Leon Kennedy powraca w dziewiątej części serii / Źródło: fot. Capcom France, Wikimedia commons / https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/Seria gier „Resident Evil” jest już kultowa. Premiera pierwszej części zdefiniowała, spopularyzowała i rozpowszechniła fenomen gatunku survival horror. Po 30 latach od tego wydarzenia Capcom wciąż daje nam możliwość zagłębiać się w ten wyjątkowy i interesujący świat, wydając kolejną, dziewiątą już odsłonę o podtytule „Requiem”. Stara się połączyć w niej wszystko to, co fani uwielbiają – poczucie grozy i przerażający klimat z wyśmienitą akcją. Czy jubileuszowa część serii jest w stanie zaspokoić oczekiwania graczy?
Gra swoją premierę miała 27 lutego 2026 roku. Jej głównym reżyserem jest Koshi Nakanishi, który odpowiadał również między innymi za świetną, mrożącą krew w żyłach siódmą odsłonę. Ten sam klimat wylewa się przez monitor również w „Requiem”. Fabuła przenosi nas do miasteczka Wrenwood funkcjonującego w bieżącym roku. Wcielamy się tam w 22-letnią Grace Ashcroft, agentkę FBI badającą sprawę dziwnych śmierci w hotelu, w którym zginęła jej mama. Ze względu na przykre okoliczności dziewczyna niechętnie sprawdza to miejsce. Jak się potem okazuje, zamiast rozwiązaniaotrzymuje tylko więcej pytań na temat śmierci matki czy choćby własnej tożsamości. Cała narracja tej historii poprowadzona jest w bardzo tajemniczy i angażujący sposób. Typowo do serii, poznajemy jązarówno poprzez przerywniki filmowe, jak i dzięki znalezionym w trakcie gry notatkom i zapiskom. Historia jest przepełniona nostalgią. Swoje stałe miejsce mają w niej powracające, znane fanom serii postacie, przeciwnicy czy lokacje, takie jak posterunek w Raccoon City. Warto zaznaczyć, iż Grace nie jest jedyną bohaterką, w którą mamy możliwość się wcielić.
Ku uciesze fanów jako drugi protagonista powraca Leon Kennedy, czyli kultowa postać serii. To on, od początku grający policjanta, w drugiej części stał się jej maskotką i ulubieńcem graczy. Leon Kennedy ściga naukowca powiązanego z organizacją Umbrella, co łączy się z osobistym śledztwem Ashcroft. Gra podzielona jest na segmenty Leona oraz Grace, które pomimo znaczącej różnicy w rozgrywce uzupełniają się fabularnie – wskazówki, które umkną kobiecie, wpadają w ręce mężczyzny, co świetnie pozwala spiąć historię w spójną całość. Wszystkie postacie występujące w tej produkcji są złożone, barwne i co najważniejsze – pasujące do całego uniwersum „Resident Evil”. Zarówno antagoniści, jak i protagoniści mają własne motywy napędzające ich do działania, które wynikają z ich historii i powiązań, a które czynią główny wątek jeszcze bardziej intrygującym.
Gameplay gry został rozdzielony na dwa różne gatunki – standardowy survival horror, gdzie ważnym elementem jest zarządzanie ekwipunkiem, mroczna atmosfera, unikanie walki i rozwiązywanie zagadek, a także gra akcji, pełna spektakularnych walk z nieumarłymi, wybuchów, strzałów i pił łańcuchowych. Ten pierwszy rozgrywamy z perspektywy Grace, a drugi wymaga wcielenia się w Leona.Choć przed premierą obawiano się efektu takiego zabiegu, działa to zaskakująco dobrze. Przejścia pomiędzy poszczególnymi segmentami są logiczne, płynne i w znakomity sposób się przeplatają. Te zasadniczo skrajne doświadczenia występujące po sobie sprawiają, iż w każdym momencie gry coś się dzieje i nie będziemy tkwić na długo w jednym momencie. Skupiając się na modelu rozgrywki Grace, jest on pełen niepokojącego klimatu. Wielokrotnie przez brak miejsca w ekwipunku na przykład na amunicję występuje u gracza poczucie bezradności, charakterystyczne dla takich horrorów. Ta część gry jest pełna tego, za co fani pokochali serię. Chmary zarażonych, przerażające momenty skradankowe z silniejszymi przeciwnikami, ulepszone tworzenie przedmiotów czy prosty interfejs – to wszystko sprawia, iż dziewiąta część serii dalej ma w sobie ducha części takich jak „Resident Evil 2” czy „Resident Evil VII: Biohazard”, które rogrywką są najbardziej zbliżone do tego, czego doświadczymy tutaj. Dodatkowo, twórcy zalecają grę z pierwszej osoby (choć gracz ma możliwość swobodnie przełączyć kamerę na trzecioosobową w trakcie gry).
