Dwanaście lat później
Ja pana bardzo proszę, pomóżcie mi znaleźć syna! kobieta prawie szlochała na wizji. Więcej mi w życiu nie potrzeba!
Katarzyna siadła na kanapie tuż przy prowadzącym, teatralnie łamiąc ręce. Specjalnie ubrała się możliwie najskromniej, a całą noc przed nagraniem nie spała, by prezentować się blado i osowiale. Chciała wyglądać jak cierpiąca matka, liczyła, iż ludzie rzucą się jej pomagać.
Moją największą potrzebą, największym marzeniem, jest odzyskać kontakt z synem powiedziała cicho, jakby każde słowo było dla niej heroicznym wysiłkiem. Próbowałam już wszystkiego! Poszłam choćby na policję, mając nadzieję na wsparcie Ale tam tylko wzruszyli ramionami. Stwierdzili, iż Wojtek jest już dawno pełnoletni i wyjechał na dobre. “Jak dotąd nie obchodził panią los syna, to czemu teraz przychodzi pani zawracać nam głowę…”
Prowadzący słuchał z uwagą, lekko przechylając głowę. Ale prawdę mówiąc, nie dawał specjalnej wiary opowieści Katarzyny. Wywęszył w tej historii coś grubszego niż jej żałosny opis. Kłóciła się z Wojtkiem, latami miała go w nosie, a teraz przydreptała z płaczem… Zgodził się z policją. Ale cóż, ludzie takie historie kochają ratingi!
No to wynika na to, iż właśnie wasza kłótnia doprowadziła do zerwania kontaktu? zapytał łagodnie, rzucając spojrzenia na publiczność. Jedni patrzyli sceptycznie, inni wycierali oczy i ewidentnie współczuli “nieszczęsnej” matce.
Katarzyna kiwnęła głową, a łzy znów zabłysły jej w oczach. Westchnęła głęboko, zaciągając się rozpaczą, po czym kontynuowała:
Tak, to się zaczęło dwanaście lat temu. Mój syn zakochał się zupełnie głupio, na zabój. Od razu chciał się żenić. Rozumiałam jego uczucia, ale ta dziewczyna… No nie mogłam jej znieść! Widziałam, czym to się skończy! Papierosy, alkohol, szlajała się po nocy po podejrzanych knajpach… Najgorsze, iż wciągała w to mojego Wojtka!
Zamilkła na moment, jakby właśnie odczuła po raz wtóry tamtą rozpacz. Prowadzący nic nie mówił dramat wymagał przerwy w narracji.
Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć, przekonywać, iż to ślepa uliczka. Nic sobie nie robił z moich rad. Ja dla niego matka w starym trybie, co nie chce uznać dorosłości syna. Pewnego wieczoru miarka się przebrała. Walnął pięścią w stół i krzyknął: Wyjeżdżam!”
Katarzyna łkała, prowadzący natychmiast podał jej chusteczkę. Otarła łzy, uważając, by nie naruszyć makijażu, i kontynuowała:
Odszedł. Spakował się, gdy byłam w pracy. Zniknął bez słowa, bez tłumaczenia. Numer zmienił, kontaktu z nikim nie utrzymuje. Wszystko przez jakąś dziewuchę…
Głos jej zadrżał i przez chwilę zamknęła oczy, jakby musiała powściągnąć emocje.
Przepraszam, ciężko mi nad sobą zapanować wychrypiała, ściskając chusteczkę.
Opuszczała głowę, kosmyki włosów zasłaniały jej twarz. Idealnie zaplanowane publiczność musiała poczuć jej tragedię. Magia telewizji nakazywała za chwilę wybuchnąć płaczem, żeby pokazać, jak bardzo pokiereszowana jest matczyna dusza. Katarzyna w środku jednak miała raczej napięcie i ciekawość: czy publiczność połknęła haczyk?
Prowadzący świetnie widział, iż łez choćby na horyzoncie nie ma, ale wczuł się w rolę:
Rozumiemy pani ból skinął i gestem poprosił asystentkę o szklankę wody. Spokojnie, proszę sobie zebrać myśli.
Pauza trwała akurat tyle, ile trzeba na zwiększenie dramaturgii, ani za krótko, ani za długo. Prowadzący po mistrzowsku trzymał tempo.
Co pani wiadomo o synu obecnie? zapytał w końcu, trochę pochylając się do przodu z pozą szczerego zainteresowania.
Katarzyna podniosła oczy wymieszanie rozpaczy z cieniem nadziei.
Ostatnio znajoma widziała go w Warszawie zaczęła, głos drżał czy to z nerwów, czy z wysiłku aktorskiego. Pogadały chwilę, z rozmowy wyszło, iż choćby nazwisko zmienił! Jak ja go znajdę? Sama nie dam rady, pomóżcie, może ktoś go widział?
