Działka niezgody – córka odzyskuje swoje: rodzinny spór o dom letniskowy, pieniądze na Cypr i tajemnice sprzed lat

polregion.pl 1 dzień temu

Dacza wyboista droga, córka odzyskała swoje

Kasiu, no zrozum to, sytuacja naprawdę jest bez wyjścia Władysław Borowiecki przetarł czoło i westchnął ciężko. Małgosia już od dwóch miesięcy wierci mi dziurę w brzuchu.

Wypatrzyła na Cyprze jakiś program edukacyjny dla Kuby. Wiesz, dla naszego syna.

Mówi, iż trzeba mu dać dobry start, podszkolić angielski. A skąd mam wziąć pieniądze?

Dobrze wiesz, iż teraz nie mam pracy.

Kasia powoli spojrzała na ojca.

I pomyślałeś, iż sprzedaż daczy to najlepsze rozwiązanie? spytała cicho.

A jakie mam inne? ożywił się ojciec, wychylił się do przodu. Dacza stoi bezużyteczna. Małgosia tam choćby nie jeździ, nudzi się, komary ją gryzą…

Ona choćby nie wie, iż według dokumentów już dawno nie jestem właścicielem. Myśli, iż wystawimy daczę na sprzedaż i odetchnie.

Kasia, jesteś mądra dziewczyna. Zróbmy tak: Ty oficjalnie ją sprzedasz. Weźmiesz swoje pieniądze, które mi pożyczyłaś dziesięć lat temu co do grosza!

A resztę nadwyżki ze sprzedaży po cenie rynkowej oddasz mi. Po rodzinie.

Ty nie wychodzisz na minus, prawda? Swoje odzyskujesz, a mnie pomagasz.

Ojciec wparował z niezapowiedzianą wizytą. Ostatnio i tak mało rozmawiali od dawna miał drugą rodzinę, inne życie, do którego starsza córka nie pasowała.

Kasia już podejrzewała, iż nie przyszedł bez powodu. Spodziewała się, iż znów poprosi o pieniądze, ale… Jego propozycja wydała się jej co najmniej dziwna.

Tato, przypomnijmy sobie, co wydarzyło się dziesięć lat temu powiedziała po chwili. Kiedy przyszedłeś i powiedziałeś mi, iż potrzebujesz pieniędzy na operację i rehabilitację.

Pamiętasz?

Władysław Borowiecki skrzywił się.

Po co wracać do tego? Wyzdrowiałem przecież, dzięki Bogu.

Po co? uśmiechnęła się gorzko Kasia, kręcąc głową. Wtedy na koncie miałam pieniądze, które przez pięć lat mozolnie zbierałam. Na wkład własny do mieszkania.

Dorabiałam w weekendy, nie brałam urlopu, oszczędzałam na wszystkim. I nagle Ty. Nie pracujesz, oszczędności brak, ale druga żona Małgosia i syn Kuba są.

Wziąłeś wtedy wszystkie moje oszczędności!

Byłem w rozpaczy, Kasiu! Co miałem zrobić? Położyć się pod płotem i umrzeć?

Zaoferowałam ci wtedy pomoc kontynuowała Kasia, nie słuchając jego wymówek. Ale szczerze powiedziałam: Boję się zostać bez środków i bez mieszkania, jeżeli coś Ci się nie uda.

Masz przecież żonę, prawowitą spadkobierczynię. choćby na próg bym nie weszła.

Tydzień się targowaliśmy, pamiętasz? Nie chciałeś podpisać pokwitowania, byłeś oburzony.

Jak możesz nie ufać własnemu ojcu!

A ja chciałam tylko gwarancji.

I dostałaś te gwarancje! przerwał jej Władysław Borowiecki. Przepisaliśmy daczę, została Twoja.

Przecież sprzedałem ją Ci za grosze, tyle co na leczenie.

Zgodziliśmy się: ja korzystam, a jak będę miał pieniądze odkupuję.

Minęło dziesięć lat ucięła Kasia. Dziesięć, tato. Przez ten czas o wykupie choć raz wspomniałeś? Oddałeś mi choć złotówkę? Nie.

Każde lato tam spędzałeś, sadziłeś pomidory, paliłeś drewno, za które ja płaciłam.

Podatek od nieruchomości na mnie. Remont dachu trzy lata temu na mnie.

Mieszkałeś tam jak pan, nie oglądając się na nic, gdy ja walczyłam z kredytem hipotecznym.

