Do latarni morskiej – recenzja książki. Niedoścignione widmo

popkulturowcy.pl 7 godzin temu

Podchodząc do książek, które od dekad mają status filarów literatury, trudno się zawieść. Moja pierwsza styczność z twórczością Virginii Woolf, czyli Do latarni morskiej, to właśnie jedna z takich powieści – ponadczasowy klasyk, który wciąż chcemy wydawać i czytać na nowo.

Po otwarciu paczki do wydawnictwa Dwie siostry, moim oczom ukazała się błękitna, elegancko wznowiona powieść Do latarni morskiej, z samym światłem latarni ukazanym na okładce. Im dalej w książkę, tym śliczniej, ponieważ choćby czcionka jest…błękitna. To zaskakująco czytelna barwa, a iż w wydaniu znajduje się też od groma klimatycznych fotografii utrzymanych w niebieskich tonach, to widać, iż za wznowieniem stoi konkretna wizja – i iż jest ona piękna.

Nowe wydania to jednak nie tylko coraz ładniejsze okazy do postawienia na półkę, ale też okazja, żeby sięgnąć i na nowo odczytać klasykę literatury. Do latarni morskiej słynie z techniki strumienia świadomości, którą współczesny czytelnik, często przytłoczony bodźcami i walczący o umiejętność głębokiego czytania, odbiera inaczej. Jak dzisiaj czyta się Virginię Woolf?

Fot. Wydawnictwo Dwie siostry

Powieść dzieli się na trzy etapy: rozbudowane lato przed wycieczką do latarni, czas niszczenia domu oraz powrót po latach. To jednak swobodne ramy czasowe, które od początku przenikają się za sprawą strumienia świadomości i naprzemiennych perspektyw bohaterów. Pani Ramsay, centralna postać, stanowi spoiwo rodziny, a jej nieobecność jest tak samo wyrazista, jak wygłaszane na głos uwagi. Pan Ramsay to postać w pewnym sensie budząca litość, ale jednak nieoczywista. Dzieci momentami występują z tła na pierwszy plan, a finał dominuje postać malarki-starej panny. Te oraz wiele innych postaci przemawiają jednocześnie, tworząc złożoną pajęczynę relacji, uczuć i potrzeby zrozumienia.

Do latarni morskiej to poniekąd powieść autobiograficzna, wzorowana na rodzinie Virginii Woolf. Postacie rodziców są więc szczególnie intrygujące, ale opowieść można czytać w oderwaniu od życiorysu pisarki. Uczucia w małźeństwie, zależności kobiet od mężczyzn (i odwrotnie) oraz kształtujące się charaktery dzieci to wątki zbudowane kompleksowo, skutecznie utrzymujące czytelnika w napięciu.

Nad wszystkimi postaciami unosi się widmo Pani Ramsay – idealnej matki i kobiety, królowej ogniska rodzinnego, która w pewnym momencie odchodzi i staje się duchem domu na wybrzeżu. Jej nieobecność niczego nie zmienia, bo bohaterowie wciąż liczą się z jej zdaniem, kierują jej potrzebami i gubią się bez jej prowadzenia. Woolf w niezwykły sposób ilustruje pamięć o zmarłych i przedstawia tę bohaterkę przez oczy innych osób, tworząc niemal namacalną postać.

Fot. Wydawnictwo Dwie siostry

Takim widmem jest też tytułowa latarnia morska, którą poznajemy wreszcie oczami młodzieńca, marzącego o niej jako chłopiec. Niespełnione marzenie wziyty w latarni nie ma dla niego smaku, kiedy w końcu je osiąga. Wszystko, co przeżył, odebrało mu dziecięcą radość. Z drugiej strony, czy nie każdy z nas goni za jakimś wyobrażeniem? Dla chłopca latarnia jaśniała złotym światłem, ale młodzieniec widzi w niej już tylko budynek na wybrzeżu. To prosty, ale poruszający obraz tego, jak strata i wejście w dorosłość odznaczają na nas swoje piętno.

Trudno jest o tej powieści opowiadać, mimo iż napisana jest kunsztownie i budzi wzruszenie. Po skończonej lekturze wciąż odbieram Do latarni morskiej przez pryzmat emocji. Trzeba samodzielnie zanurzyć się w ten strumień świadomości i poczuć, w którą stronę kieruje nas nurt. Po prostu, zróbcie to koniecznie!


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Dwie siostry. Dziękujemy!

Fot. główna: Kolaż z wykorzystaniem oficjalnej okładki.

Idź do oryginalnego materiału