Dzień, w którym dowiedziałam się, iż moja siostra wychodzi za mojego byłego męża
Byłam mężatką przez siedem lat. Żyliśmy razem od młodości zmajstrowaliśmy sobie mieszkanie, kupiliśmy regał w Ikei, jakoś wszystko się turlało. Moja mama mówiła: Zbudowaliście sobie życie, jak ludzie! Oczywiście skończyło się, gdy odkryłam, iż pan mąż ma drugą kobietę. Najpierw dziwne wiadomości, późne powroty, wieczne zostanę dłużej w pracy, aż w końcu pękł pod moim śledztwem przy herbacie. Już nie jestem szczęśliwy wieszcząc dramat, rzucił. Rozwód, życiowy melodramat jak z polsatowskiego serialu. Byłam wrakiem, więc odcięłam się; wyjechałam z Polski, kontakt zerowy, żadnych świąt, imienin, choćby zdjęcia rodzinnego łańcucha blokowałam szybciej niż reklamy majonezu.
Przez ten czas nie miałam zielonego pojęcia, co się dzieje u mojego byłego. Jego numer miałam na czarnej liście, a rodzinę poprosiłam, żeby mi dali święty spokój z jakimikolwiek nowinkami. Naiwnie sądziłam, iż był już tylko złym wspomnieniem także dla nich.
Po latach wróciłam i powoli zaczęłam się ogarniać z rodziną: urodziny, niedzielne rosół u mamy, jakieś pogawędki przez telefon o sąsiadce Zofii i jej kocie Bonifacym. Nikt, dosłownie nikt, nie zasugerował, iż na horyzoncie zbliża się tsunami.
Z siostrą Martyną zawsze było w porządku, ale nie blisko. Rozmawiałyśmy, ale raczej o tym, iż ziemniaki tanieją, nie o złamanych sercach.
Trzy miesiące temu Martyna zadzwoniła, iż koniecznie musimy się spotkać. Spotkałyśmy się w kawiarni ona podenerwowana, jakby miała abiturę z matematyki, ja nieświadoma niczego. Martyna mówi: Wychodzę za mąż i chciałabym, żebyś była moją świadkową!. Ja: Z kim, na litość boską?. Na chwilę zamilkła, beknęła z emocji, po czym wypaliła imię świadka koronnego mojego byłego męża. Myślę: żart. Poprosiłam o powtórkę. Ona jeszcze raz te same dane osobowe.
Wyjaśniła mi, iż są razem od dwóch lat. Przypominam sobie mój rozwód był troszkę wcześniej Czyli on nie tylko mnie wymienił na nowszy model skoczył sobie do mojej rodzinnej szafy! Po prostu polska telenowela.
Spytałam, czy rodzina wie. Wszyscy wiedzą. Na początku trochę dziwnie, teraz już normalnie. On znów jest częścią rodziny, tylko iż jako mój narzeczony. Nie powiedzieliśmy ci, bo baliśmy się, jak zareagujesz ty i te twoje smutne fazy. Dosłownie tak.
Tego samego dnia poszłam do mamy. Mama przybiła pieczęć wszyscy wiedzieli, żeby nie robić afery, po co wywoływać spory na święta. Poprosiła, żebym była dorosła i nie rozwalała rodzinnej imprezy. Dodała, iż już wszystko zabukowane, tort zamówiony, kapela zagra Przez twe oczy zielone, a ona nie potrzebuje dramatu na weselu po raz drugi. Zachowajmy spokój powiedziała.
Odmówiłam bycia świadkową. Ba! choćby nie potwierdziłam obecności na ślubie.
Od tamtej pory mam kontakt z rodziną na poziomie dzień dobry i zdrowia życzę. Ślub się odbył, Martyna dalej z nim jest.
A teraz to ja jestem tą niedojrzałą w rodzinnej plotkarskiej narracji.
Serio? To ja zwariowałam, czy ktoś tu przegapił odcinek serialu M jak Miłość?






![Małgorzata Tomaszewska: Macierzyństwo to ciężka praca bez prawa do urlopu [PODCAST]](https://s.mamadu.pl/gfx/mamadu/logo_fb_og.png?v1)



