"Domek na prerii" sprawdza, czy telewizyjna klasyka działa w erze streamingu – recenzja serialu Netfliksa

serialowa.pl 1 godzina temu

„Domek na prerii” to jeden z tych seriali, które na pewno dobrze znają wasi rodzice i dziadkowie. Czy netfliksowa ekranizacja klasyka ma szansę podbić serca kolejnego pokolenia widzów?

Gdy kilka lat temu pojawiły się pierwsze informacje o nowej adaptacji książek autorstwa Laury Ingalls Wilder, trudno było zakładać, iż to się uda. „Domek na prerii” to co prawda tytuł kultowy, ale wydawał się kompletnie niedopasowany do współczesnej telewizji. Boom na seriale w rodzaju „Virgin River” czy „Słodkich Magnolii” pokazał jednak, iż proste i ciepłe historie są wciąż w cenie i tylko kwestią czasu było, aż do streamingu trafi ta najbardziej legendarna z nich.

Domek na prerii – o czym jest serial Netflix?

Stało się to w końcu za pośrednictwem Netfliksa, gdzie można już oglądać osiem odcinków obyczajowej opowieści o amerykańskich pionierach. Tych bardziej zaangażowanych w losy rodziny Ingallsów widzów może zaciekawić fakt, iż współczesna adaptacja jest w większym stopniu wierna książce niż ta sprzed pół wieku, ale to tak naprawdę tylko didaskalia. W gruncie rzeczy netfliksowy „Domek na prerii” jest dokładnie taki, jak należało się spodziewać – na dobre i na złe.

„Domek na prerii” (Fot. Netflix)

A w czym dokładnie rzecz? jeżeli podobnie jak ja macie mgliste wspomnienie starego serialu lub w ogóle nie mieliście z nim dotąd do czynienia, to wyjaśniam, iż „Domek na prerii” jest na poły autobiograficzną historią rodziny, która w drugiej połowie XIX wieku wyruszyła na amerykański Zachód, chcąc rozpocząć tam wszystko na nowo. Dziewicze tereny kusiły wówczas przybyszy darmową (tak jakby) ziemią i perspektywami lepszego życia, a Ingallsowie byli jednymi z wielu, którzy dali się temu marzeniu porwać, nie wiedząc, co dokładnie czeka ich na miejscu.

Tego właśnie dowiecie się z serialu, który zabierze was w okolice nowo powstałego miasteczka Independence w Kansas, gdzie Charles (Luke Bracey, „Spryciarz”) i Caroline (Crosby Fitzgerald, „Sprawa Amandy Knox”) Ingallsowie postanowili osiedlić się wraz z dwoma córkami – młodszą Laurą (Alice Halsey, „Lekcje chemii”) i starszą Mary (Skywalker Hughes, „Joe Pickett”). Na przestrzeni 1. sezonu zobaczycie, jak bohaterowie radzą sobie z przeciwnościami losu, zawierają nowe przyjaźnie i wzmacniają łączące ich więzi – a wszystko to na tle kształtującego się pogranicza.

Domek na prerii to rodzinna historia o pionierach

Nie będę udawał, iż oczekiwałem po współczesnej wersji „Domku na prerii” nowej interpretacji tej historii. Wręcz przeciwnie, nastawiałem się na fabułę wierną jeżeli nie literze, to duchowi zarówno książkowego oryginału, jak i poprzedniego serialu. Innymi słowy, spodziewałem się ekranowego nudziarstwa, ale w pozytywnym znaczeniu.

„Domek na prerii” (Fot. Netflix)

Wychodząc z założenia, iż w tym właśnie tkwi siła tej opowieści, zmartwił mnie sam początek serialu, który z miejsca zafundował bohaterom akcję rodem z filmu przygodowego, a niedługo potem doprawił ją wilkami z CGI. Nietrudno było w tamtej chwili pomyśleć, iż twórczyni Rebecca Sonnenshine („Archiwum 81”, „The Boys”) jednak uległa pokusie „odświeżania” klasyki i czeka mnie osiem godzin tego typu atrakcji. Myliłem się.