Władysław Borowiecki wyjął chusteczkę, otarł czoło.

No, nie pracowałem, Kasiu… Wiesz, po chemii długo dochodziłem do siebie, a później wiek i nie ma pracy.

Małgosia też… ona ma delikatną naturę, praca w biurze ją wykańcza.

Utrzymujemy się z jej sprzedaży przez internet, ledwie starcza.

Delikatna natura? Kasia wstała i zaczęła nerwowo chodzić po kuchni. A ja twardzielka, tak?

Ja mogłam pracować na dwa etaty, by spłacić kredyt i Twoje sanatorium na daczy?

A teraz Małgosia uznała, iż czas sprzedać daczę, żeby wysłać synka na Cypr?

Moją daczę, tato! Moją!

Kasiu, formalnie tak, Twoja. Ale przecież wiesz, iż to miało być tymczasowe.

Jestem Twoim ojcem. Dałem Ci życie! Czy naprawdę będziesz trzymać się tych metrów kwadratowych, gdy brat chce ruszyć w świat?

Brat? Kasia nagle stanęła. Widziałam go dwa razy w życiu.

Ani razu nie wezwał urodziny. A Małgosia… ona choć raz spytała jak daję radę? Jak płaciłam raty przez te wszystkie lata?

Do dziś wierzy, iż jesteś właścicielem pałaców i fabryk, tylko chwilowo wypadłeś z gry.

Kłamałeś jej przez dziesięć lat, tato.

Władysław Borowiecki uciekł wzrokiem w bok.

Chciałem dobrze… Nie chciałem jej denerwować.

Jest emocjonalna, gdyby się dowiedziała, iż przekazałem majątek na bok, byłaby awantura.

Na bok?

Kasia, nie czepiaj się słów! wybuchł ojciec. Interes Ci proponuję! Teraz dacza warta pięć razy więcej niż wtedy. Rynek oszalał.

Weźmiesz swoje trzysta tysięcy złotych, które dałaś na leczenie. To uczciwe, prawda? Resztę siedemset tysięcy dla mnie.

Muszę Kuby ustawić, Małgosi zrobić zęby, samochód trzeba wymienić stary się rozpada.

Te siedemset tysięcy Ci nie zmieni życia, kupiłaś mieszkanie w Warszawie, jesteś ustawiona.

Pomóż rodzinie!

Kasia patrzyła na ojca i nie poznawała go. Gdzie ten człowiek, co kiedyś czytał jej bajki?

Nie rzuciła krótko.

Jak to nie? ojciec zamarł z otwartymi ustami.

Nie sprzedam daczy. I nie oddam Ci żadnych nadwyżek.

Dacza prawnie i moralnie należy do mnie.

Przez dziesięć lat mieszkałeś tam za darmo, dojrzewałeś do zdrowia, korzystałeś z przyrody. Potraktuj to jak alimenty ode mnie.

Ale to już koniec.

Naprawdę tak uważasz? twarz Władysława Borowieckiego poczerwieniała. Chcesz własnemu ojcu ostatnie odebrać?

Gdyby nie ja, tej daczy by nie było! Przecież dziadek ją budował!

Właśnie, dziadek. Przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, iż chcesz roztrwonić rodzinne gniazdo na kursy na Cyprze dla chłopaka, który w wieku dziewiętnastu lat nie potrafił choćby palcem kiwnąć.

Kasiu, opamiętaj się! wykrzyknął ojciec, zrywając się z krzesła. Jesteś mi winna! Wychowałem Cię! jeżeli nie zgodzisz się, powiem wszystkim, jaka jesteś zachłanna.

Wszystko wyłożę Małgosi, zrobi awanturę życia, zobaczysz!

Pójdziemy do sądu! Transakcję unieważnimy! To była transakcja wyzyskowa! Wykorzystałaś moją chorobę, by przejąć majątek!

Kasia gorzko się uśmiechnęła.

Spróbuj, tato. Mam wszystkie rachunki z kliniki, wszystkie przelewy na Twoje nazwisko.

I umowę sprzedaży podpisaną przy pełnej świadomości u notariusza, już w remisji.

Twoja Małgosia będzie zdziwiona, dowiadując się, iż sprzedałeś daczę jeszcze zanim Kuba poszedł do szkoły.

Mówiłeś jej, iż to Twoje dziedzictwo?

