Dzień, w którym dowiedziałam się, iż moja siostra wychodzi za mojego byłego męża.
Byłam mężatką przez siedem lat. Od młodych lat mieszkaliśmy razem, urządziliśmy wspólne mieszkanie, kupiliśmy meble, poukładaliśmy swoje życie wszystko zdawało się być w porządku. Nasz związek zakończył się, gdy odkryłam, iż pojawiła się inna kobieta. Znalazłam podejrzane wiadomości, dziwne harmonogramy, wieczne wymówki. Gdy go skonfrontowałam, przyznał się do wszystkiego. Powiedział, iż już nie czuje się szczęśliwy. Rozwiedliśmy się. Byłam załamana i wtedy całkiem się odsunęłam zarówno od niego, jak i od całej rodziny. Wyjechałam z Polski i zerwałam wszelki kontakt z bliskimi.
Przez ten czas nie wiedziałam nic o jego życiu. Zablokowałam go wszędzie, nie pytałam o niego nikogo. Moja rodzina też nie mówiła mi nic na jego temat. Założyłam, iż nie ma go już w ich życiu.
Po latach wróciłam i powoli zaczęłam znowu odzywać się do rodziny na urodziny, rodzinne obiady, czasem pogadanki przez telefon. Nikt nie wspominał nic dziwnego. Nic, co mogłoby mnie przygotować na to, co miało się wydarzyć.
Z siostrą, Martą, zawsze miałam poprawne relacje, ale nigdy nie byłyśmy naprawdę blisko. Rozmawiałyśmy, ale nie dzieliłyśmy się prawdziwie prywatnymi rzeczami.
Trzy miesiące temu zadzwoniła do mnie z prośbą o spotkanie. Umówiłyśmy się w jednej z warszawskich kawiarni. Była spięta i wyraźnie zdenerwowana. Powiedziała mi, iż wychodzi za mąż i chciałaby, żebym była jej świadkową.
Zapytałam, kto jest jej narzeczonym. Zawahała się przez chwilę. Potem wypowiedziała jego imię.
To był mój były mąż, Piotr.
Poprosiłam, by powtórzyła. Powiedziała znowu. Wyjaśniła, iż są razem od dwóch lat. Dwa lata. To oznaczało, iż ich związek rozpoczął się już po moim rozwodzie. A więc on nie tylko mnie zastąpił po prostu związał się z moją własną siostrą.
Zapytałam ją, czy rodzina o tym wiedziała. Odpowiedziała, iż tak. Że na początku było niezręcznie, ale wszyscy się przyzwyczaili. Że on już znowu jest częścią rodziny tyle iż teraz jako jej partner. I iż nie powiedzieli mi tego, bo nie wiedzieli jak, mając na uwadze moje trudne chwile.
Tego samego dnia rozmawiałam z mamą. Potwierdziła, iż wszyscy byli w to wtajemniczeni. Celowo nic mi nie mówili, żeby uniknąć konfliktu. Prosiła, żebym zachowała się dojrzale i nie stwarzała rodzinnego problemu. Powiedziała, iż ślub już jest w trakcie organizacji i nie życzą sobie napięć.
Odmówiłam bycia świadkową. choćby nie potwierdziłam, czy się pojawię.
Od tamtej pory mój kontakt z rodziną ograniczył się do minimum. Ślub się odbywa, Marta jest z Piotrem, a według nich to ja jestem tą niedojrzałą.
Czy to możliwe, iż rzeczywiście nią jestem?
Czasem życie przewraca wszystko do góry nogami i trzeba od nowa poukładać swój świat. Warto jednak pamiętać, iż poczucie własnej wartości nie zależy od tego, jak oceniają nas inni, tylko od tego, czy pozostaniemy uczciwi wobec siebie i swoich uczuć. Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy wybrać, w jakim kierunku pójdziemy dalej.










