Głuptaska
Wszyscy uważali Anię za głuptaskę. Z mężem, Andrzejem, żyła już piętnaście lat. Mieli dwójkę dzieci Magdalenę, która właśnie kończyła czternaście lat, oraz Szymka, siedmiolatka. Andrzej zdradzał ją niemal jawnie. Pierwszy raz zdradził ją już drugiego dnia po ślubie z kelnerką w hotelu. Później zdrad już nikt nie liczył. Koleżanki próbowały otworzyć jej oczy, ale Ania tylko uśmiechała się łagodnie i milczała.
Pracowała jako księgowa w fabryce zabawek dziecięcych. Zarabiała po prawdzie bardzo skromnie, a roboty miała po łokcie i jeszcze więcej. Często zostawała po godzinach, bywało, iż i w weekendy. Gdy zbliżały się raporty kwartalne czy roczne, potrafiła w ogóle nie wracać na noc do domu.
Andrzej zarabiał bardzo dobrze. Ale z Ani gospodyni była też raczej licha. Ile by pieniędzy nie dał, ciągle brakowało na jedzenie, a w lodówce zwykle hulał przeciąg. Z gotowanych dań w najlepszym przypadku była zupa pomidorowa i kotlety z ziemniakami. Tak to się ich życie toczyło. Wszyscy w okolicy dziwili się, widząc Andrzeja z nową sympatią. A bywało, iż wracał do domu, mówiąc oględnie, trzeźwy jak świstak.
Oj, głupia ta Anka, po co ona znosi takiego hulakę szeptano po kątach.
W dzień, gdy Szymek obchodził dziesiąte urodziny, Andrzej wrócił do domu i obwieścił, iż zamierza się rozwieść. Mówił, iż się zakochał i rodzina to już nie dla niego.
Aniu, nie miej za złe, ale składam pozew o rozwód. Jesteś jak zimna ryba. Chociaż gdybyś gospodynią dobrą była, ale i tego nie ma.
Dobrze, zgadzam się na rozwód odpowiedziała cicho.
Andrzej mało z krzesła nie spadł. Spodziewał się awantury, łez i krzyku. Takiego spokoju się nie spodziewał.
No to pakuj swoje rzeczy, nie będę ci przeszkadzać. Wrócę jutro, zostaw klucz pod wycieraczką.
Ania spojrzała na niego z dziwnym uśmiechem i milczeniem. Coś mu się wydało podejrzane, ale zbył to machnięciem ręki. Wyobrażał sobie swoją nową, szczęśliwą przyszłość bez dzieci i uciążliwej żony.
Następnego dnia przyszedł do mieszkania z nową, młodą narzeczoną. Zajrzał pod wycieraczkę klucza nie było. To mu popsulo humor.
Trudno, zmienię zamki i po sprawie pomyślał.
Spróbował otworzyć swoim kluczem, ale zamek nie chciał ustąpić. Zadzwonił więc do drzwi. Otworzył mu potężnie zbudowany mężczyzna, w domowych kapciach i szlafroku.
Czego pan chce? zapytał obco, patrząc na Andrzeja podejrzliwie.
Przepraszam, ale to moje mieszkanie odpowiedział Andrzej niepewnie.
O, z tym to bym polemizował. Ma pan jakieś dokumenty? Proszę mi je pokazać.
Na nieszczęście Andrzej nie miał przy sobie żadnych papierów. Próbował się upierać, ale bez skutku nikt go nie wpuszczał. W końcu przypomniał sobie o paszporcie i wpisie o zameldowaniu. Przeszukiwał kieszenie nerwowo, w końcu znalazł dokument. Podał go niechętnie mężczyźnie w szlafroku, a ten przejrzał go obojętnie i oddał, uśmiechając się krzywo.
Kiedy pan ostatni raz otwierał tę książeczkę?
Andrzej poczuł niepokój. Przewinął paszport do strony z meldunkiem. Tam były dwa stempelki jeden meldunkowy, drugi wymeldunkowy sprzed dwóch lat.
Jak to się mogło stać? Z kłótni z olbrzymem zrezygnował, zadzwonił do żony ale jej telefon był poza zasięgiem.
Postanowił poczekać na Anię pod bramą fabryki, gdzie pracowała. I tu spotkało go rozczarowanie: okazało się, iż już rok temu przestała tam pracować. Córka wyjechała na studia za granicę, a syn… Syn powinien być w szkole, pomyślał. Ale i tam usłyszał, iż Szymek został przeniesiony do innej szkoły już rok wcześniej. Skoro ojciec nie wie, to nie mogą mu udzielić informacji.
Całkowicie przygnieciony losem usiadł na ławce, łapiąc się za głowę. Jak to wszystko się mogło stać? Jego była żona cicha, uległa, a tymczasem zrobiła taki numer. Jak ona mogła sprzedać mieszkanie? Trudno, pomyślał, wyjaśni się wszystko w sądzie, rozwód już za tydzień.
Na rozprawę przyszedł zły i zdeterminowany, by zdemaskować oszustkę i odzyskać, co jego. Na rozprawie wszystko się jednak wyjaśniło. Okazało się, iż dwa lata temu podpisał Ani pełnomocnictwo notarialne. Wtedy poznał Elizę kobietę olśniewającą. W jej obecności chodził jak na skrzydłach, o wszystkim zapominał.
Wtedy Ania męczyła go o podpisy i zgody potrzebne córce do wyjazdu na studia bez jego podpisu nie dało się niczego załatwić. Poradził się prawnika, a tamten doradził dać żonie pełnomocnictwo. Tak oto sam, własnoręcznie, pozbawił się wszystkiego. Został z niczym. I jakby tego było mało gdy Eliza dowiedziała się, iż nie ma już mieszkania, znikła bez śladu.
Trudno, Anka pewnie wystąpi o alimenty, ale ja się nie dam. Chociaż za to ją nauczę pomyślał. I tu kolejne rozczarowanie. Zamiast wezwania w sprawie alimentów, dostał zawiadomienie o zaprzeczeniu ojcostwa. Okazało się, iż oboje dzieci Ani są z innym mężczyzną.
Tego dnia, gdy zobaczyła Andrzeja z kelnerką, w Ani coś się przestawiło. Sama nie wiedziała, jak to się stało, ale postanowiła się zemścić i wybrała oryginalny sposób. Najpierw zdrada za zdradę, potem zaczęła oszczędzać. Wszystkie pieniądze, które dawał na dom, chowała na boku. W lodówce pustki, dzieci za to mogły jeść u babci. Mama Ani kręciła głową i próbowała odwieść córkę od zemsty:
Zemsta cię zniszczy, dziecko, skrzywdzi dzieci
Ale Ania szła za swoim postanowieniem jak w amoku. W końcu udało jej się wszystko, co zaplanowała. Zrobiła choćby badania DNA, choć i bez nich wiedziała, kto jest ojcem jej dzieci.
To był cios poniżej pasa. Andrzej łatwiej przełknął stratę mieszkania niż wiadomość, iż nie jest ojcem dzieci.
Strzeżcie się skrzywdzonych kobiet w gniewie potrafią dokonać rzeczy, których mężczyźni się nie spodziewają…




![Chełm. W ubiegłym tygodniu odeszli od nas... [25-1-2026]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-chelm-w-ubieglym-tygodniu-odeszli-od-nas-18-1-2026-1769332277.jpg)