Odwróciła się w stronę kamery cierpienie wykwitło na obliczu najlepiej, jak się dało. Wzrok utkwiła w obiektywie, jakby miało to przeniknąć przez szklany ekran wprost do serc widzów.
Niedawno wylądowałam w szpitalu kontynuowała, tym razem już trochę prawdziwie zaniepokojona. Człowiek coraz starszy, nie wiadomo ile czasu pozostało. Marzę, by Wojtka zobaczyć, przytulić, powiedzieć, iż wszystko dawno wybaczyłam… i sama poprosić o przebaczenie.
Na ekranie wyświetliło się zdjęcie młodego mężczyzny. Około dwudziestu lat, jasne włosy, szare oczy, wysoki typowy, przystojny, ale bez żadnej charakterystycznej cechy, których na ulicy nie zliczysz. Katarzyna zawiesiła wzrok na zdjęciu. Po tylu latach Wojtek pewnie już inny może zapuścił brodę, może w okularach, może przytył… Im dłużej o tym myślała, tym bardziej nierealne wydawało się znalezienie go. Ale odganiała te myśli, uparcie.
jeżeli ktoś widział kogoś podobnego, proszę o kontakt ze studiem, numer wyświetla się na dole ekranu powiedział prowadzący spokojnym głosem.
Nagranie dobiegło końca, Katarzyna pożegnała się z ekipą i powoli ruszyła w stronę wyjścia, wciąż w roli cierpiącej matki.
Na zewnątrz na Katarzynę już czekała przyjaciółka, ta sama, która ją do programu namówiła. Katarzyna posłała jej półuśmiech zadowolona z siebie, choć powściągliwa.
No i jak, wyszło mi? spytała szeptem, z nutką dumy.
Tamara cały czas obserwowała widownię i bardzo dobrze wiedziała, iż plan się udał. Panie na sali ścierały łzy, szeptały ze wzruszenia. Tamara uśmiechnęła się pod nosem.
Ledwie się nie popłakały na widowni odparła równie cicho. Zaraz na pewno dowiesz się, gdzie mieszka twój synek i będziesz mogła mu wystawić rachunek za wszystko, co w niego władowałaś. Jak to: on się dorobił, a matce ani złotówki nie da!
Katarzynie grymas przeszedł przez twarz ton przyjaciółki lekko ją zabolał, był zbyt dobitny, niemal cyniczny. Ale trafiał w sedno, choć tego wolała nie przyznawać.
Od lat Katarzyna nie myślała o Wojtku. Rzadko wpadał jej do głowy, bez żadnych emocji. Aż do niedawna, gdy Tamara natknęła się na wspólnego znajomego, który widział Wojtka w Warszawie. Opowiedział też, co u niego słychać.
Samochód taki, iż w Warszawie ze świecą szukać, prosto z katalogu marzeń motomaniaka. Garnitur od projektanta, cena na oko z pięćdziesiąt tysięcy złotych. Zegarek z grawerem i mechanizmem wartym tyle, co połowa mieszkania, na pewno nie z Allegro. Kiedy Wojtek wyszedł z najbardziej ekskluzywnej restauracji w stolicy, wszystko stało się jasne: świetnie sobie radzi. Kilka godzin w miejscu, gdzie rachunek poniżej kilku tysięcy się nie zdarza, mówiło samo za siebie.
Katarzyna nie udawała nawet, iż obchodzą ją losy syna. Liczyły się tylko PIENIĄDZE, które po prostu BYŁ JEJ WINIEN! W końcu to ona go urodziła! Teraz niech płaci!
Spokojnie, znajdą go powtórzyła sama do siebie. To tylko kwestia czasu, a będę miała zapewnioną emeryturę…
Cóż poradzić była pewna, iż Wojtek nie odważy się jej pogonić. Przecież obraca się w wysokich sferach, a takim to skandale nie na rękę! Musi przed mediami zagrać rolę syna-ideału, bo po takim rozgłosie nie będzie miał już wyjścia!
Naivna… Jeszcze nie domyśliła się, w jaką pułapkę wmanewrował ją własny syn…
***************************
Dwanaście lat wcześniej.
Wojtek wrócił do domu po dziewiątej wieczorem. Dzień był ultra wyczerpujący właśnie zdawał ostatni, najtrudniejszy egzamin na uczelni. W głowie kołowały się formułki, oczy miał czerwone od nauki, a mięśnie bolały z nerwów. Najchętniej wszedłby do pokoju i padł na łóżko przynajmniej na dobę. Ale Wojtek wiedział doskonale: taki luksus dzisiaj go nie spotka.