Drugi model rozgrywki, choć na papierze nie kojarzy się od razu z serią, przypomina jedną z jej najlepszych odsłon, a mianowicie część czwartą. Nie tylko gramy tam tym samym protagonistą, ale też jest to część przepakowana akcją i walką. Trzeba przyznać, iż po segmencie, w którym na każdym kroku coś stara się nas przerazić, taka zmiana jest bardzo satysfakcjonująca. Walka z wrogami jest płynna i efektowna. Leon ma do dyspozycji cały arsenał broni – od siekierki do walki wręcz, przez strzelbę, aż po potężny rewolwer nazywany „Requiem”. Na szczęście o miejsce w ekwipunku nie musimy się martwić. W tych sekwencjach gra jest zdecydowanie szybsza i bardziej dynamiczna. Animacje są niezwykle dopracowane – Kennedy przebija się przez chmary nieumarłych brutalnie i z wyjątkowym stylem. Ma do dyspozycji ciosy ogłuszające, wykończające, a poza tym może wykorzystywać do tego elementy otoczenia. Tak samo satysfakcjonujące są walki z kilkoma bossami, z którymi mamy okazję się spotkać. Interfejs wygląda równie schludnie i minimalistycznie, chociaż różni się od tego należącego do Grace. Proponowana kamera z trzeciej osoby idealnie pasuje do takiejrozgrywki, chociaż ponownie – mamy możliwość jej zmiany.
Grafika produkcji stoi na wysokim poziomie. Modele są dobrze wydetalowane, a lokacje, które eksplorujemy dopracowane i klimatyczne. zwykle są one klaustrofobiczne, ale można zauważyć, iż twórcy naprawdę postarali się ukazać każdy szczegół z największą starannością. Przez to choćby ciemne korytarze czy podziemia potrafią nacieszyć oko. Szczegółowość modeli najbardziej widoczna jest w grze z kamerą z trzeciej osoby. Mokre ubrania, włosy czy rany są jak najbardziej zauważalne i wyglądają bardzo naturalnie. Również animacje, zarówno w przerywnikach filmowych jak i podczas rozgrywki są na wysokim poziomie i w sposób dobitny obrazują stan bohatera. Przykładowo, kiedy jesteśmy bardzo ranni, chodzimy wolniej, a nasza postać wygląda, jakby ledwo trzymała się na nogach. Świat przedstawiony wbrew pozorom jest różnorodny, gdyż poszczególnych lokacji w grze jest kilka, a każda z nich mniej lub bardziej różni się stylistyką. Klimatu znacząco dodaje tutaj muzyka. Idealnie pasuje ona do każdego z momentów – wolniejsza, mrożąca krew w żyłach, trzymająca w napięciu podczas wcielenia się w Grace, i dynamiczna, pobudzająca do działania oraz powodująca inny rodzaj stresu w momentach Leona.
„Resident Evil: Requiem” to naprawdę godna kontynuacja uwielbianej serii. Grając w nią, czuć, iż twórcy chcieli wycisnąć z niej to, co fani marki cenią najbardziej. Niekonwencjonalne połączenie survival horroru i gry akcji sprawdza się wyśmienicie i przekazuje angażującą, tajemniczą, świetną historię w wyjątkowy sposób. Całość naprawdę pięknie się prezentuje, a także obdarzona jest klimatyczną oprawą muzyczną. Zachowano atmosferę klasycznych „Residentów”, przedstawiono nostalgiczne i charakterystyczne aspekty, lokacje i postacie, a jednocześnie wprowadzono coś nowego. Zadziałało to idealnie. Ta jubileuszowa odsłona na pewno na długo pozostanie w pamięci graczy.
Bartosz DWORCZAK