Pomimo wprowadzonych w treści zmian oraz dodania lub pogłębienia niektórych wątków, „Domek na prerii” opiera się wciąż na tych samych fundamentach. W głównej mierze mamy więc do czynienia z historią o rodzinie i sile relacji między bliskimi, na której opiera się cała reszta. Dopiero w dalszej kolejności pojawiają się osobiste historie głównych bohaterów (związane z dziecięcą ciekawością świata Laury, dorastaniem i poczuciem odpowiedzialności Mary czy problemami i przeszłością rodziców), wątki postaci drugoplanowych i stosunkowo mocno rozbudowane tło społeczno-polityczne, o które aż się tu prosi.

Domek na prerii to dowód, iż siła czasem tkwi w prostocie

Twórczyni wraz z grupą scenarzystów dostarcza wszystkiego po trochę, działając z umiarem praktycznie w każdej części tej historii. Trudno tu nie tylko o wskazanie wiodącego wątku, ale choćby o wybijającą się postać, choć siłą rzeczy pełna energii Laura często zawłaszcza dla siebie ekran, będąc bijącym sercem serialu. Ostatecznie jednak siły i treści rozkładają się w miarę po równo, na co można spojrzeć dwojako.

„Domek na prerii” (Fot. Netflix)

Z jednej strony, absolutnie nie zdziwią mnie głosy, iż serial jest przez to doskonale nijaki. Poprawny w każdym elemencie i niczym się niewyróżniający w żadnym innym, a czasem wręcz tchórzliwy, gdy celowo spycha na margines niepasującą tu historię przyjaciela Ingallsów pana Edwardsa (Warren Christie, „Rezydenci”). Z drugiej… czy to nie właśnie o to chodziło?

Zmiany fabularne, kształtowanie na nowo postaci (zwłaszcza kobiecych) i dopasowywanie całości do wymagań współczesnego widza jest oczywiście ważne. Ale w tym przypadku jeszcze ważniejsze były wyczucie i pamięć o potrzebach odbiorców tej konkretnej historii, nie tylko tych znających i pamiętających oryginał.

Nowy „Domek na prerii” jest wszak adresowany do obecnych fanów, ale jednocześnie nastawiony na zdobycie całkiem nowych wśród widzów, którzy szukają w telewizji przede wszystkim komfortu, pokrzepienia i chwili wytchnienia. Tu odnajdą ich całe tony i to w prostym, ale nie w prostackim wydaniu – w sam raz, żeby losami Ingallsów się przejąć, ale też nie martwić się dłużej niż pięć sekund, iż może stać się coś naprawdę złego.

Domek na prerii – czy warto oglądać serial Netfliksa?

Będąc więc wyczulonym na to, iż „Domek na prerii” to historia z gatunku takich, w których przeszkody na drodze usuwa się jednym ruchem ręki (lub zamiata pod dywan i o nich zapomina), a rozsupłanie scenariuszowych zawiłości zajmuje góra jeden odcinek, można czerpać z netfliksowej wersji sporo prostej przyjemności. A czy to przyjemność dla was? Radzę poczekać do pierwszej sceny, w której cała rodzinka zaczyna wspólnie muzykować przy ognisku i zdecydować na podstawie swojej reakcji.

„Domek na prerii” (Fot. Netflix)

A tak całkowicie poważnie, to muszę być szczery i przyznać, iż choć daleko mi do miana idealnego odbiorcy tej historii, nie będę wspominał spędzenia z nią kilku godzin jako męczarni. Paradoksem tego serialu jest to, iż jego największe zalety dla jednych (prosta historia, brak moralnej ambiwalentności, nieskomplikowane charaktery) będą wadami nie do przeskoczenia dla innych. Mimo iż sam siebie zaliczyłbym zdecydowanie do drugiej grupy, seans „Domku na prerii” pozwolił mi przynajmniej w pewnym stopniu zrozumieć perspektywę tej pierwszej.

Wprawdzie przez cały czas się z nią nie utożsamiam i szczerze wątpię, bym miał wrócić do historii rodziny Ingallsów na kolejny sezon (został zamówiony długo przed premierą, już realizowane są zdjęcia), absolutnie nie dziwi mnie wiara, jaką pokłada się w tym serialu. Bo chociaż dziś już nie sposób odtworzyć przywiązania, jakie wytwarzało się między bohaterami i widzami podczas cotygodniowych emisji serialu w telewizji dekady temu, to trzeba przyznać, iż udało się stworzyć całkiem sensowny substytut tego uczucia. A teraz, jak to w streamingu, trzeba je wydrenować, ile tylko się da.

Domek na prerii jest dostępny na Netfliksie

Idź do oryginalnego materiału