Generalnie epic doom to nie do końca moje klimaty, nie orientuję się jakoś super w tej scenie. Zawsze to dla mnie była taka mieszanka zapatrzenia w classic hard rocka, wokali z imitacja Dio czy innego Tony'ego Martina, z jednoczesną chęcią przebrania się na scenie jak Trubadurzy. No, pole minowe jednym słowem - niby coś super może wyjść, ale ryzyko obciachowej wtopy jednak duże.
I w sumie na tym albumie jest niemal wszystko, co powyżej (poza tymi Trubadurami, bo - z tego co widzę - sceniczny wizerunek bez krindżówy). Z elementów ryzyka dochodzi jeszcze laska na klawiszach i wokalu. I wyszło zajebiście. Płyną sobie te melancholijne melodie z MDB czy środkowej Anathemy (porównań do PL akurat nie do końca kumam, ale co tam), przeplatane takim klasycznym riffowaniem, momentami całkiem ciężarowym riffowaniem, w tle przygrywają te celofanowe plamy dźwięku z casio, a same wokale - męśki i żeński - całkiem niegłupio się w tym odnajdują (ten męski strasznie, ale to strasznie przypomina mi właśnie Tony'ego Martina na "Headless Cross"). Gościnny występ Stainthorpe'a mnie akurat bardzo przekonuje. No, czego chcieć więcej w sumie?
Jest to bardzo świadome, kompetentnie pompatyczne, bardzo mocno flirtujące z kiczem, mniej sabbathowe i bardziej melancholijne Candlemass.
Czuję się zachęcony do sprawdzenia wcześniejszych płyt. Jak tylko oderwę się od "Projections", bo od wczoraj tylko krótką przerwę na nowego Monolorda zdażyło mi się zrobić.
Statystyki: autor: der Stadtwald — 45 min. temu













![Pokonali 534 kilometry dla 3-letniej Hani! [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/akcja-Krecimy-kilometry-dla-Hani-2026.05.29-mix.jpg)