka (found words). W uprawianym (przy koniecznym udziale i zaangażowaniu Poczty Polskiej oraz bliskich Entropii osób korespondencyjnych) mail-artowym rzemiośle to właśnie słowa stają się wehikułem podróży a źródłosłowy – jej celem. Nie bez kozery przewodnikami w drodze stali się wspomniani Joyce i Aragon – radykalni (radix) wiwisektorzy języka.
„Mail art [sztuka poczty/sztuka przez pocztę] to działalność polegająca na przesyłaniu komunikatów artystycznych przy pomocy poczty, która stwarza możliwość alternatywnego obiegu sztuki i komunikacji poza układem instytucjonalnym, komercyjnym i sprofesjonalizowanym” (KES). W holu przed wejściem wita nas kolaż filmowy z kartek pocztowych DIY, które w latach 1980. przesyłali między Wrocławiem, Oławą i Nowym Jorkiem Alicja i Mariusz Jodko, Ikar Kozak i Andrzej Rerak (Mail Art. Post Art. Pocztowe numery, animacja, dokument 16mm, 1985-1988, 3:53, muzyka: Kristen). A w głównej sali czeka na nas grafika naścienna wykonana przez Julitę Gielzak według projektu i w aranżacji Alicji i Mariusza, przedstawiająca Alicję rozrzucającą archiwalne pocztówki-obiekty (Mail art, 1985-1988). Te fantastyczne, unikatowe, zabawne kolaże pocztówkowe są medium rozpoznawczym galerii od początku jej funkcjonowania (pierwsza wystawa Entropii w 1986; kolejna wystawa Pocztowe numery w 1988). Mailartowa instalacja koresponduje z dwoma obiektami-maszynami do pisania toczącymi rozmowę u jej stóp (Julita Gielzak i Alicja Jodko, Vice-Versa). Prócz rozrzuconych pocztówek na podłodze galerii pojawiają się wydrapane w technice sidoluksografii fale i stemple, naśladujące te pocztowe (realizacja wspólna znaków sidoluksograficznych: Joanna Kasper, Julita Gielzak, Bożena Grzyb-Jarodzka, Alicja Jodko).
Mail art (post art) przypomina rozmowę na odległość, której przysłuchują się niewiadomi odbiorcy – oni też coś dopowiadają, generują nowe sensy. Ponownie podróżowanie okazuje się czynnikiem pozytywnie dezintegrującym i remedium na martwotę czy skostnienie języka ojczystego vel matczynego. Semantyczna perfekcja – idée fixe Kanta, Lévi-Straussa, a także Alicji i Julity, jest przyczyną językowych odysei i poszukiwań oraz wyrazem tęsknoty (nostos) za „pierwszym” słowem, próbą genesis języka. Przekrzyczeć morze, przekrzyczeć wiatr i przejrzeć chmury (dźwięki i widoki w nieustannych przemianach, sans sens), by objaśnić innym świat słowem, słowo-go-tworzyć od początku. W Odysei Homera przewodnikiem-tłumaczem w podróży – zwykłej „sekwencji przygód”[ref]M. Horkheimer, Th.W. Adorno, Dialektyka oświecenia, tłum. M. Łukasiewicz, Warszawa 1994, s. 65.[/ref], wędrówce bez celu – był Odys, „mąż politropiczny” (aner polytropos – „mąż bywały”, ale też „pełen wykrętów/numerów”); ten, co przeżył wiele i był wieloma, podążał wieloma drogami i był w wielu miejscach. Po Entropei (rozdziale w podróży galerii) prowadzi „człowiek entropiczny” (aner entropos), który „wysławia” świat w jego nieskończonej metabolé (rozpadzie i od-stawaniu) na rozmaite sposoby: Telemach Aragona i Bloom, Dedalus oraz Molly (!) Joyce’a. Historia filozofii (kultury) obfituje w rozmaite oczywistości: człowiek staje się w ruchu a życie jest pielgrzymką (figury perypatetyka, homo viator, nomady, podmiotu in transition itp.). Bycie (czy stawanie się) w drodze można zaliczyć tak do klasycznych, modernistycznych, jak i ponowoczesnych toposów humanistyki, literatury, religii, sztuki. Niezmiennie bez konkretnej odpowiedzi pozostaje pytanie o powody podróży – być może „wszystko to zbyt małe” (nasze „ciała są zbyt małe, by zawrzeć więcej niż jednego mieszkańca” – jak pisze Rothfeld), ciasno nam w sobie i z tego niedopasowania ruszamy w drogę; być może w podróży ścigamy iluzję nieskażonego początku; być może podróż nie ma sensu.
Entropea jest podróżą – historyczną (w czasie) i semantyczną (w poszukiwaniu znaczenia). Nie tylko epicką historią istotnych wydarzeń i bohaterów, ale również opowieścią o tym, jak w porządek dziejów wkracza entropia – dezintegrując ciągłość linearnej historii i rozwalając system od środka, otwierając świat sztuki (instytucji, galerii) na to, czego nie zdoła pomieścić muzeum, biuro czy archiwum.
Agnieszka Bandura





