Film "Melania" w reżyserii Bretta Ratnera, który debiutuje w kinach 30 stycznia, śledzi 20 dni z życia Melanii Trump poprzedzających inaugurację drugiej kadencji Donalda Trumpa w styczniu 2025 roku. W teorii oferuje "bezprecedensowy dostęp" do świata pierwszej damy: od przygotowań do uroczystości, przez rozmowy dyplomatyczne, po rodzinne momenty i modę. W praktyce – jak twierdzą krytycy – to raczej starannie wypolerowana wizytówka niż dokument z prawdziwego zdarzenia.
Nieprzypadkowo. Melania Trump pełni w projekcie funkcję producentki wykonawczej i zachowała pełną kontrolę nad filmem. Nadzorowała produkcję, montaż, zwiastun i całą kampanię promocyjną. – Jestem bardzo prywatną osobą. Decyduję, kiedy i jak opowiadam swoją historię – mówiła w programie "The Five".
Problem w tym, iż dla wielu dokumentalistów prywatność i kontrola bohatera to zaprzeczenie podstawowych zasad gatunku.
– Film powstający pod tak ścisłą kontrolą swojej bohaterki nie posiada integralności artystycznej ani dziennikarskiej – oceniła Julie Cohen, współreżyserka głośnego dokumentu "RBG" o Ruth Bader Ginsburg, na łamach "New York Timesa". Jej zdaniem dokument przestaje być wówczas próbą zrozumienia postaci, a staje się narzędziem autoprezentacji.
Dokument "Melania" jest horrendalnie drogi. Jego reżyser Brett Ratner był oskarżony
Jeszcze większe emocje budzi skala inwestycji. Amazon zapłacił około 40 mln dolarów za licencję i przeznaczył kolejne 35 mln na promocję i dystrybucję. choćby najbardziej kasowe i nagradzane dokumenty polityczne powstawały za ułamek tej kwoty.
– To musi być najdroższy dokument w historii, który nie wymagał licencji muzycznych. Jak można nie widzieć w tym próby przypodobania się władzy – albo wręcz czegoś w rodzaju łapówki? – pytał Ted Hope, były szef działu filmowego Amazona.
Oficjalnie koncern odpiera zarzuty o polityczne motywacje. – Licencjonowaliśmy ten film z jednego powodu: wierzymy, iż klienci go pokochają – zapewnia rzecznik studia. Branża jednak pozostaje sceptyczna. Thom Powers z festiwalu w Toronto nazwał kontrakt "zaskakującym", podkreślając, iż zapłacona kwota "nie ma żadnej korelacji z rynkiem ani historią dokumentu jako gatunku". Z kolei "Hollywood Reporter" sugeruje, iż Amazon mógł kupić "coś więcej niż tylko film".
Oliwy do ognia dolewa osoba reżysera. Brett Ratner wraca do dużych produkcji po niemal dekadzie przerwy, spowodowanej oskarżeniami o molestowanie seksualne, którym konsekwentnie zaprzeczał. Dla wielu twórców jego zatrudnienie przy projekcie o takiej wadze symbolicznej jest co najmniej niezręczne, a wręcz skandaliczne.
Dwie trzecie członków ekipy z Nowego Jorku nie chciało się podpisać pod dokumentem o Melanii Trump
Jak ujawnił "Rolling Stone", na planie panował chaos, a część ekipy miała czuć się niekomfortowo z "propagandowym" charakterem filmu. Dwie trzecie członków nowojorskiej ekipy miało poprosić o usunięcie swoich nazwisk z napisów końcowych. – Czułem się bardziej zaniepokojony teraz niż rok temu – mówił jeden z twórców, który ostatecznie pozwolił na umieszczenie swojego nazwiska w creditsach.
Kontrowersje narosły także wokół prywatnego pokazu filmu w Białym Domu. W East Roomie zasiedli m.in. szefowie Apple i Amazona, Mike Tyson oraz królowa Jordanii Rania. Gościom serwowano popcorn w kolekcjonerskich pudełkach, ciasteczka z imieniem pierwszej damy i egzemplarze jej autobiografii.
W tym samym czasie cały kraj żył gwałtownymi protestami po śmiertelnym postrzeleniu demonstranta w Minnesocie, Alexa Prettiego, przez ICE. – Prezydent urządza wieczór filmowy w Białym Domu – komentowała sarkastycznie Alexandria Ocasio-Cortez, zarzucając administracji rażącą znieczulicę i "oderwanie elit od realnych problemów".
A co z widzami? Tu entuzjazm jest wyraźnie mniejszy niż w mediach społecznościowych Donalda Trumpa, który nazwał "Melanię" "MUST WATCH" i przekonywał, iż bilety "sprzedają się bardzo szybko".
Dane z kin temu przeczą. Boxoffice Pro prognozuje otwarcie rzędu 1–5 mln dolarów, co przy budżecie sięgającym 75 mln wygląda, cóż, tragicznie. W sieci krążą zdjęcia niemal pustych sal w Nowym Jorku, Bostonie czy Jacksonville.
Nawet jeżeli Amazon liczy na długofalowe zyski ze streamingu na Prime Video i planowanej serii dokumentalnej, to raczej nie będzie zadowolony. A dodajmy, iż film o Melanii Trump można też ogladać na świecie, w tym od piątku w Polsce. Na razie ocena na Filmwebie to... 1/10.
Sukcesu więc raczej nie będzie – ani finansowego, ani artystycznego. "The Daily Beast" nie owija w bawełnę, nazywając film "próżnościowym dokumentem". choćby jeżeli "Melania" zapisze się w historii jako pierwszy kinowy film wyprodukowany przez pierwszą damę rezydującą w Białym Domu, trudno oprzeć się wrażeniu, iż będzie pamiętany bardziej jako bardzo droga kampania PR-owa granic niż jako poruszające kino.