Już na klatce słyszał wrzaskliwe głosy. Męski ostry, nieprzyjazny, wyraźnie wkurzony. I kobiecy tłumaczący się, przygaszony. Znów ten typ w ich domu… Wojtek zgrzytnął zębami. Jakby wyczuwał, kiedy wraca, żeby tylko urządzić awanturę.
Wsunął klucz do zamka, lekko uchylił drzwi. Łudził się, iż przemknie przez korytarz niezauważony. Ale dopiero przekroczył próg i już prawie się potknął o torby leżące tuż przy wejściu.
Zastygł co to?! Dlaczego tutaj? Poznał je od razu walizki, które kupił specjalnie na wyjazdy. Coś było mocno nie tak.
Co to jest?! zapytał za głośno, walcząc o spokój. Moje rzeczy? Kto je tutaj wystawił? Co tu się dzieje?!
Głos mu zadrżał ze zmęczenia i irytacji. Odłożył torbę z książkami na podłogę, skrzyżował ręce i czekał na wyjaśnienia. W mieszkaniu zapanowała cisza; po paru sekundach matka wyszła do przedpokoju.
Na widok syna Katarzyna natychmiast przyjęła groźną minę zmarszczyła czoło, prychnęła i odwróciła się na pięcie jakby poczuła nieprzyjemny zapach. Wojtek popatrzył na nią z osłupieniem. Czuł, iż to nie będzie zwykła kłótnia.
Zrzucił buty i ruszył do kuchni, gdzie słychać było stłumione rozmowy. Drzwi uchylone, więc od razu zobaczył scenę: przy stole siedział facet ten, którego głos słyszał jeszcze z korytarza. Andrzej. Rozparty jak u siebie, jedna ręka na krześle, druga z filiżanką herbaty. Rzucił Wojtkowi pobłażliwie surowe spojrzenie i wrócił do Katarzyny.
Wojtek podszedł bliżej, w środku kipiał z irytacji.
I co on tutaj robi? zwrócił się do matki.
Jeszcze mu nic nie powiedziałaś? prychnął Andrzej, bawiąc się telefonem. Na co czekasz?
Nie gadajcie o mnie tak, jakby mnie tu nie było! wybuchnął Wojtek. Mam prawo tu mieszkać! W odróżnieniu od niektórych! Kim pan w ogóle jest? I po co ten pański synek w naszym domu?!
Miał do powiedzenia znacznie więcej, ale matka przerwała. Zwróciła się do niego bez śladu żenady. Lodowato, urzędowym tonem oznajmiła:
Od dziś nie będziesz już tutaj mieszkał. Twój były pokój dostaje syn Andrzeja.
Wojtek zaniemówił. Patrzył w matczyne oczy, szukając w nich cienia ciepła czy sygnału, iż to żart, ale widział tylko chłód. Andrzej kiwnął lekko głową, jakby już wszystko było postanowione, po czym znowu zajął się herbatą.
Przepraszam bardzo, ale na jakiej podstawie decydujecie, gdzie ja mam mieszkać?! zapytał, próbując mówić stanowczo.
Był wstrząśnięty do głębi. Mógł się spodziewać, iż przeszkadza jej w układaniu życia, ale żeby ot tak, z dnia na dzień go wyrzucić? Bez słowa? Bezduszność level hard.
Tata chciał przepisać mi mieszkanie… czepiał się ostatniej nadziei.
Katarzyna skrzyżowała ręce, uniosła nieco głowę minę miała przez sekundę pełną fałszywej troski, ale Wojtek wyczuł w niej grę.
Chciał, ale umarł bardzo niespodziewanie powiedziała chłodno. Nie zdążył zmienić testamentu, obowiązuje stare, sporządzone przed twoim narodzeniem. Zapamiętaj sobie jestem tu jedyną właścicielką i tylko ja decyduję, kto tu mieszka! Od dziś masz zakaz przebywania w moim mieszkaniu. Chłopak w twoim wieku, a ciągle za spódnicą matki lata! Nie wstyd?
Każde słowo bolało jak policzek. Wojtek walczył, by nie wybuchnąć. Wyrzucają go z domu, gdzie znał każdą rysę, gdzie się wychował.
Nawet oko mu zaczęło latać z nerwów. W głowie rozbłysły szalone teorie: a może ten wypadek ojca to wcale nie przypadek? Może ktoś chciał, żeby mieszkanie nie przeszło w niepożądane ręce?
Spojrzał na Andrzeja, który cały czas popijał herbatę, jakby go temat w ogóle nie dotyczył. To spotęgowało poczucie absurdu i niesprawiedliwości.