Kasia… głos ojca nagle stał się czuły, niemal błagalny. Córeczko, proszę Cię. Małgosia ma teraz trudny czas…

Jak się dowie prawdy, wyrzuci mnie. Jest młodsza o piętnaście lat, jest ze mną tylko dla bezpieczeństwa.

Gdy nie będzie daczy i pieniędzy nie będę jej potrzebny. Chcesz, żebym na starość tułał się po dworcach?

A o tym nie myślałeś wcześniej? Kasia poczuła, jak narasta w niej złość. Gdy przez dziesięć lat nie pracowałeś? Godziłeś się, by Małgosia zadłużała się? Obiecywałeś jej góry złota moim kosztem?

Czyli nie pomożesz? Władysław Borowiecki się wyprostował. To jest ta Twoja wdzięczność córka własna, wyhodowana

Idź już do domu, tato. Powiedz Małgosi prawdę. To jedyny sposób, by zachować resztki godności.

Udław się tą dacz,ą! splunął Władysław Borowiecki, mijając ją. Ale wiedz: nie masz już ojca. Zapomnij o mnie!

Wyszedł. Kasia tylko się uśmiechnęła: jakby faktycznie go miała.

Ojciec opuścił rodzinę, gdy skończyła siedem lat.

***

Dzwonek rozległ się w sobotni poranek. Numer nieznany.

Halo?

To Kasia? rozpoznała od razu głos macochy. Za kogo Ty się uważasz, dziewczyno?

Myślisz, iż nie wiemy, jak oszukałaś Władka? Wszystko mi powiedział!

Podsunęłaś mu papiery, jak był ogłuszony po narkozie!

Małgosiu, dzień dobry spokojnie odpowiedziała Kasia. Proszę rozmawiać bez krzyków.

Jaki dzień dobry?! Już mamy pozew gotowy!

Mój prawnik mówi, iż taka umowa rozleci się w sądzie. Wzbogaciłaś się na chorobie ojca, zabrałaś rodową ziemię za bezcen.

Wyciągniemy wszystko!

Małgosiu, proszę posłuchać.

Wiem, iż Władysław opowiedział swoją wersję. Ale mam wszystkie dowody, iż pieniądze faktycznie poszły na jego leczenie.

Mam też wydruki wiadomości od niego z ostatnich dziesięciu lat, gdzie dziękuje mi za utrzymanie daczy i pozwolenie na mieszkanie.

Czarno na białym: Dziękuję, córko, iż nie zostawiłaś starego, iż dacza jest w dobrych rękach.

Jak myślisz, co powie sąd?

Po drugiej stronie zapadła cisza Małgosia nie spodziewała się takiego przygotowania.

Jesteś okropna wycedziła przez zęby. Mało ci własnego mieszkania? Chcesz Kubie ostatnie zabrać? Kuba musi się uczyć!

Kuba powinien iść do pracy ucięła Kasia. Tak jak ja w jego wieku.

A Pani, Małgosiu, wypadałoby dowiedzieć się prawdy. Miał przecież akcje, pamięta Pani?

Jakie akcje? głos Małgosi zadrżał.

Takie, których nigdy nie było. Brał po prostu pieniądze, które dobrowolnie wysyłałam mu jako pomoc, udając, iż dostaje dywidendy.

Niech Pani sprawdzi jego przelewy, jeżeli nie wierzy. Kłamał Pani, wyłudzał ode mnie, powołując się na chorobę.

Długo nie wiedziałam o tym. Wszystko odkryłam niedawno.

Małgosia rozłączyła się. Wieczorem Kasia dostała wiadomość od ojca.

Zaledwie trzy słowa: Wszystko zepsułaś.

***

Nie odpisała. Po kilku dniach dowiedziała się od sąsiadów z daczy, iż Małgosia zrobiła ogromną awanturę.

Krzyczała i wyrzucała rzeczy męża przez okna domku, aż przyjechała policja.

Okazało się, iż Małgosia była pewna szybkiej sprzedaży, już wzięła duży kredyt na wysoki procent na start dla Kuby.

Władysław musiał się wyprowadzić. Małgosia złożyła pozew o rozwód, gdy poznała rozmiar jego kłamstw.

Kuba, przyzwyczajony do łatwego życia, nie przejął się losem ojca i gwałtownie zamieszkał z dziewczyną, stwierdzając, iż dziad sam sobie winien.

Gdzie dziś jest ojciec, Kasia nie wie. I choćby nie zamierza się dowiadywać.

Idź do oryginalnego materiału