Doktor Ośmiornica

filmweb.pl 3 dni temu
Zdjęcie: plakat


Tovę Sullivan poznajemy jako sprzątaczkę pracującą na nocnej zmianie w oceanarium. Kobieta jest mocno związana z Marcellusem – ośmiornicą zamieszkującą jedno z akwariów. Nie musimy się zastanawiać, co czuje to morskie stworzenie – ono samo przemawia do nas głosem Alfreda Moliny, wyliczając swoje dni w zamknięciu i opowiadając, co sądzi o gościach odwiedzających oceanarium oraz o samej Tovie. To, co na pierwszy rzut oka wygląda jak opis nowej produkcji Disneya, w istocie tyczy się nowego dramatu Netfliksa – "Niezwykle szlachetnych stworzeń".

Sally Field
  • Netflix

Film jest adaptacją bestsellerowej powieści Shelby Van Pelt. Wydana w maju 2022 roku książka kilkakrotnie znalazła się na liście bestsellerów "New York Timesa" i sprzedała się w nakładzie ponad 2 milionów egzemplarzy. Do przeniesienia jej na ekran zatrudniono Olivię Newman, dla której adaptacje literatury to nie pierwszyzna – reżyserka kilka lat temu nakręciła też "Gdzie śpiewają raki".

Historia w "Niezwykle szlachetnych stworzeniach" to oczywiście coś więcej niż tylko "rozmowy" z ośmiornicą i czyszczenie akwarium – sercem filmu jest relacja, którą Tova nawiązuje z przybyłym do miasteczka Cameronem. Młody mężczyzna porusza się furgonetką odziedziczoną po zmarłej matce, jest członkiem mało znanego zespołu (który zresztą się rozpada) i – raczej bezskutecznie – poszukuje swojego ojca. Gdy Tova nabawia się kontuzji, Cameron zatrudnia się na jej zastępstwo w oceanarium, a iż kobieta mimo wszystko często pojawia się na miejscu, zaczynają się poznawać i zaprzyjaźniać (co nie umyka uwadze Marcellusa).

Sally Field
  • Netflix

"Niezwykle szlachetne stworzenia" to w dużej mierze film o mierzeniu się ze stratą – Tova wciąż nie przepracowała żałoby po zmarłym synu (o okolicznościach jego śmierci dowiadujemy się dopiero z czasem), a do tego straciła też męża i myśli o opuszczeniu swojego domu. Dla Camerona życie też nie było łaskawe. choćby Marcellus coś utracił – a konkretnie swoją wolność. Gdy go poznajemy, już ponad tysiąc dni przebywa w niewoli i bardzo tęskni za głębią oceanu. Nietrudno się domyślić, iż dla całej trójki nowa relacja Tovy i Camerona będzie okazją do wypełnienia pustki. A to może doprowadzić do kilku wzruszeń.

Newman zresztą prowadzi narrację w taki sposób, iż od samego początku można oczekiwać momentów skonstruowanych tak, by widzowie ocierali oczy. Czy jej się to udaje? Cóż, "Niezwykle szlachetne stworzenia" faktycznie potrafią poruszyć, choć jest to zasługa przede wszystkim Sally Field. Aktorka wspaniale wypada w roli Tovy, bezbłędnie ukazując na ekranie to, jakie brzemię dźwiga jej bohaterka i jak relacja z Cameronem zaczyna sprawiać, iż robi się ono nieco lżejsze. Świetny jest też Lewis Pullman, który wciela się w Camerona; już w "Thunderbolts*" pokazał, iż ma ogromny talent do portretowania trudnych emocji i tutaj również ma okazję to udowodnić. Razem tworzą znakomity duet i są prawdziwym sercem tej opowieści. Choć Marcellus także może was ująć! Wszak niecodziennie ogląda się ośmiornicę, która dysponuje wrażliwością i poczuciem humoru, a do tego potrafi na swój sposób zdiagnozować problemy ludzi. Swoją drogą interesująca decyzja, żeby w roli ośmiornicy obsadzić akurat Alfreda Molinę, biorąc pod uwagę jego rolę Doctora Octopusa w filmach o Spider-Manie.

Lewis Pullman, Sally Field
  • Netflix

Gdzieś po drodze Newman pokazuje relacje głównego duetu z innymi bohaterami. Cameron poznaje Avery (Sofia Black-D'Elia) – właścicielkę sklepu, z którą nawiązuje romantyczną relację, zaś Tovę widujemy w towarzystwie grona jej przyjaciółek i sklepikarza Ethana (Colm Meaney), który wyraźnie chciałby, aby ich znajomość rozwinęła się w coś więcej. Scenariusz nie poświęca jednak tym wątkom szczególnie dużo czasu, a szkoda, bo one także rozwijają Tovę i Camerona, a ostatecznie zostawiają poczucie niedosytu (nawet jeżeli zostają domknięte) – szczególnie ten z Avery.

"Niezwykle szlachetne stworzenia" to jeden z tych ciepłych filmów, który w trakcie seansu zapewni wam trochę wzruszeń, a ostatecznie podniesie na duchu. choćby jeżeli po drodze domyślicie się zakończenia, to jest tu na tyle udanych składowych – na czele z Field i Pullmanem – iż nie powinniście uznać czasu za zmarnowany. A jeżeli jesteście fanami Radiohead, to możliwe, iż dodacie plusik do oceny, mogąc posłuchać jednej z ich piosenek.
Idź do oryginalnego materiału