Naprawdę? Wojtek znowu zwrócił się do matki, szukając choćby krzty wątpliwości. Serio wyganiasz własnego syna na ulicę?
Katarzyna tylko wzruszyła ramionami, jakby dyskutowali o ustawieniu krzeseł w salonie.
Rzeczy już ci spakowałam. Dziś wprowadza się ktoś inny. Bez mojej zgody nie wracaj!
Żartujesz? Gdzie mam się zatrzymać? zapytał cicho, dusząc złość.
Mówił spokojnie, ale w oczach miał niemy bunt. przez cały czas liczył, iż to zgrywa i zaraz usłyszy: “Wszystko już, sprawdzałam tylko twoją reakcję”. Ale Katarzyna patrzyła na niego chłodno, ani drgnęła.
Chciałby się rzucić na Andrzeja, potrząsnąć nim, wrzeszczeć: “Co ci do tego?!” Ale tylko zacisnął pięści i został na miejscu.
Nie zginiesz rzuciła obojętnie Katarzyna, jakby chodziło o rekolekcje. Masz tylu znajomych, ktoś cię przygarnie. Dalej już radź sobie sam.
Powiedziała to lekko, jakby mowa była o przestawianiu książki z półki. Wojtkowi wszystko ścisnęło się w środku, ale nie pozwolił sobie na łzy.
I jeszcze jedno dodała, zadzierając podbródek zabrałam pieniądze na twój ostatni rok studiów. Zarób na naukę sam, mi się przydadzą. W końcu niedługo mam wesele.
Te słowa boliły najbardziej. Wojtek przez chwilę musiał przypomnieć sobie, jak się oddycha. Stało się matka nie tylko go wywaliła, ale odcięła od pieniędzy, które mogłyby ułatwić start.
Ale nie zamierzał błagać o zmianę zdania. Nigdy! W głowie już układał się plan: wziąć urlop dziekański, znaleźć robotę, samemu opłacić studia. Głowa na karku, ręce do pracy wystarczy.
Wojtek przyjął to na chłodno. Spojrzał raz jeszcze na matkę, w jej oczach zero czułości. Wtedy zrozumiał: powrotu już nie będzie. Dawne zaufanie zostało pogrzebane na zawsze.
Matce już nigdy nie wybaczy.
***************************
Widziałeś już? spytał niecierpliwie Nikodem, pochylając się nad Wojtkiem przy biurku. W ręku miał telefon, ekran wystawiony na widok.
Koleżanka z rodzinnych stron przesłała. Podobno program emitowali parę minut temu.
Wojtek podniósł wzrok znad papierów, które właśnie przeglądał. Odłożył teczkę i poczuł, iż o pracy na dziś może zapomnieć. Ogarnęło go dziwne uczucie coś między satysfakcją a sarkastycznym rozbawieniem.
Widziałem parsknął krótko. Mąż Tamary nie wytrzymał i rozgłosił naszą “przypadkową” rozmowę. Zresztą, taki był plan. Niech matka zobaczy, co straciła.
Oparł się wygodnie i przejechał ręką po gładko ostrzyżonych włosach. W głowie przewijały mu się obrazy z niedawnej telewizyjnej “szopki” matka, dramatyczne miny, opowieść o “zaginionym” synu. Dwanaście lat temu z zimnym spokojem wyrzuciła go z domu, zabrała mieszkanie i kasę na studia. Teraz, jak widać, postawiła na “kartę zagubionej matki”.
Tak Wojtkowi udało się zemścić. Nie przez krzyk czy medialne oskarżenia, ale przez cichą, precyzyjną demonstrację: “Zobacz, co straciłaś”. Zbudował życie na nowo. Stabilna praca, pozycja, znajomości. A wszystko to bez niej. Bez błogosławieństwa, bez łaski czy matczynego wsparcia.
Matka już wie, iż mógłby jej pomagać. Gdyby nie wybrała nowego męża i jego dziecka, mogłoby być inaczej. Gdyby nie zabrała mu szansy na studia, nie wyrzuciła za drzwi może liczyłaby na coś więcej. Teraz może tylko popatrzeć na ekran.
Ale za chwilę dowie się najważniejszego nie dostanie od Wojtka ani grosza. Ani słowa wsparcia, nie będzie żadnego łatania przeszłości. Postanowił: stare rozdziały zamknięte. Przyszłość tylko na własnych warunkach. Bez niej, bez jej opinii, bez prób grania na emocjach.
Kobieta, która go urodziła, nigdy już nie dosięgnie Wojtka. Ani fizycznie, ani emocjonalnie. I to jest chyba największa wygrana.







